Kapitan Ziemowit Barański opowiada:
„Wśród wichrów i fal”.
Część III: „Dawna” nawigacja

Wspominając dawne czasy po lekturze książki Mariusza Zaruskiego Wśród wichrów i fal zwróciłem uwagę, jak zmieniło się oznakowanie stosowane na wodach morskich. Jeszcze kilka lat po II wojnie światowej wszystko było po staremu, ale potem zmiany odbywały się bardzo szybko. Uświadomiłem też sobie, że jeszcze większe zmiany nastąpiły w nawigacji i łączności.

Zacznijmy od nawigacji.

W moich pierwszych rejsach (głównie bałtyckich) w latach 1956-1966 królowała nawigacja terrestryczna[1] i jakaś fragmentaryczna nawigacja astronomiczna. W zasadzie podstawowym wyposażeniem nawigacyjnym przeciętnego jachtu był jeden kompas sterowy, często umieszczony w kokpicie na ławeczce, co pozwalało sternikowi siedzącemu przy rumplu na kontrolowanie kursu jachtu, ale o namierzaniu nie było już mowy.

 

Kompas. Na nowym jachcie był oczywiście nowy, ale jeśli go nie czyszczono i nie konserwowano, po paru latach mógł wyglądać właśnie tak.

 

Oczywiście można było wykonywać namiary przy pomocy tarczy namierniczej, ale takiego wyposażenia na ogół nie było.

Przed rejsem na Andromedzie w 1958 roku kapitan Bolesław Kowalski nakazał I oficerowi (czyli mnie) wykonanie tarczy namierniczej[2], bo na jachcie był tylko kompas sterowy.

 

Kątomierz 360-stopniowy – taki właśnie miałem kupić i dorobić do niego celownik

 

Wykonałem taki przyrząd, ale tylko ja wiem, ile kilometrów zrobiłem poszukując w całym Trójmieście celuloidowego kątomierza 360-stopniowego, nie wspominając już o zabiegach u miejscowych bosmanów, aby pomogli mi wykonać celownik z blachy mosiężnej.

 

 


Musiałem wykonać namiernik, bo nie mieliśmy możliwości kupna takich urządzeń:
z lewej: archaiczny namiernik burtowy, na statkach mocowany na skrzydle mostka nawigacyjnego; firma A. B. Lyth ze Sztokholmu, średnica mosiężnej tarczy – 160 mm, skrzynka teakowa 240 x 200 x 80 mm
w środku: kompas z tarczą namiernikową i celownikiem, Askania Werke AG (przedwojenna),
z prawej: namiernik kompasowy Askania firmy VEB Geräte- und Regler-Werke Teltow (NRD)
źródło: Allegro

 

Stopniowo było już trochę lepiej i na przykład na jachcie Sawa, zwodowanym w 1961 roku (na którym odbyłem swój pierwszy rejs kapitański), na nadbudówce był już zainstalowany drugi kompas z namiernikiem[3].

 

Kompas magnetyczny z namiernikiem
rys. M. Kwiatkowski/Archiwum Ilustracji Wydawnictwa Naukowego PWN

 

Podobnie było pomiarami szybkości jachtu. Królowały pomiary „logiem burtowym” czyli pomiary czasu – przy pomocy stopera – przepływu jakiegoś przedmiotu od dziobu do rufy jachtu, co pozwalało obliczyć szybkość chwilową jachtu. Czasem spotykało się na jachtach log ręczny, a jedyną „nowoczesnością” było to, że pomiaru czasu dokonywano stoperem, a nie klepsydrą.

 

Log ręczny z klepsydrą
źródło: Walmart 

 

Stosowane były też logi mechaniczne mierzące nie szybkość, ale przebytą drogę. Składały się one z mechanicznego licznika, do którego zamocowana była linka ze śrubą wleczona za rufą. Śruba obracała się, a licznik pokazywał przebytą drogę. Trzeba było tylko pamiętać, aby przed manewrami portowymi i na silniku log mechaniczny wyciągać, gdyż jego linka mogła się wplątać w śrubę napędową.

 

Log mechaniczny firmy Thomas Walker & Son (patent z 1878 r.)
źródło: National Museum of American History 

 

Pamiętam, jakim cudem techniki był dla nas log elektryczny, zainstalowany na nowo wybudowanym jachcie Roztocze, a przecież to był rok 1969.

 

Z nawigacją astronomiczną też były kłopoty, bo nawet jeżeli na jachcie był sekstant, co na ogół miało miejsce, to chronometr[4] był  rzadkością. W tej sytuacji można było co najwyżej określać szerokość geograficzną z momencie kulminacji Słońca, bo do tego potrzebny był – poza sekstantem[5] – tylko zegarek, rocznik astronomiczny i tablice nawigacyjne.

 

Sekstant firmy VEB Freiberger Präzisionsmechanik (NRD, 1973 r.)
źródło: Allegro

 

Jednak w rejsach oceanicznych chronometry były i nawigację astronomiczną prowadziło się regularnie.

 

Mechanizm pierwszego chronometru morskiego, tzw. H1, z r. 1735; dzieło Johna Harrisona (1693-1776); ważył 34 kg; podczas próby morskiej na okrętach HMS Centurion i HMS Orford umieszczony był w sześciennej skrzyni o boku 120 cm; Harrison pracował nad nim 5 lat
źródło: Hodinkee 

 

 

Pierwszy chronometr morski (tzw. H4) ukończony przez Johna Harrisona w 1759 r.;
średnica 132 mm, waga 1,45 kg
źródło: Royal Museums Greenwich 

 

W pierwszym moim rejsie przez Atlantyk, z Europy na Morze Karaibskie na jachcie Stormvogel w 1981 roku, codziennie z sekstantem w ręku, rano i wieczorem określałem linię pozycyjną dającą długość geograficzną, a w południe szerokość geograficzną z kulminacji Słońca.

 

s/y Stormvogel
źródło: Stormvogel.net 

 

W rejsie Pogorii w latach 1988-1989 (Międzynarodowa Szkoła pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego) też kontrolowało się pomiarami astronomicznymi pozycje z GPS (już wtedy był, chociaż o mniejszej dokładności niż obecnie).

Kogo to teraz interesuje i kto to umie? Myślę sobie, że gdyby (odpukać!) wybuchła wojna i współczesne mocarstwa wyłączyłyby systemy GPS, to chyba starzy kapitanowie byliby w cenie.

 

W żegludze morskiej istotną sprawą są też pomiary głębokości. Potrzebne są przy wyborze miejsca kotwiczenia czy kontrolowaniu pozycji przy podejściach w pobliże lądu w warunkach złej widoczności.

Obecnie na jachtach z reguły instalowane są echosondy[6] pokazujące aktualną głębokość w danym miejscu. W „tamtych czasach” używano jedynie sondy ręcznej czyli ciężarka, zazwyczaj ołowianego, z linką oznakowaną co 1 metr[7].

Przytoczę tu fragment z książki Włodzimierza Głowackiego Stary „Jurand”[8] opisujący sondowanie:

Podebrał szybko rosnący luz i kiedy ciężar wyprężył linę, odczytał głębokość z czerwonej szmatki widocznej metr ponad powierzchnię wody.
– Dach mniej jeden metr! – ryknął, co oznaczało głębokość dziewięciu metrów.

Kto teraz na Ławicy Słupskiej, bo tam właśnie to się działo, kontroluje w taki sposób pozycję?

 

Marynarze Royal Navy uczą się „wyrzucać” sondę za burtę HMS Rodney w zatoce Firth of Forth podczas II w.ś.; ciężarek waży ok. 5 kg
źródło: Imperial War Museum 

 

Sondy ręczne nie są teraz w żeglarstwie wymagane, ale mogą być stosowane, gdyż polskie przepisy stanowią, że na jachcie w żegludze pełnomorskiej i oceanicznej ma być „wyposażenie do pomiaru głębokości”.

 

Ten krótki przegląd starych metod nawigacji uświadomił mi, jak wiele zmieniło się w nawigacji w stosunkowo krótkim czasie ostatnich 25-30 lat, ale przecież i dawniej żeglowało się po całym świecie.

Żagle – chociaż dakronowe i kevlarowe, a nie bawełniane czy lniane –trzeba tak samo stawiać, zrzucać, refować. Trzeba też umieć sterować, bo kiedy „wysiądą” akumulatory, przestanie działać autopilot, a cała elektronika pokaże wygasłe ekrany wskaźników. Wtedy szybko trzeba sobie przypominać stare metody nawigacji, gdyż morze pozostało takie samo. ■

Ziemowit Barański
22 sierpnia 2021
wszystkie przypisy Autora

 

Cykl „Na marginesie lektury Wśród wichrów i fal”:

Część I
►► 20 sierpnia 2021 Ziemowit Barański: Historie żywe. ◄ ◄

Część II
►► 27 sierpnia 2021 Ziemowit Barański: Oznakowanie. ◄ ◄

Część III:
►► 3 września 2021 Ziemowit Barański: „Dawna” nawigacja. ◄ ◄

Część IV:
►► 10 września 2021 Ziemowit Barański: Radionawigacja. ◄ ◄

Część V:
►► 16 lutego 2022 – Ziemowit Barański: Łączność na morzu. ◄ ◄

 


[1] Nawigacja terrestryczna (terra to po łacinie ‘ziemia’) – określanie pozycji na morzu przy pomocy charakterystycznych znaków na lądzie; mogą to być znaki nawigacyjne (latarnie morskie), budowle (wieże kościołów), ukształtowanie terenu (szczyt górski, wyspa).

[2] Tarcza namiernicza – tarcza z podziałką stopniową 0-360° i celownikiem zamocowana tak, aby linia 0° – 180° była równoległa do osi symetrii statku. W momencie wykonania namiaru należało zanotować kurs kompasowy i dodając do tego kursu odczytany na tarczy kąt kursowy obliczyć namiar kompasowy.

[3] Namiernik kompasowy – rodzaj celownika nakładanego na kompas, pozwalającego odczytać wartość namiaru kompasowego na dany obiekt.

[4] Chronometr – dokładny zegar o równomiernym chodzie i odporności na zmienne warunki pracy pozwalający określić dokładny moment wykonywanego pomiaru z dokładnością do jednej sekundy. Dawniej o konstrukcji mechanicznej. Pierwsza wersja chronometru morskiego (tzw. H1) skonstruowana została przez Johna Harrisona w 1735 r. Wersja H2 była gotowa w 1741 r.; H3 w 1757. Wersję H4 – pierwszy chronometr morski, mający kształt zegarka kieszonkowego – Harrison ukończył w roku 1759.

[5] Sekstant – kątomierz lusterkowy, optyczny przyrząd nawigacyjny, stosowany w żeglarstwie i astronomii, służący do mierzenia wysokości ciał niebieskich nad horyzontem, a także kątów poziomych i pionowych pomiędzy obiektami widocznymi na Ziemi, w celu określenia linii pozycyjnych.

[6] Echosonda – urządzenie do pomiaru głębokości wody oraz odległości od unoszących się w niej ciał stałych. Odległości te oblicza się mierząc czas powrotu dźwięku odbitego od dna lub obiektu. Dane te, przetwarzane przez układ elektroniczny, pokazują głębokość na wyświetlaczu urządzenia.

[7] Na polskich jachtach stosowano oznakowanie „niebo-dach-ściana-piach”, co oznaczało: na 5. metrze opaska (szmatka) niebieska, na 10. metrze opaska (szmatka) czerwona, na 15. metrze opaska (szmatka) biała i na 20. metrze opaska (szmatka) żółta. Pomiędzy opaskami co 1 metr wplecione były znaki wykonane ze skóry: na pierwszym, szóstym, jedenastym i szesnastym metrze z jednym ząbkiem; na drugim, siódmym, dwunastym i siedemnastym metrze z dwoma ząbkami i dalej analogicznie z trzema i czterema ząbkami.

[8] Głowacki, Włodzimierz K. Stary „Jurand”. Gdynia : Wydawnictwo Morskie, 1965 (wyd. I).


PS.

Tej historii nie znajdziecie w antologii opowiadań kpt. Ziemowita,
ale jest tam co najmniej 30 opowiadań nie publikowanych nigdzie indziej.
► Sięgnijcie po książkę (póki jeszcze jest)!

 

 

 

 


► Periplus – powrót na Stronę Główną