Thor Heyerdahl: Na tropie Odyna

W roku 1970, żeglarz i etnograf Thor Heyerdahl, który postanowił udowodnić, że prehistoryczny człowiek mógł przepłynąć ocean statkiem z trzciny, przepłynął 12-metrową papirusową łodzią o nazwie Ra II z Maroka do Barbadosu, pokonując 3270 mil morskich (6056 kilometrów) w 57 dni. [1]

Poczynając od roku 1981, archeolog i historyk Thor Heyerdahl odwiedził Azerbejdżan kilkakrotnie. Podczas tych wizyt gromadził materiał potrzebny mu do udowodnienia teorii, że śledząc pochodzenie Skandynawów można dojść do regionu znanego obecnie jako Azerbejdżan.

Heyerdahl zaczął formułować tę hipotezę po wizycie w Qobustan – parku narodowym leżącym ok. 60 km na południowy zachód od centrum Baku, który słynie z rzeźb skalnych. Szkice sierpowatych łodzi wyrzeźbione na skałach przypominają rzeźby skalne znalezione w jego ojczystej Norwegii.

Po latach odkrywca natknął się na kolejną korelację między Norwegią a Azerbejdżanem. Norweska mitologia mówi, że skandynawski bóg Odyn przeprowadził się ze swoim ludem do Norwegii z krainy zwanej Aser, aby uniknąć rzymskiej okupacji. Opis XIII-wiecznego historyka o pochodzeniu Aserów pasuje do Azerbejdżanu: krainy na wschód od gór Kaukazu i Morza Czarnego.

Czy ta historia jest mitologią czy historią? Podczas wizyty w Azerbejdżanie, w maju 1999 r., Heyerdahl przedstawił swój punkt widzenia na forum publicznym. Oto jego przemówienie z osobistymi poprawkami wprowadzonymi tuż przed publikacją.

 

* * *

 

Myślę, że w miarę postępu nauki będzie coraz bardziej oczywiste, że mamy ze sobą więcej wspólnego niż ktokolwiek z nas zdawał sobie sprawę kilka dekad temu. Kilka lat temu po raz pierwszy zobaczyłem jaskinie Qobustan[2] i tamtejsze petroglify, a najciekawsze dla mnie były te, które przedstawiają statki trzcinowe.

Dziś po południu odwiedziłem Qobustan ponownie. W drodze powrotnej powiedziano mi, że wieczorem będę miał wykład i że najlepiej byłoby gdybym powiedział coś o moim związku z Azerbejdżanem i o tym, jak się zaczął. Miałem zaledwie pół godziny na przygotowanie, ale mam nadzieję, że pozwolicie mi teraz, bym przez pół godziny opowiedział wam o moich przemyśleniach.

Pierwszy raz przyjechałem do Azerbejdżanu w roku 1981[3]. W tamtych czasach niewielu gości spoza Żelaznej Kurtyny tam bywało. Ja dostałem zaproszenie z Azerbejdżańskiej Akademii Nauk. Zastanowiło mnie, dlaczego zaprosiła mnie akurat ta instytucja i uświadomiłem sobie, że byłem wtedy kimś wyjątkowym: miałem członkostwo Nowojorskiej Akademii Nauk i jednocześnie otrzymałem doktorat honoris causa Akademii Nauk ZSRR. Nie wierzyłem w bariery między narodami. Wierzyłem w ludzi, a nie w partie polityczne.

 

Rysunki skalne w Qobustan (Azerbejdżan)
W mieszkalnych jaskiniach Qobustan, których historia sięga co najmniej 5000 lat wstecz, rysunki skalne przedstawiają dwa różne rodzaje łodzi, używanych do wczesnej nawigacji. Heyerdahl jest przekonany, że ludzie mieszkający na terenach znanych obecnie jako Azerbejdżan osiedlili się w Skandynawii około 100 r. n.e.
Qobustan znajduje się około 60 km na południowy zachód od Baku.

 

W tym czasie walczyłem z naukowcami z całego świata – zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie – ponieważ wierzyłem, że między narodami utrzymywano pokojowe kontakty znacznie dłużej niż my, którzy uważamy się za cywilizowanych, mogliśmy sobie wyobrazić. Wierzę, że statki poruszające się wzdłuż rzek i poprzez oceany utrzymywały te kontakty na długo przed początkiem naszej cywilizacji. Na początku tego stulecia nikt nie wierzył, że ludzie mogli żeglować na takich statkach, jakich używano 5000 lat temu. Walczyłem więc z naukowcami z całego świata – po obu stronach Żelaznej Kurtyny – broniąc mojej teorii o oceanicznych migracjach. Większość czasu zajmowało mi odpowiadanie na ataki w publikacjach naukowych. Miałem przyjaciół w Rosji, którzy przesłali mi tłumaczenia takich ataków. Odpowiedziałem i moja obrona została opublikowana po rosyjsku, co oczywiście trochę trwało.

 

Pewnego dnia otrzymałem bardzo zaskakujący list od profesora Kiełdysza[4], przewodniczącego Radzieckiej Akademii Nauk, z Moskwy. Był on postacią znaną po obu stronach Żelaznej Kurtyny, ponieważ wysłał pierwszego Sputnika w kosmos. Zaprosił mnie do Moskwy, żebym bronił mojej teorii stojąc bezpośrednio przed naukowcami radzieckimi. Przyjąłem zaproszenie i pojechałem do Moskwy. Była to dla mnie wielka chwila, gdy mogłem przemawiać do całej Akademii, która wtedy, w mojej części świata, nie cieszyła się specjalną popularnością.

Część przeznaczoną na pytania z sali prowadził sam profesor Kiełdysz – była to bardzo uczciwa i szczera dyskusja. Zanim wyjechałem, otrzymałem tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Łomonosowa w Moskwie. Doktor Kiełdysz zapytał mnie: „Czemu, w swoich przyszłych ekspedycjach, nie miałbyś współdziałać z Rosją i ludźmi z radzieckiej części świata?”

 

Thor Heyerdahl w Qobustan (1994)
Dzięki uprzejmości: Statoil / Azerbaijan International

 

 

Teraz pozwólcie, że opowiem o mojej naukowej drodze, bo nie wszyscy tu obecni zostali zaproszeni przez profesora Kiełdysza do Moskwy.

Wszystko zaczęło się od łodzi, takich jak te, wyrzeźbione na skalnych ścianach w Qobustanie.

Ukończyłem wydział biologiczny uniwersytetu w Oslo. Jako student wybrałem się na wyprawę archeologiczną na wyspę pośrodku Pacyfiku o nazwie Fatu-Hiva w archipelagu Markizy na Polinezji. Miałem zbadać, jak na wyspę, która wyszła prosto z dna oceanu, dostało się życie. Miliony lat temu ta wyspa była gotującą się lawą. Ale kiedy dotarli do niej pierwsi europejscy odkrywcy, były tam rośliny, zwierzęta, a nawet ludzie. Oczywiście badania zoologii obejmują również ludzi. To było w 1937 roku.

Źródło: NephiCode.com

 

Zastanawiałem się: jak pierwsi ludzie podróżowali przez ocean? Nigdy, na żadnym z oceanów Europejczycy nie odkryli ani jednej niezamieszkałej wyspy. Każda wyspa, która mogła być zamieszkana, już była. Tysiące wysp na Pacyfiku, wszystkie wyspy na Oceanie Indyjskim – były zaludnione. Wyspy na Atlantyku – Kanaryjskie i Karaibskie – były również zaludnione. I tak zainteresowałem się dawną żeglugą.

 

 

Zwątpienie w historyków

Naukowcy utrzymywali w owym czasie, że żaden Indianin amerykański nie mógł opuścić Ameryki przed Kolumbem, a żaden człowiek nie mógł dotrzeć do Ameryki przed Kolumbem inaczej niż przez Cieśninę Beringa w Arktyce. W tym momencie uświadomiłem sobie, jak ważna jest współpraca naukowców zajmujących się różnymi dziedzinami. Miałem wykształcenie uniwersyteckie z biologii, geografii i antropologii fizycznej. Miałem biologiczny dowód, że niektóre rośliny ktoś musiał sprowadzić z Ameryki Południowej na Polinezję – na przykład pataty, czyli słodkie ziemniaki, które rosły tylko w Ameryce Południowej. Nie mogły one przedryfować samotnie przez ocean. Musiał w tym dopomóc człowiek.

 

Thor Heyerdahl i jego żona, Jacqueline Beers, przeglądają książkę o starożytnym Azerbejdżanie
(Akademia Nauk Azerbejdżanu, 1999)
Dzięki uprzejmości: Statoil / Azerbaijan International

 

Historycy i antropologowie powiedzieli mi, że w Ameryce Południowej, przed przybyciem Europejczyków, znano tylko tratwy. Więc postanowiłem zbudować tratwę – taką, jak wyobrażałem sobie, że mieli Indianie południowoamerykańscy. I popłynąć nią z przyjaciółmi z Peru do Polinezji. Podróż na Kon-Tiki w 1947 r. była moim pierwszym doświadczeniem z małą jednostką na otwartym oceanie.

Od tamtego czasu zacząłem organizować wykopaliska archeologiczne. Pierwsze – w roku 1952, na Wyspach Galapagos. Następne – na Wyspie Wielkanocnej w latach 1955-56. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem rzeźby dużych statków w kształcie sierpa. Były tego samego typu, co w starożytnym Egipcie i Mezopotamii. Zacząłem podejrzewać, że ludzie wczesnych cywilizacji w Afryce Północnej mogli przekroczyć Atlantyk na długo przed tym, zanim zrobił to Kolumb.

 

My, Europejczycy, zwykle uważamy, że wszystko odkryliśmy, ale to pogląd niesłuszny. Zdajemy sobie sprawę, że wszędzie byli ludzie, którzy przyszli przed nami. Moje antropologiczne wykształcenie pozwoliło mi zrozumieć, jak bardzo ludzie podobni są do siebie, bez względu na narodowość, rasę czy cechy fizyczne.

Doszedłem również do wniosku, że popełniamy błąd uważając, że bardzo różnimy się od ludzi, którzy żyli 5000 lat temu. Myślę, że możemy z całą pewnością powiedzieć, że rodzimy się z tymi samymi genami, jak ludzie 5000 lat temu. Każda nowa generacja zaczyna od zera. Gromadzimy wiedzę techniczną, ale nasza inteligencja i cechy mentalne się nie zmieniają.

Mając to na uwadze, doszedłem do wniosku, że Egipcjanie, którzy zbudowali piramidy, którzy pozostawili po sobie sztukę i technologię na niewiarygodnie wysokim poziomie, nie budowaliby łodzi z trzciny, gdyby uważali, że takie jednostki są prymitywne i nieefektywne. Doszedłem więc do wniosku, ze z tymi naszymi naukowymi teoriami coś jest nie tak.

Cała literatura, którą przeczytałem na uniwersytecie, twierdziła, że łodzie wykonane z drewna balsy będą wchłaniać wodę i tonąć. Postanowiłem więc udowodnić, że te naukowe teorie są niesłuszne. I tratwa Kon-Tiki utrzymywała się na wodzie przez 101 dni, aż dotarliśmy do Polinezji.

W Egipcie, w Papyrus Institute, powiedziano, że trzcina papirusowa wchłonie wodę i zatonie po dwóch tygodniach. Ponownie postanowiłem bardziej zaufać starożytnym faraonom niż współczesnym naukowcom, którzy nigdy nawet nie widzieli statku papirusowego. W ten sposób zbudowałem swoją pierwszą trzcinową łódź. Razem z międzynarodową załogą złożoną z siedmiu osób płynęliśmy przez dwa miesiące. Trzcinowa łódź wciąż utrzymywała się na wodzie.

Rybacy Buduma z jeziora Czad w Afryce Środkowej, którzy zbudowali ten trzcinowiec, nie znali fal oceanicznych. Wiązania linowe pękały i wiązki trzciny tworzące kadłub zaczęły od niego odpadać. Problemem było, że połowa z nich płynęła – ale osobno i nie unosiła całości. Siedzieliśmy na pokładzie i patrzyliśmy, jak te wiązki unoszą się za nami. Przez miesiąc wpływaliśmy pod dno łodzi i próbowaliśmy powiązać wszystko z powrotem linami. Ale skończyło się tym, że razem z nami płynęło 17 rekinów, więc musieliśmy te nasze naprawy przerwać.

Kiedy byliśmy już blisko wybrzeży Ameryki, zdecydowałem, że teraz nie powinniśmy narażać życia, ale powinniśmy spróbować jeszcze raz. Więc pytałem moich ludzi po kolei: „Masz zamiar przyjechać? Bo za rok zaczniemy znowu”.

I podjęliśmy próbę ponownie: w roku 1970, papirusowym statkiem Ra II, z tą samą załogą powiększoną o japońskiego kamerzystę, przepłynęliśmy przez Atlantyk z Maroka na Barbados.

Podczas obu tych atlantyckich podróży eksperymentowałem nie tylko ze statkiem, ale i z załogą. Mieszałem ludzi – czarnych, żółtych i białych, przedstawicieli wszystkich istniejących głównych religii, w tym ateizmu. Była jedna osoba z Ameryki Północnej i jedna z Rosji Radzieckiej, jeden Arab i jeden Żyd.

Egzystowaliśmy razem tak dobrze, że wszyscy znów się do mnie zgłosili, gdy następnym trzcinowcem płynąłem przez Ocean Indyjski w latach 1977-1978. Tigris, statek z trzciny, był większy, dzięki czemu zrobiło się miejsce dla większej liczby narodowości.

Popłynęliśmy rzeką Tygrys do Zatoki Perskiej, później do doliny Indusu w Pakistanie, następnie przez Ocean Indyjski do wejścia na Morze Czerwone, gdzie mogliśmy spotkać współczesny świat.

Było nas jedenastu – z jedenastu narodów, o różnych poglądach politycznych, wyznających wszystkie główne religii – przez pięć miesięcy żyliśmy bezkonfliktowo na ciasnym trzcinowym statku.

W Dżibuti otrzymaliśmy wiadomości od Organizacji Narodów Zjednoczonych, że nie powinniśmy płynąć dalej, ponieważ po obu stronach Morza Czerwonego – tam, gdzie tysiące lat temu pokojowo nastawieni Sumerowie i mieszkańcy Doliny Indusu handlowali z Egipcjanami – toczyła się wojna[5]. Wysłaliśmy telegram do Organizacji Narodów Zjednoczonych z apelem, aby powstrzymano dostawy broni. Ludzie w tym rejonie walczyli tylko mieczami, dopóki nie przybyli ludzie Zachodu, by czerpać zyski z podburzania do wojen, katastrofalnych w skutkach bardziej niż kiedykolwiek.

 

3 kwietnia 1978: Tigris, po przepłynięciu 3700 Mm (6852 km) w 143 dni, płonie na redzie portu Dżibuti, podpalony przez załogę w symbolicznym geście protestu przeciwko wojnom w regionie i bezsilności ONZ.

 

Wizyty w Azerbejdżanie

Po tych trzech wyprawach na trzy różne oceany zostałem zaproszony mnie do Azerbejdżanu. Przybyłem tutaj, ponieważ nawiązałem dobre kontakty z naukowcami w tym kraju i dowiedziałem się, że macie coś sensacyjnego w Qobustanie. Przybyłem do Azerbejdżanu jako gość Azerbejdżańskiej Akademii Nauk, aby zobaczyć petroglify Qobustanu.

 

Qobustan
Fot. Luigi Guarino / Flicker; 2011-10-06

 

 

Woził mnie wszędzie przewodniczący Akademii, by pokazać ten kraj i jego piękną przyrodę, by spotykać się z ludźmi, którzy tu mieszkają, zarówno z naukowcami jak rolnikami. Dopiero dzień przed wyjazdem dowiedziałem się o jego koneksjach rodzinnych, o tym że był bratem prezydenta Azerbejdżanu. Tak zaczęła się moja przyjaźń z waszym krajem.

Właśnie ze względu na tę przyjaźń, ponieważ znałem w Azerbejdżanie tak wielu ludzi, norweski Statoil, kiedy zaczynał tu działalność, poprosił, bym przyłączył się do delegacji. To wtedy zainteresował mnie fakt, że na rysunkach naskalnych w Qobustanie macie dwa rodzaje łodzi.

Podczas pierwszej wizyty zajmowały mnie statki trzcinowe, podobne do łodzi starożytnego Morza Śródziemnego. Podczas wizyty drugiej dowiedziałem się, że mieszkańcy Azerbejdżanu nazywają siebie Azerami. Pamiętałem z czasów szkolnych, że w Norwegii mamy legendy wplecione w norweską historię w tak zawiły sposób, że nie wiemy, gdzie zaczyna się historia, a kończy mitologia. Udokumentowana historia Norwegii sięga ponad 800 lat. Tradycje dotyczące pierwotnej ojczyzny naszych przodków zostały zapisane w XIII wieku na Islandii i mówią, że jesteśmy potomkami ziemi Aser.

 

 

Wczesna historia Skandynawii

Z tego zapisu dowiadujemy się o linii rodzin królewskich w Danii, Szwecji i Norwegii. Te historie o naszych początkach opowiadały o czasach tak dawnych, że nie traktowaliśmy ich poważnie. Myśleliśmy, że to tylko wyobraźnia, tylko mitologia. Dokładne daty rodowodowe historycznych królów rozpoczynają się około roku 800 naszej ery. Znaliśmy wszystkich królów, którzy panowali w ciągu następnego tysiąca lat i nie interesowały nas imiona tych, którzy byli wcześniej.

Pamiętałem z dzieciństwa, że ​​mitologia rozpoczęła się od boga Odyna. Między Odynem a pierwszym królem historycznym było 31 pokoleń. Odyn zaś przybył do Europy Północnej z ziemi Aser. Ponownie zacząłem czytać karty tej historii i zobaczyłem, że to wcale nie była mitologia, ale rzeczywista historia i geografia.

Snorri, który spisał tę historię, zaczął od opisu Europy, Azji i Afryki, a wszystko z prawidłowymi nazwami. Gibraltar i Morze Śródziemne mają stare nazwy nordyckie. Morze Czarne jest nazwane tak, jak nazywamy je dzisiaj. Rzeka Don nosi starą grecka nazwę Tanais. Zdawałem sobie sprawę, że to wszystko nie ma nic wspólnego z bogami, którzy mieszkali z Thorem – bogiem piorunów gdzieś w chmurach.

Snorri powiedział, że ojczyzna Aserów leżała na wschód od Morza Czarnego. Że ziemia, którą władał wódz Odyn, to duży kraj. Podał dokładnie jego położenie: kraina ta, leżąca na wschód od Morza Czarnego, na południe od dużego pasma górskiego, na granicy między Europą a Azją, rozciągała się na południe w stronę krainy Turków. To nie miało nic wspólnego z mitologią – to działo się na tej planecie, na Ziemi.

Tu następuje punkt najważniejszy. Snorri mówi:

„W czasach, gdy żył Odyn, Rzymianie dokonywali podbojów w tym rejonie. Kiedy Odyn dowiedział się, że zbliżają się do krainy Aserów, zdecydował, że najlepiej będzie zabrać swoich kapłanów, wodzów i część jego ludu i przeprowadzić się do północnej części Europy”[6].

Rzymianie są istotami ludzkimi, pochodzą z tej planety i nie są postaciami mitycznymi. Z pierwszej bytności w Qobustan, pamiętałem kamienną płytę z rzymskimi napisami. Skontaktowałem się z Azerbejdżańską Akademią Nauk, dostałem dokładne brzmienie tego napisu.

 

Rzymski napis w Qobustanie wskazujący, że wojska rzymskie były w tym regionie około 97 r. n.e.
Fot. Luigi Guarino / Flicker; 2011-10-06

 

W sposób naukowy możemy dowieść, kiedy ten napis powstał. Musiało to być po roku 84 i przed rokiem 97 naszej ery.

Gdyby ten napis miał związek z tym, co napisał Snorri, pozwoliłoby to na wniosek, że Odyn wyruszył do Skandynawii w drugiej połowie I wieku naszej ery. Porachowałem więc kolejne pokolenia królów aż do dziadka władcy, który zjednoczył Norwegię w jedno królestwo około 830 roku.

W antropologii przyjmujemy 25 lat na jedno pokolenie w rodzinie panującej. Dziś to może być nawet lat 30, ale średnia długość pokolenia we wczesnych dynastiach to lat 25. Kiedy pomnożymy 31 pokoleń przez 25 lat, wracamy dokładnie do drugiej połowy I wieku naszej ery. Jest więc dowód, że inskrypcje wyryte w kamieniu przez Rzymian pokrywają się z historią spisaną prawie 800 lat temu na Islandii.

Wszyscy wiemy, że ludność północna nazywa siebie kaukaską. Tutaj spotykają się historia, archeologia, geografia i antropologia fizyczna.

Im dłużej badam ten temat, tym więcej znajduję dowodów, że właśnie ta część naszej planety odegrała rolę o wiele bardziej znaczącą, niż ktokolwiek kiedykolwiek podejrzewał. Teraz, wspólnie z kolegą, pracuję nad książką i jesteśmy w połowie spisywania naszych spostrzeżeń.

 

 

Mumie z włosami blond

W międzyczasie utrzymujemy kontakty z akademiami nauk w jedenastu krajach. Nie chcielibyśmy bowiem niczego pominąć. Najbardziej zaskakujące odkrycie przyszło, gdy nawiązaliśmy kontakt z komunistycznymi Chinami. Chińczycy znaleźli jasnowłose mumie na pustyni Tarym w głębi Chin[7]. Mumie były tak doskonale zachowane w zimnym klimacie i słonej ziemi, że można było zobaczyć kolor skóry i włosów.

 

Basen rzeki Tarym, cmentarzysko Niya (Sinciang-Ujgur, Chiny):
głowa mumii z zachowanymi blond warkoczami
Źródło: PennMuseum – Expedition

 

Chińskich archeologów zaskoczyło, że zmarli nie mieli rysów mongoidalnych; zaczęli więc podejrzewać, że byli to Wikingowie.

Dla mnie nie miało to sensu, żeby Wikingowie mogli się znaleźć w głębi pustyń chińskich. Kiedy chińscy archeolodzy zrobili datowanie radiowęglowe, wyszło im, że mumie typu skandynawskiego pochodzą z okresu między 1800 a 1500 rokiem przed naszą erą. A przecież era Wikingów zaczęła się około roku 800 n.e. Wtedy stało się oczywiste, że to nie były mumie Wikingów, którzy przybyli do Chin. To było brakujące ogniwo. I znowu wkracza na scenę Kaukaz, jako centrum migracji w obie strony.

Ale na tym ta historia się nie kończy. Mumie były ubrane w tkaniny, których kolory i rodzaj splotu były bardzo specyficzne. Chińczycy najpierw badali mumie sami, następnie zaprosili ekspertów amerykańskich, właśnie do zbadania tkanin[8]. Ci zaś stwierdzili, że splot i kolorystyka są typowe dla Celtów z Irlandii. To też nie miało sensu. Ale skontaktowaliśmy się z Irlandią, aby zapytać o ich sagi i okazało się, że jedna z zapisanych sag mówi, że ich przodkami byli Scytowie. Znowu więc korzenie wracają tutaj, na Kaukaz.

To dopiero początek, bo dopiero dotąd doszliśmy w naszych rozważaniach nad materiałami otrzymanymi z akademii naukowych. Nie będę wnikał w dalsze szczegóły, ale mogę powiedzieć, że znalazłem archeologiczne dowody tak uderzające, że nie powinno być dalej żadnych wątpliwości.

Wniosek mój jest taki, że Azerbejdżan był bardzo ważnym centrum, rozsyłającym ludzi w wielu kierunkach i przyciągającym ludzi z wielu kierunków. Mieliście metale, które sprawiły, że pofatygowali się tu Rzymianie. Staliście w centrum ewolucji cywilizacyjnej, czego przede wszystkim dowodzą petroglify z Qobustanu.

 

Źródło: Frankfurter Allgemeine Zeitung / DPA

 

Jedno jest oczywiste: nawigacja nastąpiła przed cywilizacją. Wierzyliśmy dotąd, że to cywilizacja była na pierwszym miejscu i dopiero kiedy ludzie dochodzili do odpowiedniego stopnia rozwoju, zaczynali budować łodzie. A to jest nieprawdą. Było wręcz przeciwnie: ludzie budowali statki o oceanicznym zasięgu, które pozwalały im na wzajemne kontakty – mogli dzięki nim handlować i uczyć się od siebie nawzajem. Cywilizacja rozwinęła się poprzez wzajemne kontakty i pokojową współpracę. ■

Thor Heyerdahl

Tytuł oryginału: „Scandinavian Ancestry (Tracing Roots to Azerbaijan)”.
Azerbaijan International. Summer 2000 (8.2); str. 78-83.

Tłumaczenie, niezbędna korekta, przypisy i dobór ilustracji: Kazimierz Robak / Periplus.pl

Fotografie (jeśli nie zaznaczono inaczej):
The Kon-Tiki Museum


Thor Heyerdahl wspomniał w tym artykule o swojej pierwszej wizycie w Związku Radzieckim i spotkaniu z naukow­cami radzieckimi w Moskwie. Ze szczegółami opisał to w autobiografii Śladami Adama – wspomnienia (1998).

Historię tę przeczytacie za tydzień.


 

Thor Heyerdahl na Pogorii (27 maja 2020)

► Thor Heyerdahl: Archeolog na gościńcu bogów (3 czerwca 2020)

Thor Heyerdahl i Saga rodu Ynglingów (10 czerwca 2020)

► Thor Heyerdahl: Azerbejdżańskie ogniwo (17 czerwca 2020)

► Thor Heyerdahl: Na tropie Odyna (24 czerwca 2020)

► Thor Heyerdahl: Pierwszy raz w ZSRR (1 lipca 2020)

 


[1] W 1947 Thor Heyerdahl postanowił udowodnić, że prehistoryczny człowiek mógł przepływać ocean na tratwie, przepłynął więc z pięcioma towarzyszami Pacyfik na tratwie z pni drzewa balsa. Kon-Tiki miała 14 m w najdłuższym miejscu i ok. 7 m szero­koś­ci, dwa maszty mające po 8,8 m, na których podnoszono żagle rejowe (dwudrzewcowy grotmaszt, w kształcie litery A, utrzy­my­wał grotżagiel o powierzchni 25 m2 i dwa marsle), oraz wiosło sterowe długości 5,8 m. Żeglarze pokonali na niej 6900 km (3726 Mm) z Callao (Peru) do wyspy Raroia (arch. Tuamotu, Polinezja Francuska) w 101 dni. (przyp. P+/kr)

[2] Park narodowy Qobustan (Gobustan) utworzony został w Azerbejdżańskiej SSR po tym, jak w latach trzydziestych XX w., robotnicy pracujący w kamieniołomie odsłonili bloki skalne z petroglifami, a kolejne rysunki naskalne odnaleziono w mieszkalnych jaskiniach. Do dziś skatalogowano tam ponad 6000 petroglifów. (przyp. P+/kr)

[3] Heyerdahl odwiedził Azerbejdżan także w latach 1994, 1997, 1999 i 2000.

[4] Mstisław Wsiewołodowicz Kiełdysz (Мстислaв Всеволодович Келдыш; 1911-1978) – uczony działający na polu matematyki i mechaniki, profesor Uniwersytetu im. Łomonosowa w Moskwie, jeden z twórców i głównych teoretyków radzieckiego programu badań kosmicznych. W latach 1961-1975 był prezesem Akademii Nauk ZSRR. (przyp. P+/kr)

[5] The Kon-Tiki Museum, Oslo:
W proteście przeciwko toczącej się wojnie i przemocy, Heyerdahl zdecydował, że ‘Tygrys’  powi­nien zostać spalony. Załoga napisała list do sekretarza generalnego ONZ Kurta Waldheima, z apelem do uprzemysło­wio­nych narodów: „Wszyscy jesteśmy współwinni, bo nie wymagamy od ludzi odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji w naszym imieniu, aby współczesna broń przestała być dostępna dla narodów, których przodkowie potępiali nawet proste miecze i topory”. I tak, 3 kwietnia 1978 r. ‘Tygrys’ stanął w płomieniach przed portem Dżibuti. 

[6] Ten fragment Sagi rodu Ynglingów (ok. 1225) autorstwa islandzkiego skalda i historyka Snorriego Sturlusona (1179-1241), brzmi następująco:
Południowy kraniec tego górskiego grzbietu leży blisko Turklandu, gdzie Odyn miał wielkie posiadłości. W tamtych czasach wodzowie rzymscy przemierzali świat, podbijając wszystkie ludy; z tego powodu wielu wodzów uciekało ze swoich włości. Lecz Odyn mając wiedzę o przyszłych zdarzeniach i magiczny wzrok wiedział, że jego następcy osiedlą się i zamieszkają w północnej połowie świata. Odyn oddał więc władzę nad Asgaardem swoim braciom Ve i Vilje, a sam, ze wszystkimi bogami i wieloma innymi ludźmi wywędrował najpierw na zachód do Gardarike [Ruś], a potem na południe do Sakslandu [Germania]. (tłum. J. Łukaszewski). Patrz odcinek poprzedni: „Thor Heyerdahl i Saga rodu Ynglingów”. (przyp. P+/kr)

[7] Konkretnie chodzi o Kotlinę Kaszgarską, zwaną też Kotliną Tarymską, wielki (ok. 1 mln km2) bezodpływowy obszar w autonomicznym regionie Sinciang-Ujgur w zachodniej części Chin. Większą część Kotliny Kaszgarskiej zajmuje pustynia Takla Makan (powierzchnia ok. 270 tys. km2), jeden z najsuchszych obszarów na Ziemi. Przez północną część Kotliny przepływa rzeka Tarym (stąd druga nazwa). Region Sinciang-Ujgur (1/6 terytorium ChRL) od zachodu i północy graniczy kolejno z: Indiami i Pakistanem (w Kaszmirze), Afganistanem i Tadżykistanem (granica w górach Pamir), Kirgistanem i Kazachstanem.

Cmentarzyska, w których znajdowały się mumie, odkrywane są sukcesywnie od początku XX wieku w 800-kilometrowym pasie wzdłuż wschodniej i południowej części Kotliny Kaszgarskiej, na granicy z Takla Makan, w okolicach miast: Lop Nur, Qiemo, Niya, Chotan. Również cmentarzysko w Yanbulag (miasto Hami, 450 km NE od Lop Nur) odsłoniło 29 mumii, z których 8 było pochodzenia kaukaskiego. (przyp. P+/kr)

[8] Trzeba mieć na uwadze fakt, że wszystko to dzieje się w chińskiej Ujgurii, gdzie wrze non stop, bo Ujgurzy (przez wszyst­kie wieki odzyskiwania i tracenia niepodległości na rzecz to Chin, to Rosji) jakoś Chińczyków nie polubili, uznają ich za okupantów i chcą być na swoim. Zwłaszcza od lat 90., gdy konieczność secesji zaczęli głosić radykalni islamiści ujgurscy, na których zupełnie nie robią wrażenia plakaty i transparenty głoszące, że „Sinciang od zawsze był nieodłączną częścią Chin”. Na władzach ChRL postulaty separatystów robią wrażenie o tyle, że wszelkie demonstracje czy konspiracje tłumione są z najwięk­szą bezwzględnością i w całym regionie od lat ludzie giną setkami i płynie krew.

Mowa tu o terytorium ogromnym. Sama tylko Kotlina Kaszgarska ma powierzchnię 3 razy większą od Polski (albo taką, jak Niemcy i Francja razem). Cały region Sinciang-Ujgur (1,66 mln km2) to 5 razy Polska lub cztery Morza Bałtyckie, lub Niemcy, Francja, Hiszpania i Portugalia razem.

Sinciang-Ujgur – geograficznie – był kluczem do Azji Centralnej od zawsze, a ostatnio zrobił się jeszcze ważniejszy, bo znaleziono tam ropę.

Wykopanie zmumifikowanych Europoidów, o czym zrobiło się głośno od lat 90. (mumie wystawiono na widok publiczny w muzeum w Urumczi/Ürümqi w 1988), dało kolejny powód do demonstracji nacjonalistycznych i separatystycznych (o jednej z mumii była nawet piosenka pop po ujgursku), na co Chiny, w 1993 roku, zaczęły utrudniać zachodnim badaczom analizowanie próbek, a w pierwszej dekadzie wieku XXI, na badania DNA zezwalały tylko naukow­com chińskim. W drugiej dekadzie sytuacja znormalizowała się o tyle, że dwie mumie (mumia dziecka i „piękność z Xiaohe” oraz ok. 150 ekspo­natów z Jedwabnego Szlaku) demonstrowano w Stanach Zjednoczonych podczas niemal rocznej wystawy objazdowej organizowanej w muzeach stanowych i uniwersyteckich. ChRL zastrzegło sobie jednak wyłączność na komentarze umieszczone przy eksponatach, nie obyło się też bez nieocze­ki­wanych zmian wprowadzanych przez chińskich organizatorów wystawy, co jest osobną, tragikomiczną, opowieścią. (przyp. P+/kr)


► Periplus – powrót na Stronę Główną