Międzynarodowa Szkoła Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego 1988/1989
Mariusz Chmielewski: Hania (cz. 1)

Na jej przyjazd czekali wszyscy, jakkolwiek każdy z innego powodu. Jeden wszakże był wspólny.

W ciągu kilku dni spędzonych w Buenos Aires, gdzie jej operatywność i kontakty rozwiązywały masę naszych problemów, zdążyliśmy polubić tę długonogą dziewczynę, która chociaż wychowana w Argentynie pozostała Polką z krwi i kości. Cztery dni na Pogorii w drodze z Buenos Aires do Puerto Madryn tylko umocniły te uczucia.

1988, 2 grudnia, Puerto Madryn: Hania w centrum zainteresowania
Fot. Mariusz Chmielewski

Kiedy więc Hania pojawiła się w drzwiach portu lotniczego w Ushuaia, przypominającego dworzec PKS w Żurominie, okrzykom radości nie było końca. Powiedzmy od razu: westchnieniom do Hani też.

1988, 15 grudnia, Ushuaia: Hania
Fot. Kazimierz Robak

Hania przywiozła wiadomości, na które tak czekaliśmy. Nie wszystkie – i nie od razu – pozwoliły rozchmurzyć czoła. Najważniejsza z ważnych spraw – biletów lotniczych na przelot wymieniających się grup młodzieży na trasie Ushuaia – Buenos Aires nadal pozostawała otworem. Bilety były wprawdzie wykupione, ale pierwsze wolne miejsca dla całej odlatującej grupy były na 24 stycznia, podczas gdy samolot mający zabrać Polaków oraz członków grupy radzieckiej odlatywał z Buenos Aires do Moskwy 19 grudnia.

1988, 15 grudnia, Ushuaia: Hanię i polskich uczniów z II semestru witają na lotnisku: (od prawej) Rysiek Mokrzycki, Marian Wilusz, Boguś Urbanowicz, Krzysztof Baranowski, Ela Nizińska i Andrzej Kosicki („facet z Ligi Morskiej”)
Fot. Kazimierz Robak

Komplikował się też przylot kolejnej grupy Amerykanów do szkoły trzech narodów na Pogorii. O ile Rosjanie zapewnili swoim reprezentantom bezkolizyjny przelot oraz zakwaterowanie w Buenos Aires i Ushuaia płacąc miejscowej agencji turystycznej grube tysiące dolarów, o tyle Amerykanie nie mieli nawet wykupionych biletów.

 

1989: amerykańscy uczniowie II semestru Międzynarodowej Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego
Arch. Russel Droke

Hania dwoiła się i troiła, zwłaszcza, że do istniejących kłopotów (jakby ich było mało) dołączały kolejne. Do świąt Bożego Narodzenia pozostawało coraz mniej dni i do domu zaczęło się gwałtownie spieszyć Amerykanom, którzy przypłynęli na Pogorii z Europy, Czekały na nich miejsca w samolocie na 17 grudnia. Oni jednak nie chcieli czekać ani dnia i rozpoczęli „okupację” lotniska z nadzieją, że może się uda… Hania ganiała więc między lotniskiem, gmachem Aerolineas Argentinas położonym na wprost wyjścia z portu, pomagała w sprawunkach służących zaopatrzeniu jachtu na dalszą drogę. Jakże przydawała się jej życzliwość i doskonała znajomość hiszpańskiego.

 

Dni wypełnione pracą na jachcie i dla jachtu biegły tak szybko, że niewiele czasu pozostawało na rozejrzenie się po mieście i najbliższej okolicy, Kiedy jednak udawało się wyrwać gdzieś z portu, zmęczenie natychmiast dawało znać o sobie. Zasypiali wszyscy bez wyjątku, jak choćby wówczas, gdy załoga już prawie w komplecie tj. tylko bez Amerykanów, którzy jeszcze nie przylecieli, wracała autokarem z wycieczki po Parku Narodowym Tierra del Fuego.

1988, 20 grudnia: Ushuaia
Fot. Kazimierz Robak

Młodzi odsypiali zmęczenie: pobudka, sprzątanie, śniadanie, praca na jachcie, ćwiczenia w obsłudze żagli, obiad, ćwiczenia, kolacja, sprzątanie jachtu, wreszcie odpoczynek i od nowa… Dorośli – przede wszystkim polska część kadry – usiłowali odnaleźć we śnie odprężenie od nurtujących stresów. Kiedy przylecą Amerykanie? Bez nich, cała koncepcja rejsu traci sens. Kiedy odlecą „starzy” uczniowie?

Problemy te bladły jednak wobec kwestii, jaką podniosła Ludmiła Jakowlewna, kierująca z upoważnienia Komitetu ds. Edukacji Narodowej Związku Radzieckiego całą trzyosobową delegacją CK WLKSM[1] oraz oczywiście młodzieżą. Ludmiła, którą znaliśmy z wcześniejszych kontaktów i którą zawsze traktowaliśmy z niezwykłym szacunkiem, ni mniej, ni więcej tylko przywiozła do Ushuaia zamiast ośmiu chłopców – jak to było uzgodnione jeszcze przed rozpoczęciem podróży — dokładnie dziesięciu, w tym czterech starszych o rok i chodzących do szkoły o klasę wyżej od pozostałych Rosjan i Polaków.

 

1988, 14 grudnia, Ushuaia: Ludmiła Jakowlewna i 1/3 jej trzyosobowej świty w mesie oficerskiej Pogorii
Fot. Mariusz Chmielewski

Pierwszym posunięciem podważyła autorytet kapitana, Krzysztofa Baranowskiego, drugim – już na wstępie – postawiła znak zapytania przed powodzeniem szkolnego eksperymentu. Wszak klasa – w sensie pomieszczenia – jest na Pogorii jedna, a nauczycieli, tj. oficerów i asystentów skończona liczba.

Tak jak to było umówione, w trosce o bezpieczeństwo jachtu, a jednocześnie w nagrodę dla najbardziej starających się chłopców, kapitan postanowił – uzyskawszy zgodę zainteresowanych resortów oświaty – pozostawić na drugi etap podróży po dwóch chłopców ze Związku Radzieckiego, USA i Polski. Wybór w ekipie radzieckiej padł na Aleksieja Łysenkę i Peetera Rebane, w amerykańskiej – na Russela Droke’a i Mike’a McDearmana, a w polskiej – na Maćka Ombacha i Piotrka Kwasigrocha.

Z nominacją Peetera Ludmiła pogodzić się nie mogła, gdyż dowodziła – na podstawie listów chłopców pisanych do rodziców – że źle reprezentuje Związek Radziecki na pokładzie, a poza pokładem także.

Niezwykle trudno przytaczać przebieg rozmów, których było się raz przypadkowym, raz proszonym słuchaczem i uczestnikiem. Dość jednak powiedzieć, że Peeter dlatego zogniskował na sobie całą niechęć pozostałych chłopców, gdyż… był spośród nich bezwzględnie najlepszym uczniem, a po rosyjsku mówił gorzej niż każdy z pozostałych Rosjan, ponieważ był Estończykiem. Oczywiście, jak każdy 15-latek, potrafił być krnąbrny, czasem leniwy czego wyrazem przydomek Lazy Shark (Leniwy Rekin) przyznany mu na chrzcie równikowym. Czasem wyrwało mu się z ust słowo, które wyrwać się nie powinno, ale też żaden z pozostałych reprezentantów ZSRR nie miał średniej ocen bliskiej 5,0 ani tym bardziej nie mówił po angielsku jak we własnym języku. Łatwość pokonywania bariery językowej i łatwość nawiązywania kontaktów okazały się być jego największymi „przewinieniami”.

 

Peeter
Fot. Mariusz Chmielewski

Decyzja Ludmiły była jednoznaczna:

– Cała dziesiątka z Peeterem Rebane na czele wraca do domu, a nowa płynie dalej.

A to, że inna była decyzja kapitana, że inne ustalenia? No cóż, trzeba będzie to zmienić!

Usypiający warkot autobusu uciszał powoli argumenty stron. Kiedy do kompromisu było dalej niż kiedykolwiek, Krzysztof zaproponował zabranie całej dwunastki i ewentualne odesłanie jednego – dwóch najsłabszych, do domu. Jak to dobrze, że na Pogorię jeszcze tak daleko Będzie można zamknąć oczy i przynajmniej poudawać sen…

Rzeczywistość wraca ze zgrzytem hamulców. Autokar stoi przy trapie Pogorii. Hania, dla której niestety zabrakło miejsca, wita nas wiadomością:

– Są bilety dla Amerykanów. Polecą do Nashville w dwóch grupach.

Uff, jaka ulga, przynajmniej to z głowy. W jaki sposób Hania zdobyła nieosiągalne bilety pozostanie jej tajemnicą.

Z listy spraw do załatwienia wykreślony zostaje tym samym kolejny punkt. Stale przybywają jednak nowe. Mimo, że w czasie pobytu Pogorii w Buenos Aires konsul p. Stanisław Remisz zobowiązał się wystąpić do ambasady chilijskiej o uzyskanie zgody na przejście Pogorii wodami terytorialnymi tego kraju – przez Kanały Patagońskie, odpowiedzi z Santiago w Ushuaia nie było. Niepokoimy chilijski konsulat regularnymi wizytami, lecz nie przynosi to żadnego rezultatu. Musimy za to składać coraz to nowe wyjaśnienia, zupełnie tak, jakby sprawa przejścia Pogorii kanałami rozpatrywana była po raz pierwszy. Nikomu z oficerów Pogorii, włączając w to kapitana, nie udaje się – mimo wielu prób – przedostać przed oblicze konsula.

– Wyjechał, nie ma, jest chory, będzie w przyszłym tygodniu…

Te odpowiedzi nie były zapowiedzią pomyślnego załatwienia sprawy. Nie rezygnujemy jednak. Hania sekundująca dzielnie kapitanowi i Ziemkowi Barańskiemu, I oficerowi, nie traci nadziei, dodaje otuchy. Częste wspólne wizyty, a może jej uroda, każą przyjmującemu ich sekretarzowi otwierać drzwi bardzo szeroko i równie szeroko się uśmiechać. Ale to wszystko. Jakiejkolwiek odpowiedzi brak.

Krzysztof wpada wreszcie na pomysł ostatniej szansy. A może tak zaprosić konsula na obiad na Pogorię. Może kiedy zobaczy jacht, przyjrzy się załodze, spróbuje polskiej kuchni, sprawy ruszą z martwego punktu…

Nasz posłaniec, Russ Droke, jeden z amerykańskich uczniów Międzynarodowej Szkoły pod Żaglami płynący z nami od Gdańska, na próżno czeka na odpowiedź. Odpowiedzi nie ma, to znaczy jest, tyle że negatywna.

Szturmujemy konsulat raz jeszcze.

– Zrozumcie – tłumaczy sekretarz ze sztucznie przyklejonym uśmiechem. – Trzeba tę sprawę rozważyć ze wszystkich stron. Trzeba popatrzeć na jej stronę polityczną, przecież Rosjanie i Polacy…

– Na co tu patrzeć – zaczyna spokojnie Hania.

Z każdym jednak słowem mięśnie jej twarzy napinają się coraz bardziej. Zaczyna mówić coraz szybciej.

– To są przecież jeszcze dzieci. Chłopcy w wieku 15-16 lat. Na jaką polityczną stronę zagadnienia trzeba patrzeć?! Czy nie chcecie, czy nie potraficie zrozumieć, że Pogoria idąc kanałami patagońskimi chce przedostać się na Pacyfik omijając niespokojne o każdej porze roku wody Hornu. Czy to tak trudno zrozumieć?

Sekretarz wije się jak piskorz. Racji przyznać nie może, chociaż widać, że chciałby. Wstydzi się też jej nie przyznać. Tego również nie można nie dostrzec. Jest sobota, 18 grudnia 1988 r. Niewiele czasu pozostaje na ostateczne decyzje, zwłaszcza, że termin odejścia zbliża się nieubłaganie.

Mamy przyjść ponownie w poniedziałek, 19 grudnia o 11.30.

Później raz jeszcze o 14.00.

Później o 15.30.

Wreszcie jest odpowiedź – salomonowa.

– Płyńcie zatem z powrotem na Atlantyk, zatrzymując się po drodze w Puerto Williams. Tam dowiecie się, co robić dalej.

1988, 21 grudnia: Puerto Williams widziane z morza
Fot. Mariusz Chmielewski

Zgody na przejście Kanałem Beagle’a w kierunku zachodnim, tj. na Pacyfik, nie ma.

Jaką decyzję podjąć?

Mariusz Chmielewski

Cdn. (12 maja 2021)

Dobór zdjęć i przypisy: Kazimierz Robak


[1] KC – Komitet Centralny, organ kierowniczy partii (najczęściej partii komunistycznej) sprawujący formalnie władzę między zjazdami. Tu skrótowiec użyty w wersji rosyjskiej: CK = ЦК = Центральный комитет / Centralnyj Komitet. 

WLKSM = ВЛКСМ = Всесоюзный Ленинский Коммунистический Союз Молодёжи / Wsiesojuznyj Leninskij Kommunisticzeskij Sojuz Mołodioż; Wszechzwiązkowy Leninowski Komunistyczny Związek Młodzieży czyli Komsomoł. Była to jedna z największych komunistycznych organizacji na świecie, działająca w ZSRR w latach 1918-1991. Do dziś przetrwała gazeta, która była organem prasowym Komsomołu: Komsomolskaja Prawda to obecnie jeden z potentatów wśród rosyjskich mediów (nakład: ponad 600 tys. egz.!).


 

Mariusz Chmielewski – prawa ręka kpt. Krzysztofa Baranowskiego podczas organizacji jego Międzynarodowej Szkoły Pod Żaglami / International Class Afloat dla uczniów z USA, ZSRR i Polski na Pogorii, w roku szkolnym 1988/1989.
W czasie rejsu był ochmistrzem (purser) i intendentem (quartermaster); ponieważ na pokładzie językiem komend i komunikacji był oficjalnie angielski, zwaliśmy Mariusza, dla wygody, Purcel.
Z zawodu: dziennikarz, ekonomista, manager w firmach telekomunikacyjnych i IT.

 


Międzynarodowa Szkoła Pod Żaglami Krzysztofa BaranowskiegoInternational Class Afloat
STS Pogoria; 1 września 1988 – 19 maja 1989

Kapitan: Krzysztof Baranowski (nauczyciel geografii)

załoga etatowa: Jarosław Kornacki (II mechanik), Marek Korotkiewicz („kuk”), Marek Kowalski (I mechanik)

kadra oficersko-nauczycielska: Ziemowit Barański (I oficer, dyrektor Szkoły, chemia), Mariusz Chmielewski (ochmistrz), John Croft (biologia, od 1989-01-29), Richard Dolder (j. angielski, do 1988-12-20), Alexandre Eniline / Александр Енилин (j. rosyjski), Cleve Miller (historia, do 1988-12-20), Ryszard Mokrzycki (bosman, informatyka), Elżbieta Nizińska (historia, do 1988-12-20), Kazimierz Robak (j. polski, historia, od 1988-12-15), Małgorzata Ruczkowska (biologia, do 1988-12-20), Brian Smith (j. angielski, od 1989-01-29), Vadim Trenin / Вадим Тренин (kierownik grupy ZSRR), Bogusław Urbanowicz (fizyka, elektronika), Nikolai Varoukhin / Николай Варухин (kierownik grupy ZSRR; do 1988-09-12), Marian Wilusz (III oficer, elektryk, matematyka), Andrzej Zugaj (II oficer, lekarz)

Ekipa TV: Leszek Trzciński (operator obrazu)

Załoga młodzieżowa I semestru (1 września – 20 grudnia 1988):
USA – Joseph Boyd, Tige Casey (do 1988-10-08), Russel Castle, Russel Droke, Billy Hall, Matthew Hudson, Michael McDearman, Nathaniel Twitty, Christopher Vick
ZSRR – Vasili Chirpakov / Василий Чирпаков, Dmitri Efanov / Дмитрий Ефанов, Vitali Gorchenin / Виталий Горшенин, Alexei Lysenko / Алексей Лысенко, Dmitri Melnikov / Дмитрий Мельников, Konstantin Mikhailov / Константин Михайлов, Nikolai Panov / Николай Панов, Alexandre Pribytkov / Александр Прибытков, Valeri Saveliev / Валерий Савелъев, Peeter Rebane
Polska – Marcin Adamski, Tomasz Batycki, Konrad Duc, Artur Gładysz, Piotr Kwasigroch, Krzysztof Mazur, Maciej Ombach, Jan Parczewski, Bartłomiej Serafiński, Mateusz Tuniewicz
Uczniowie: Russel Droke, Piotr Kwasigroch, Alexei Lysenko / Алексей Лысенко, Michel McDearman, Maciej Ombach i Peter Rebane – jako najlepsi w semestrze pierwszym – otrzymali w nagrodę możliwość uczestniczenia w rejsie w semestrze drugim.
Kalendarium i trasa I semestru (na mapie zaznaczono kolorem czerwonym): 1988: 1.09 – Gdańsk; 4-5.09 – Kilonia (RFN); 10-14.09 – Plymouth (Wlk. Bryt.); 21-24.09 – Kadyks (Hiszpania); 28-29.09 – Porto Santo (Arch. Madery, Portugalia); 30.09 – 2.10 – Porto de Machico (Madera, Portugalia); 2-3.10 – Funchal (Madera, Portugalia); 6-8.10 – Arrecife (Lanzarote, W. Kanaryjskie, Hiszpania); 9-10.10 – Puerto de la Luz y de las Palmas (Gran Canaria, W. Kanaryjskie, Hiszpania); 14-16.10 – Mindelo – zat. Porto Grande (São Vicente, Rep. Zielonego Przylądka); 17-18.10 – Porto Inglês/Vila do Maio (Maio, RZP); 18-20.10 – Praia (Santiago, RZP); 26.10 – równik; 28-29.10 – Fernando de Noronha (Brazylia); 31.10 – 1.11 – Recife (Brazylia); 8-12.11 – Rio de Janeiro (Brazylia); 17.11 – Rio Grande do Sul (Brazylia); 20-27.11 – Buenos Aires (Argentyna); 2-3.12 – Puerto Madryn (Argentyna); 4.12 – Puerto Pirámides (Argentyna); 6.12 – Comodoro Rivadavia (Argentyna); 11-20.12 – Ushuaia (Argentyna) – zmiana załogi

Załoga młodzieżowa II semestru (21 grudnia 1988 – 19 maja 1989):
USA – Matthew Byrne, Gregory Droke, Russel Droke, Grant Durtschi, Peter Fellers, Adrian Nelson, John Norton, Hendrik Visser (od 1989-03-15), Scott Westmoreland, Jerrod Wilkins, Zane Yoder (do 1989-01-29)
ZSRR – Evgenii Evdokimov / Евгений Евдокимов, Nikolai Frolov / Николай Фролов, Dmitri Korchounov / Дмитрий Коршунов (do 1989-05-07), Alexandre Krasnov / Александр Краснов, Alexei Kroujkov / Алексей Кружков, Alexei Lysenko / Алексей Лысенко, Ilia Maximov / Илья Максимов (do 1989-02-28), Artem Miakichev / Артём Мякишев, Igor Orlov / Игорь Орлов, Alexei Oundessov / Алексей Ундесов, Giennadi Riabtchikov / Геннадий Рябчиков, Peeter Rebane
Polska – Witold Czajewski, Zbigniew Gała, Krzysztof Kędzierski, Maciej Kurka, Piotr Kwasigroch, Przemysław Lech, Piotr Łata, Madej Nuckowski, Maciej Ombach, Maciej Szemryk
Kalendarium i trasa II semestru (na mapie zaznaczono kolorem niebieskim): 1988: 20.12 – Ushuaia (Argentyna); 20-21.12 – Puerto Williams (Chile); 22.12 – 10:00 LT, trawers przylądka Horn; 1989: 11-12.01 – Valdivia (Chile); 15-17.01 – Wyspa Robinsona Crusoe (zatoka Cumberland przy San Juan Bautista; Chile); 21-31.01 – Callao (Perú); 6.02 – równik; 11-14.02 – Balboa, Kanał Panamski, Colón (Panama); 22.02 – 1.03 – Hawana (Kuba); 2.03 – Cay Sal Bank (Bahamy); 4-7.03 – Miami (Floryda, USA); 11-19.03 – Jacksonville (Floryda, USA) [12-14.03 – wyjazd do Nashville i Cookeville (Tennessee, USA); 15-18.03 – wyjazd do Orlando (Floryda, USA)] 15-20.04 – Londyn (Wlk. Bryt.); 23-27.04 – Hamburg (RFN); 27-28.04 – Kanał Kiloński; 1-4.05 – Sztokholm (Szwecja); 7-14.05 – Leningrad (ZSRR); [9-12.05 – wyjazd do Moskwy]; 18-19.05 – Hel; 19.05 – Gdynia [20-21.05 – wyjazd do Warszawy]

Długość trasy: 23 153 Mm.
Czas trwania: 249 dni


► Periplus – powrót na Stronę Główną