Jerzy Dutlinger: Anne Applebaum: Zmierzch demokracji.
(cytaty i notatki z lektury)

Książkę opublikowano w roku 2020, a poniższe notatki w większości powstały w styczniu roku 2021. To były czasy, gdy Donald Trump nie chciał się pogodzić z wynikami demokratycznych wyborów i (czasowym) oddaniem władzy, czasy epidemii koronawirusa, czasy poprzedzające pełnoskalową agresję Rosji na Ukrainę, czasy rządów tzw. zjednoczonej prawicy w Polsce oraz Orbana na Węgrzech. Historia pędzi dalej. Wciąż mówi się nie tylko o zmierzchu demokracji, lecz o oznakach zmierzchu USA.

W samej książce cytuje się (str. 199) wręcz obawy o to, że Cywilizacja Zachodnia znalazła się na skraju przepaści. Na to wszystko nakłada się dalszy burzliwy rozwój technologii, który bywa pomocny w demolowaniu instytucji demokratycznych.

Każdy zwolennik reguł demokratycznych, który pamięta chwile zbiorowego entuzjazmu i nadziei, później zawodu i rozczarowania kierunkami przemian, czyta tę książkę z przejęciem.

Anne Applebaum – Zmierzch demokracji. Zwodniczy powab autorytaryzmu.
(
Twilight of Democracy. The Seductive Lure of Authoritarianism).

 

Motyw przewodni?

[…] w odpowiednich okolicznościach każde społeczeństwo może się odwrócić od demokracji. Co więcej, jeśli historia nas czegoś uczy, to właśnie tego, że ostatecznie każde społeczeństwo tak właśnie robi.

Mamy w sobie stwierdzoną podatność na rządy autorytarne. Społeczności szukają wodzów, którzy upraszczają rzeczywistość, pomagają nam uporać się ze złożonością świata, podsuwają proste i gotowe nie tylko interpretacje, ale nawet dobrane lub wręcz spreparowane fakty, a za nimi wyglądające na oczywiste oceny. Wspierają ich w tym nowoczesne techniki medialne i algorytmy, które żerując na nastrojach i kształtując je służą manipulacji masowymi ruchami.

Algorytmy zostały stworzone po to, żeby utrzymać nas online, więc faworyzują emocje, zwłaszcza gniew i lęk.

Ukierunkowywanie nienawiści i karmienie strachem bywa skutecznym sposobem zyskiwania popularności i – niestety – zdobywania władzy. Po jej zdobyciu stosowane jest niszczenie instytucji demokratycznych (takich jak system sądownictwa, czy swoboda mediów) oraz opluwanie autorytetów mogących stanowić przeszkodę w uzyskaniu wszechwładzy; to wszystko na zasadzie, że tylko my jesteśmy prawdziwymi patriotami, a wybory uznajemy za demokratycznie przeprowadzone i niesfałszowane tylko wtedy, gdy my je wygrywamy. Są to myśli wypowiedziane przez męża Autorki, Radosława Sikorskiego w jednym z wywiadów.

Applebaum przeplata swe refleksje licznymi relacjami z osobistych kontaktów z ludźmi, którzy odstąpili od swych liberalnych, otwartych, prodemokratycznych przekonań i dali się urzec tytułowemu „zwodniczemu powabowi autorytaryzmu”. Taki proces dotknął niektórych jej przyjaciół i znajomych w Polsce, czy na Węgrzech i USA. Urok frywolnego populizmu zawiódł też np. Borisa Johnsona – dobrego znajomego Autorki – na stanowisko brytyjskiego premiera realizującego brexitowe obsesje przy użyciu kłamstw i – co gorsze – z naruszeniem prawa.

Wątek brytyjski jest dla mnie wyjątkowo ciekawy, a Applebaum zna te zagadnienia z własnego dziennikarskiego doświadczenia doskonale. Pewnie możliwe jest także odmienne spojrzenie na polityczną walkę stoczoną w sprawie brexitu, ale świadome oszukiwanie społeczeństwa przez przywódców (także np. w Stanach Zjednoczonych i innych krajach) zmusza do sprzeciwu, gdyż jest szczególnie niebezpiecznym objawem demontażu demokracji.

W 2017 roku wyraziłem na fb opinię, że dziś politykowi do kariery w ogóle nie jest potrzebne posiadanie jakichkolwiek poglądów – wszystko zastępuje statystyka nastrojów, segmentacja społeczeństwa i trafianie do poszczególnych grup ludzi z tym, czego oni chcą słuchać (targeting polityczny). I co czytam?

Młode pokolenie wyborców traktuje dziś wybory jako okazję do wyrażenia swojej pogardy dla demokracji, więc głosują na ludzi, którzy nawet nie udają, że mają jakieś poglądy polityczne. […]

Vox to pierwsza partia w postfrankistowskiej Hiszpanii celowo skonstruowana tak, by docierać do ludzi zirytowanych społeczną polaryzacją. Radykalizacja Katalonii tylko zwiększy poparcie dla Voxu. Tak samo jak protesty feministek, zażarte debaty na temat gospodarki, powrót sporów na temat historii.

U nas także jest miejsce dla szukających okazji do odsunięcia w polityczny niebyt dwóch wielkich antagonistów – PiS i PO, lecz ta pierwsza partia sprytnie zawłaszcza hasła socjalistyczne jak i przywództwo wśród tych, którzy skrzykują się do obrony dziedzictwa chrześcijańskiego i narodowego przed „zalewem obcych” naszej tradycji i światopoglądowi. Chyba jest tak, że w niektórych demokracjach procesy te nie prowadzą do wyłonienia trzeciej siły, lecz radykalizują jedną z już istniejących – Trump w USA, brexitowcy w UK. U nas PiS – mimo zaostrzania retoryki – zyskał może jeszcze bardziej radykalnych rywali w postaci różnych Konfederacji.

W rozdziale Strumienie kłamstw Autorka na wielu przykładach od Brazylii po Stany i Europę pokazuje mnożenie się zdumiewająco podobnych stron internetowych szuflujących przedwyborczym elektoratom użyteczne politycznie emocje, nastroje, nastawienie (np. poczucie zagrożenia ze strony podsuwanych „wrogów”, rozbudzona podejrzliwość i nienawiść, kierowanie sympatii w stronę upatrzonego polityka).

Wszystko przy użyciu przemycanych fałszywych obrazów i uproszczonych ocen wywodzonych ze spreparowanych faktów. Światowy zasięg, powtarzalność i lustrzane podobieństwo perfidnych metod nasuwa czytelnikowi podejrzenie międzynarodowej koordynacji takich kampanii, chociaż Applebaum kieruje swe oskarżenia wprost wobec Rosji oszczędnie. Pisze:

Tego typu strony można znaleźć też w wielu innych krajach. Według bardzo podobnych zasad działały niesławne macedońskie strony usiłujące wpłynąć na wybory prezydenckie w Stanach. Tak samo strony spiskowe należące do sieci QAnon. Tak samo strony na Facebooku stworzone przez rosyjski wywiad w trakcie amerykańskiej kampanii prezydenckiej w 2016 roku, a także łatwe do zidentyfikowania rosyjskie media rządowe w rodzaju Sputnika czy RT. W Stanach próbuje się właśnie nowszych wersji tego schematu. W 2019 roku reporterka z Michigan odkryła sieć stron mającą udawać serwisy lokalnych wiadomości. Wszystkie powstawały w tym samym czasie i wyglądały jak „normalne” gazety, miały swojsko brzmiące nazwy […] Na każdej można było znaleźć te same tendencyjne wiadomości (na przykład o tym, jak mieszkańcy Michigan wspierają prezydenta Trumpa) przemieszane z informacjami o tym, gdzie można najtaniej kupić benzynę.

Współczesna „zimna wojna” toczy się przy użyciu broni nowego typu, dezintegrującej demokratyczne struktury państw i spójność zachodnich sojuszy.

Wielkim atutem książki jest jej gorąca aktualność: przedstawione fakty, metody działania i światowe tendencje są absolutnie współczesne, a podjęta tematyka zyskała świeże wsparcie w dobie ataku na Kapitol (styczeń 2021 r.) oraz europejskiego napięcia wokół uzależnienia środków unijnych od oceny praworządności w krajach członkowskich.

W piątym rozdziale Ogień na prerii napotykamy odwołania do historii demokracji amerykańskiej.

Reagan wzywał Amerykanów do zjednoczenia się nie wokół ziemi i krwi, lecz wokół konstytucji […].

To wezwanie do wierności dla fundamentalnych zasad, do ochrony i umacniania podstawowych instytucji państwa prawa rozbrzmiewa od lat i u nas, lecz – niestety – nie ze strony sprawujących władzę i czyniących z niej pożytek niezgodny z jej przeznaczeniem. Appelbaum znowu pokazuje na przykładzie swoich dobrych znajomych przemiany w prezentowanych postawach, narastające zauroczenie jawnie populistycznymi treściami, głoszenie upraszczających ogląd rzeczywistości twierdzeń, a wreszcie – jako że są to osoby wpływające na opinię publiczną – ich pogłębiający się współudział w propagowaniu skrajnych haseł alt-prawicowych, o tyleż chwytliwych, co fałszywych i niebezpiecznych.

Ten piąty rozdział jest zdecydowanie bardziej o Ameryce, w tym o fenomenie (i micie) Trumpa, o jego sposobie postrzegania świata, obranych celach i metodach ich osiągania, o postrzeganiu swej roli i roli Ameryki w świecie.

Jest tam żal z powodu zaniechania, czy co najmniej ograniczenia roli Stanów, jako orędownika oraz światowego obrońcy swobód politycznych i praw człowieka, w tym trwałego i pewnego sojusznika wspierającego obóz państw wyznających te fundamentalne wartości. Jest nostalgia za utraconą krótkotrwałą zdolnością elit amerykańskich (reprezentujących zróżnicowane zapatrywania polityczne) do pewnej jedności i poczucia wspólnoty w obronie uniwersalnych wartości, z zadowoleniem witających przemiany końca XX wieku, kiedy to – w dużej mierze za sprawą amerykańskiej aktywności – upadł Związek Radziecki, a Europa wschodnia dołączyła do grona demokracji współtworzących Sojusz Atlantycki i Unię Europejską.

Dopóki istniało odczuwane wspólnie niebezpieczeństwo komunistycznego mocarstwa – dopóty amerykańskie elity identyfikujące się z różnymi nurtami i ciągotami politycznymi czuły się zjednoczone i dumne z wpływu Ameryki na światowe przemiany. Nowa Rosja wzbudza już zróżnicowane emocje, a dla niektórych – dzięki perfidnemu propagowaniu polukrowanego wizerunku swego kraju i jego wodza, Putina – wydaje się wzorem, czy ostoją konserwatywnych zasad, obrońcą chrześcijaństwa oraz państwa opartego na utęsknionym poczuciu jedności narodowej.

Okazuje się, że niektórzy zatracają wrażliwość na demokratyczne pryncypia i dają się uwieść „zwodniczemu powabowi autorytaryzmu”, pokusie robienia „porządku” przy użyciu silnej ręki, co gładko łączą z osobistą karierą, gdy warunki – takie jak prezydentura Trumpa – temu sprzyjają.

Nie ma jednej demokracji. Pojęcie to, np. wśród społeczności Bliskiego Wschodu, rozumiane jest inaczej niż w społeczeństwach Zachodu (tu jeszcze zależy przez kogo?).

Niektórzy obserwatorzy procesów rozkładu demokracji zachodniej podnoszą, iż bywa ona destrukcyjna i osłabiająca zdolność do odnoszenia sukcesów. Przegrane przez USA w minionych dziesięcioleciach wojny i potyczki bywają prezentowane jako argument wspierający tę tezę: powiada się na przykład, że Amerykanów z Wietnamu wypędziły nie tylko armaty Vietcongu (wspierane przez bardziej zdyscyplinowane Chiny i ZSRR), lecz instytucje amerykańskiej demokracji (m. in. media, ruchy antywojenne, wewnętrzne rozgrywki kongresmenów, kalkulacje wyborcze).

Z drugiej strony: jaką demokrację miały do zaoferowania Stany Zjednoczone Ameryki Wietnamowi, Iranowi (np. w czasach szachinszacha), Afganistanowi, czy Chile i Kolumbii?

Appelbaum kończy swe dzieło ze świadomością, że ewentualne zwycięstwo idei demokratycznych, przywiązania do wolności, uczciwości i poszanowania prawa ani nie jest pewne, ani nigdy nie będzie dawało gwarancji trwałości. Autorka apeluje o zbiorową aktywność w przeciwstawianiu się „powabowi autorytaryzmu”, bez której obrona wartości, których jest zwolenniczką, może się nie powieść.

Jerzy Dutlinger
styczeń 2021 / lipiec 2026
Ilustracja i przypis: Periplus.pl / kr


Anne Applebaum (ur. 1964) – amerykańsko-polska publicystka, historyczka, akademiczka, dziennikarka, laureatka Nagrody Pulitzera (2004 za książkę Gulag. A History; wyd. polskie 2013). Jedna z najwybitniejszych współczesnych analityczek stosunków międzynarodowych, ze szczególnym uwzględnieniem historii systemu sowieckiego i rozwoju społeczeństw obywatelskich w Europie Środkowo-Wschodniej w okresie postsowieckim.
Wykładała m.in. na uniwersytetach Cambridge, Columbia, Harvard, Humboldt, Oxford, Yale, Zurych.
Dokładniejsze informacje i bibliografia: ►„Anne Applebaum”.


► Periplus – powrót na Stronę Główną