Byłem w Hiszpanii na wiosnę 1978 roku, tuż po bezkrwawym obudzeniu się tego kraju z niemal czterdziestoletniego panowania faszystowskiego reżimu Francisco Franco, „Przywódcy Ostatecznej Krucjaty” – El Caudillo de la Última Cruzada i „Szefa Państwa Hiszpańskiego” – Jefe del Estado Español.
Sporo wiedziałem o Wojnie Domowej w Hiszpanii z lat 1936-1939, dlatego było dla mnie wielkim szczęściem, przyjemnością i honorem poznanie wnuka pierwszego prezydenta Drugiej Republiki Hiszpańskiej.
Tym prezydentem, w latach 1931-1936, był Niceto Alcalá-Zamora (1877-1949), a jego wnuk nazywał się Niceto Navarro Alcalá-Zamora.
Niceto Navarro Alcalá-Zamora na arenie corridy w roku 1978
fot. Jerzy Dutlinger
To Niceto uczulił mnie głębiej na to, czym długotrwała i okrutna wojna domowa była i nadal jest dla społeczeństwa, jak tragiczne podziały przebiegały przez miasta, wsie i rodziny, i że te podziały tkwią głęboko i pozostaną na długo.
Rodziny tych, których zabijano, i tych, którzy zabijali, czasem żyły koło siebie wiele lat. W jednej wsi, w milczeniu.[1]
Niceto był dumny z tego, że po tak krwawych doświadczeniach i mimo niezagojonych ran, naród hiszpański wykonał zwrot w kierunku demokracji w sposób pokojowy. Niestety, mój znajomy zginął w wypadku samochodowym 7 listopada 1988 r.
Nekrolog z madryckiego dziennika Diario ABC (1988-11-18, str. 48):
„Dr Niceto Navarro Alcalá-Zamora, jedyny wnuk pierwszego prezydenta Drugiej Republiki noszący jego imię, zginął 7-go [listopada 1988] w wypadku samochodowym w Maladze.”
Bez mała pół wieku po moich rozmowach z Niceto przeczytałem książkę Katarzyny Kobylarczyk Strup. Hiszpania rozdrapuje rany.
Katarzyna Kobylarczyk – Strup. Hiszpania rozdrapuje rany.
Wołowiec : Wyd. Czarne, 2025. Okładka wydania II
Autorka, osiemdziesiąt lat po zakończenia hiszpańskiej Wojny Domowej…
[…] przemierza Hiszpanię szlakiem umarłych, zamordowanych, zaginionych. Męczenników i bohaterów. Ofiar i zbrodniarzy. Rodzin, które chcą szukać, i tych, które nie chcą rozdrapywać starych ran. [z recenzji na stronie Wydawnictwa Czarne[2]]
Pisarka dociera do tych, którzy po wielu dziesięcioleciach od zakończenia walk rozdrapują rany pamięci nad szczątkami poległych i pomordowanych. Niektórzy tego potrzebują dla własnego spokoju i dla przyszłych pokoleń, niektórzy z tej samej potrzeby wolą już do tego nie wracać. Jedni pragną zapomnieć – inni chcą pamiętać; mimo tego przeciwieństwa kierują się tym samym pragnieniem, by zapanował pokój. Hiszpanie do dziś nie zakończyli poszukiwań ofiar bratobójczej wojny, nie zamknęli spraw ich pochówku. Jest wątpliwe, czy to się w ogóle kiedykolwiek uda do końca zrobić.
Kobylarczyk rozpoczyna swą pracę zdaniem:
Główni bohaterowie tej książki nie żyją.
W pewnym momencie[3] wspomina, iż pracujący przy ekshumacjach antropolog, Francisco Etxeberria, bardzo nie lubił, kiedy mówiło się, że te ekshumacje pomagają zaginionym odzyskać godność:
– Oni nigdy jej nie stracili – mówił wtedy twardo.
Szacuje się, że podczas trzyletnich walk i represji zginęło lub zostało zamordowanych około pół miliona Hiszpanów (drugie tyle wyemigrowało z obawy przed aresztowaniem). Życie można było stracić bez większego powodu, często wystarczyło jakieś posądzenie, donos zainteresowanej osoby. Wielu spośród zabitych nie ma grobów, gdyż ich zwłoki powrzucano do rowów i studni często w nieznanych do dziś miejscach – innych wyniesiono na pomniki, pobudowano im nawet mauzolea. Ginęli i zabijali po obu stronach frontu: jedni za Boga i Ojczyznę – inni za wolność i demokrację. Jak pisze Kobylarczyk:
Za Republikę. Jeszcze inni – za ideały komunizmu. Anarchizmu. Marksizmu.[4]
Tylko ta różnica: rodziny zaginionych, poległych i pomordowanych zwolenników Frontu Ludowego były przez dziesiątki lat prześladowane (także ekonomicznie) i musiały skrywać swój ból; niewyobrażalne były cierpienia kobiet pozbawionych mężów, a także ich dzieci. Ofiary po stronie nacjonalistów przez cztery dekady podlegały gloryfikacji służącej cementowaniu władzy, a ich rodziny mogły się ze swą stratą dumnie obnosić.
Wśród tych broniących Republiki istotną rolę w walkach odegrały międzynarodowe brygady, do których wstępowali ideowo przekonani, gotowi do ofiary życia antyfaszyści z wielu krajów, ale także liczni, delegowani przez ZSRR, agenci. Szacuje się, że po stronie Republiki walczyło ponad pięć tysięcy Polaków.[5] Śpiewali własne pieśni[6]. Popularyzowanie ich etosu było możliwe w okresie Polski Ludowej (lecz po okresie stalinowskim). Obecnie pamięć o nich została wymazana z życia publicznego w Polsce (np. z nazw ulic) w związku z usuwaniem śladów komunistycznych wpływów.
„Dąbrowszczacy – wyklęci wśród wyklętych”; demonstracja przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie, 1 marca 2016 r.
źródło: https://www.zuzannahertzberg.com/
Tylko nieliczni starają się podtrzymać pamięć o antyfaszystowskich brygadach – wśród nich jest artystka i aktywistka społeczna, Zuzanna Hertzberg.[7]
Zuzanna Hertzberg w roku 2017
źródło: https://www.zuzannahertzberg.com/
Walczyli i dokonywali zbrodni – oczywiście z własnymi ideałami na sztandarach, symbolami, gestami oraz pieśniami na ustach – także ci zbuntowani przeciw Republice. Ich zagranicznym wsparciem były hitlerowskie Niemcy i Włochy Mussoliniego wznoszące swe pozdrowienia na tę samą modłę. Tuż obok była także Portugalia Salazara. Zresztą do dziś hymn falangistów „Cara al sol” [twarzą ku słońcu], napisany w 1935 roku, można odsłuchać w wielu wersjach, także w propagandowej oprawie z tamtych czasów[8].
Katarzyna Kobylarczyk wykonała wielką pracę: sięgnęła do licznych historycznych opracowań, przeprowadziła mnóstwo wywiadów, zrelacjonowała masę osobistych spotkań. Dzięki niej lepiej można pojąć, jak złożonym, bolesnym i długotrwałym procesem jest normalizowanie kraju tak obciążonego historycznymi zaszłościami, fanatyzmem, niesprawiedliwościami i wieloletnią przemocą. Otrzymaliśmy przybliżenie straszliwych wydarzeń z perspektywy pojedynczych ofiar i ich ocalałych rodzin. Autorka wydobywa je z bezdusznej anonimowości, przywraca ich indywidualne cierpienia, niepowtarzalne przeżycia, tragizm śmierci najbliższych i ciężar pamięci o nich. To są niesamowite opowieści o ogromnym ładunku emocjonalnym.
Kobylarczyk okazuje cenną zdolność skrótowego puentowania swych opisów, niejednokrotnie w sposób sarkastyczny, w czym zdaje się dorównywać mistrzom reportażu. Takie podejście ożywia narrację całości. Czasem musi to być sarkazm grobowy. Tak jest, gdy np. wspomina[9] tablice umiejscowione po wojnie właściwie w każdej wsi, a upamiętniające tylko tych, którzy zginęli „walcząc po odpowiedniej stronie konfliktu”. Nazwisk pozostałych na tablicach oczywiście nie ma:
Ich ciała leżą w rowach i po polach i lepiej tam nie chodzić.
Groteskowo brzmi wielokrotnie powtarzany „instruktaż” faszystowskiego pozdrowienia: łokieć sztywno, dłoń otwarta, paluszki razem…
Złośliwa i trafna ironia Autorki da się zastosować do wyszydzenia każdej odmiany dyktatury, co nadaje jej uwagom wymiar bardziej uniwersalny.
Nic tak jak dyktatura nie uczy odpowiedniego doboru słów.[10]
Znamy to i my: pamiętamy nie tylko cenzurę, ale też i autocenzurę. Zresztą, podobieństwa reżimów i rewolucyjnych porządków na tym się przecież nie kończą.
A oto inny przykład kąśliwego języka Autorki, po którym nie trudno się zorientować, której strony konfliktu Kobylarczyk zupełnie nie darzy sentymentem:
Samolot runął, ciężki generał Sanjurjo, niedoszły przywódca rebelii i dyktator, zginął, a jego medale stopiły się w żarze. […] Szybko okazało się, że generałów do pochowania będzie więcej.[11]
W pracy Kobylarczyk można wyczytać wiele historycznych faktów i ciekawostek, które w latach walki i terroru nie były żadnym żartem. I jeszcze długo potem. Wśród nich opisuje ustanowione w 1939 roku prawo odpowiedzialności politycznej działające wstecz (od października 1934 roku).
Delegalizuje to, co było legalne. Rebelią wobec państwa staje się niepoparcie rebelii.[12]
Oznaczało to wyjęcie spod prawa wszystkich, którzy pięć lat wcześniej (i później, rzecz jasna) sympatyzowali z legalną Republiką obaloną siłą przez zwolenników Franco.
Przestępstwem staje się także «poważna bierność». Brak entuzjazmu dla Sprawy.
Przewidziano i wdrożono straszliwe kary obejmujące również konfiskaty majątków.
Karze podlegają także ci, którzy już nie żyją. Jeśli nie doczekali procesu lub zmarli w jego trakcie, zasądzona grzywna spada na barki rodziny.
Jeden z rozmówców opowiada Autorce historię zarządzonego bez zgody rodzin przeniesienia ciał wykopanych z suchej studni do stworzonej przez Franco Doliny Poległych.
Był 1959 rok. Oficjalnie nasz ojciec wcale nie był martwy. Był zaginiony. Władze nigdy nie wystawiły nam aktu zgonu ojca. Moja matka nie była formalnie wdową. Dopiero w 1979 roku, już za demokracji, uznano go za zmarłego i mama mogła dostać po nim pierwszą rentę![13]
Liczne wdowy przepłakały całą resztę życia…
Śmierć dyktatora Franco otworzyła możliwość upominania się o ofiary nacjonalistów. W ostatniej części książki padają natomiast pytania o tysiące tych, których wymordowali hiszpańscy komuniści i anarchiści. Wśród nich znalazł się młody założyciel Falangi, José Antonio. Po trzech latach od rozstrzelania i wrzucenia do zbiorowego, acz cmentarnego grobu urządzono ekshumację jego szczątków i pełen religijno-państwowego patosu pogrzeb.
Z ciał męczenników takich jak on generał Franco chce zbudować solidny fundament nowego państwa.[14]
Opis związanych z tym uroczystości przywodzi na myśl jakąś wykrzywioną relację z biegu maratońskiego i poetyckie peany na cześć antycznych herosów.
Z Alicante do Escorialu José Antonia Prima de Riverę zaniosą na własnych ramionach wybrani, najbardziej zasłużeni falangiści. Zajmie im to dziesięć dni i nocy.[15]
Bez przerwy, 462 kilometry…
Ciało, trumna, mary, wspomnienia, heroizm i poświęcenie ważą w sumie ponad trzysta kilogramów
– nie waha się zauważyć Kobylarczyk.[16]
Dwadzieścia lat później kamraci z Falangi ponownie go ponieśli – tym razem do Doliny Poległych.
W powszechnym słowniku – także w Polsce – trwałe miejsce znalazło złowieszczo brzmiące pojęcie „piątej kolumny”. Gdy na republikański Madryt maszerowały cztery zbrojne kolumny nacjonalistów, powstało pytanie, która kolumna zdobędzie stolicę.
– Piąta – mówi w radiu generał Emilio Mola.[17]
Oczywiście, miał na myśli podziemną organizację mającą rozsadzić władze Republiki od wewnątrz. Nb. nie ma pewności, co do autorstwa tych słów, lecz pojęcie weszło do użytku i posłużyło tropieniu wewnętrznych wrogów Republiki oraz krwawym represjom, w tym masakry w Paracuellos dokonanej przez żołnierzy republikańskich na uwięzionych zwolennikach Franco.
Kobylarczyk szeroko przytacza przykłady mordów na duchownych, w tym na siostrach zakonnych. Z pewną ironią odnosi się jednak do masowości beatyfikacji ofiar uznanych przez kościół katolicki za męczenników – niektórzy księża polegli nie z tych rąk, co wypadało i nie zasłużyli na beatyfikację, zwłaszcza, gdy…
[…] ci, którzy ich zamordowali, byli […] katolikami.[18]
Zagrożona Republika reagowała tak, jak zagrożona rewolucja: niekontrolowanym wręcz terrorem. Regionalny Komitet Śledczy (CPIP)…
[…] ma już wkrótce sześć własnych trybunałów, które na zmiany przez całą dobę sądzą „faszystów”. Proces trwa średnio dwadzieścia minut. Do domu wraca połowa oskarżonych. Pozostali idą po równo – do więzienia albo na rozstrzelanie. Wyroki śmierci dostają przede wszystkim falangiści, księża i zakonnicy (oskarża się ich o szpiegostwo). Komitet wydaje też fałszywe nakazy zwolnienia. Na ich podstawie „faszystów” zabiera się z więzień, wywozi za miasto i zabija.[19]
Jeden z hiszpańskich rozmówców Pisarki zauważa:
Hiszpański Kościół wciąż poszukuje relikwii, wynosi na ołtarze tych, którzy zginęli za wiarę. Mam czasem wrażenie, że Hiszpania i Polska ścigają się, kto będzie miał więcej męczenników, i obawiam się, że na razie wygrywamy.[20]
Kościół katolicki był wiernym sojusznikiem falangistowskich rebeliantów obalających Republikę (z żarliwą wzajemnością) i dalej wspiera kult ustanowionej szczególnej kategorii zmarłych: „Poległych za Boga i Hiszpanię”. Ten sam rozmówca przywołując niedawną masową beatyfikację w Tarragonie podkreśla:
Byli na niej ministrowie, najwyżsi hierarchowie Kościoła, politycy. Na nasze ekshumacje nie przychodzi prawie nikt. [21]
Szczególnym faktem historycznym opisanym w tej książce był tragiczny los tych republikanów, którzy wyemigrowali, a następnie po zajęciu Francji trafili do niemieckiej niewoli i – wobec braku sprzeciwu Franco – zostali wywiezieni do hitlerowskich obozów koncentracyjnych, głównie do KL Mauthausen. Zginęło ich tam ponad pięć tysięcy[22]. I o tym też przez lata rządów Franco wspominać nie było wolno.
Dramat hiszpańskiej wojny domowej i jej tragiczna spuścizna są czymś szczególnym we współczesnej historii Europy. Pouczające jest zużywanie się haseł, za które kiedyś oddawano życie lub w imię których życia pozbawiano. Nawet piękne idee mogą już nie być czytelne dla nowych pokoleń. Żałosny bywa blamaż przesadnych tytułów oraz pomników, fałszywych legend, zmitologizowanych czynów i postaci. Okrutna bywa łatwość zapominania dawnych zbrodni oraz rozgrzeszania, a nawet czczenia ich sprawców. Zdemokratyzowane Królestwo Hiszpanii podejmuje środki prawne zmierzające do zatarcia symboliki upamiętniającej dawnych oprawców.
W naszej części kontynentu także doświadczyliśmy ścierania się faszyzmu z komunizmem, dobrze poznaliśmy zbrodnicze mechanizmy autorytarnej władzy oraz bezradność i cierpienie jednostek zgniatanych przez brutalne reżimy. Książka Katarzyny Kobylarczyk to także refleksja nad tym, jak trudne jest staranie o sprawiedliwość, a nawet jej zdefiniowanie, jak wręcz niemożliwe staje się wystarczające zadośćuczynienie po zbrodniach, od których minęło wiele lat.
Tak łatwo można zapędzić ludzi do wzajemnego zabijania, tak łatwo szczuć i napuszczać jednych na drugich. Tak łatwo omotać społeczeństwa chorymi ideami i fałszywymi obietnicami. Tak łatwo o pogardę dla żywych i umarłych, o nienawiść. Tak cenna jest demokracja (choćby nawet kulawa) i tak bardzo warto jej bronić.
Jerzy Dutlinger
kwiecień 2026
Katarzyna Kobylarczyk (ur. 1980) – reporterka, dziennikarka, pisarka.
Autorka: Baśnie z bloku cudów. Reportaże nowohuckie (2009), W tym sęk (2012), Wejdź na szlak (2012), Wielki wybuch (2014), Był sobie czas (2015), Wszystko płynie (2016), Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty (2013), Kobiety Nowej Huty. Cegły, perły i petardy (2020; nominacja do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego), Strup. Hiszpania rozdrapuje rany (2020; Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego), Ciałko. Hiszpania kradnie swoje dzieci (2023; Krakowska Książka Miesiąca – marzec 2024; nominacja do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego oraz Kryształowej Karty Polskiego Reportażu). Jest także laureatką nagrody dziennikarskiej „Zielona Gruszka” przyznanej przez krakowski oddział SDRP (2004).
[fot. Paweł Kułakowski / Wyd. Czarne]
[1] Kobylarczyk, Katarzyna. Strup. Hiszpania rozdrapuje rany. Wołowiec : Wyd. Czarne, 2025. ISBN: 978-83-8396-190-3. Wyd. II. Str. 64. Pierwsze wydanie ukazało się w 2019 roku. Od tego czasu zaszły dalsze zmiany odnotowane w epilogu do drugiego wydania z 2025 roku, z którego pochodzą wszystkie umieszczone tu cytaty.
[2] <https://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/strup>
[3] Tamże, str. 65
[4] Tamże, str. 6
[5] Zob: <https://pl.wikipedia.org/wiki/Brygady_Międzynarodowe> oraz <https://pl.wikipedia.org/wiki/Brygada_im._Jarosława_Dąbrowskiego>
[6] Zob.: <https://youtu.be/CHDs2q5TAHE?si=31-j3-AHUai9_VsC> oraz <https://youtu.be/aBUd1ajCYKE?si=1gerPTBNUS8Wi3We>
lub <https://youtu.be/fnpfM_RXEtw?si=rEgCfYIsAEYGr97v>.
[7] Por.: <https://www.zuzannahertzberg.com/> oraz <https://www.zuzannahertzberg.com/portfolio/wykleci-wsrod-wykletych-dabrowszczacy/>.
Zob. także <https://youtu.be/JL9RIs4Q1A4?si=fbeQIbEN2JqckzeQ>.
[8] Zob.: <https://youtu.be/2E1p-xSCTKM?si=neeLl94XCBqK5v9k> lub <https://youtu.be/IucorOahSDE?si=CCl7OTYGzmhZpCkU>.
Zaciekawieni mogą także obejrzeć i odsłuchać narodowy hymn frankistowskiej Hiszpanii, „Marcha Real” [marsz królewski]: <https://youtu.be/eD7adc2X5bI?si=IlWBCWkNOQRQkKcN>. Ileż tu podobieństw do propagandówek nazistowskich oraz z czasów realnego socjalizmu!
[9] Tamże, str. 85
[10] Tamże, str. 140
[11] Tamże, str. 213
[12] Tamże, str. 91
[13] Tamże, str. 143
[14] Tamże, str. 217
[15] Tamże, str. 222
[16] Tamże, str. 222
[17] Tamże, str. 234
[18] Tamże, str. 256
[19] Tamże, str. 233
[20] Tamże, str. 205
[21] Tamże
[22] Dokładnie: 5126 – Tamże, str. 192.