Kazimierz Babiński: O pożytkach patrzenia pod nogi.

„Patrz pod nogi” to zwrot prosty, czytelny i przez to uniwersalny. Jest przestrogą i zarazem sugestią, niekiedy wręcz nakazem skierowania uwagi na przeszkody i możliwe następstwa braku skupienia, wyobraźni i rozsądku.

A te mogą być różne: od miażdżącej przewagi spowodowanych prawem powszechnego ciążenia, zwanym też prawem Newtona, przez rzadziej spotykane wdepnięcia, po znaleziska.

Zwrot ma wiele znaczeń, więc proporcjonalnie rodzi wiele skojarzeń, niemniej Gdańszczanka Kora Tea Kowalska zaryzykowała tytułując nim książkę[1].

Kora Tea Kowalska. Patrz pod nogi. O zbieraniu rzeczy.
Kraków : Karakter, 2024

Przezornie nadała jej podtytuł O zbieraniu rzeczy określając tematykę; to racjonalna, trafna decyzja, gdyż dzieło z marszu mogło trafić w księgarniach i bibliotekach na regały np. z przewodnikami turystycznymi, poradnikami „efektywnych treningów nordic walking” , wspomnieniami górołazów (z perspektywy wózka inwalidzkiego), kosmetycznymi, a nawet medycznymi, by wymienić podologię, ortopedię, również psychiatrię itp. itp.

Wiem, o czym piszę, bo Martwą naturę z wędzidłem Zbigniewa Herberta znalazłem na półce z publikacjami Państwowego Wydawnictwa Rolniczego i Leśnego.

Zbigniew Herbert. Martwa natura z wędzidłem; wyd. I
Wrocław : Wyd. Dolnośląskie, 1993

 

Wrócę do psychiatrii, bo ta dziedzina medycyny jest szczególnie paskudną pułapką na zbieraczy i kolekcjonerów. Z bezdusznej definicji wynika, że „kompulsywne gromadzenie przedmiotów” (tu: „o niskiej wartości”), to syllogomania, jednostką chorobową; zbieracze przeciwstawiają się jej twierdzeniem o subiektywności i relatywności wartości rzeczy: dla jednego, są skarbami, nierzadko sentymentalnymi pamiątkami przywołującymi wspomnienia. Przy tej okazji warto przywołać postaci debiutanckiej minipowieści Rzeczy Georgesa Pereca, których problem (trafnie zdefiniowany przez autorkę wstępu) „polega na tym, by mieć wszystko i zaraz, ale bez wysiłku i wyrzeczeń” , gdyż dla nich rzeczy, to protezy zamożności, bynajmniej nie wstydliwe, bo też i takie rodzą odczucie; jak widać, zbieractwo, kolekcjonerstwo i chęć posiadania mają różne oblicza.

Georges Perec. Rzeczy; wyd. I
Warszawa : PIW, 1967

 

Mogę się założyć, że w rozważaniach na temat wieloznaczności zwrotu nikt lub mało kto wskaże na działania archeologów i efekty ich pracy: znaleziska. O tym opowiada Kora Tea Kowalska. Autorka jest zawodową archeolożką (bardzo dociekliwą), historykiem sztuki, kolekcjonerką i ekspertką od ocen i wycen, goszczącą od czasu do czasu w programie telewizyjnym Łowcy skarbów. Kto da więcej (TV4). Jej książka jest hybrydą eseju, autobiografii, reportażu, poradnika, podręcznika i zarazem porywającą, pełną erudycji opowieścią o przedmiotach, ich historii, znaczeniu i miejscu w przestrzeni.

Terenem łowów jest Gdańsk. Przedmioty dzieli subiektywnie na „wyrzucone, „pomiędzy” i „odnalezione” . I patrzy nie tylko „pod nogi” , czego dowodami są m.in. sugestywne opisy „żerowania” w magazynach zespołu budynków należących do zlikwidowanego Okręgowego Przedsiębiorstwa Rozpowszechniania Filmów, na pchlich targach, na jarmarkach staroci, rynkach, a nawet w kontenerach z odpadami (vide: zdjęcie autorki, s. 238).

Archeologia, to nie tylko wykopaliska. Trudno nie zgodzić z Leonardem Woolleyem, jednym z najwybitniejszych archeologów XX wieku, określającym wszelkie działania zmierzające do ocalenia rzeczy, czasem dania im drugiego życia, „poszukiwaniem przeszłości” i konkluzją, że ta dziedzina nauki „w ostatecznym rachunku ma znaczenie dla każdego człowieka”.

Ma, gdyż każda rzecz, to zarazem dokument, „małej” historii społecznej jakiegoś miejsca i czasu w drodze do „dużej” , powszechnej i przez to coraz bardziej obiektywnej. Zwłaszcza tu, w Gdańsku, mieście „od nowa”; w mieście, w którym opornie i z zażenowaniem odkłamuje się zmanipulowaną historię wyłaniającą się z resztek ruin, spod odpadających tynków, z zabytków ruchomych, z zaoranych cmentarzy żydowskich i ewangelickich, z okazyjnych wykopalisk poprzedzających inwestycje, z przedmiotów znalezionych na strychach, w piwnicach, w szufladach, w kanale Raduni, w Motławie itp. itd. W ślad za tym – potrzeby rewizji mitów i korekty dziejów. Zresztą już pojawia się coraz więcej przyczynków i opracowań – w tym monografii, katalogów, leksykonów, albumów – by wspomnieć o niezwykłym i wspaniałym edytorsko leksykonie Ulotne Wolne Miasto Gdańsk Anety Kwiatkowskiej.

Aneta Kwiatkowska. Ulotne Wolne Miasto Gdańsk. Leksykon. Wyd. I
Gdańsk : Fundacja Terytoria Książki, 2025

 

Zbiory małych, bezpretensjonalnych regionalnych muzeów, jak np. tego w Skarszewach lub w Nowym Dworze Gdańskim, to nie dzieła sztuki, a przede wszystkim przedmioty codziennego użytku, te wyrzucone, znalezione, zbędne mieszkańcom i przez nich przyniesione. Niekiedy znakomicie zaprojektowane i produkowane w krótkich seriach, nierzadko markowe, czasem podpisane przez projektantów. Ułożone chronologicznie pokazują sposoby myślenia, postęp techniki i łączenie jej z estetyką.

Dla mnie szczególnie ważne i cenne są wszelkie gedaniana. Mam atawistyczną (chyba jak wszyscy mężczyźni?) ciągotę do polowań na tego rodzaju artefakty i badanie ich historii, np. wiem wszystko o niedawno kupionym na rynku przy ul. Elbląskiej katalogu nalepek zapałczanych wydanym przez Danziger Tabakmonopol…  


Herby państw z całego świata i barwy narodowe
;
zestaw 275 kart kolekcjonerskich dołączanych przez gdański Tabakmonopol do swych papierosów;
dziś nazwalibyśmy to marketingiem lojalnościowym
okładka, strona tytułowa i str. 6 (herby Szwajcarii)
Danzig : Danziger Tabakmonopol, 1932.

 

…ale niewiele o gdańskiej grafice (miedzioryt) przywiezionej z jednej z wypraw na Górny Śląsk.

Eduard Winkler (1884-1978) Die Mottlau und Lange Brücke (Danzig) (1942; miedzioryt)
arch. Kazimierz Babiński

To weduta, na której jest fragment Długiego Nabrzeża i zarys Ołowianki z charakterystycznym kominem elektrowni miejskiej. Grafika ma wyraźną sygnaturę – ryt monogramu: E. W. 42. i dodatkowo – czytelny, odręczny podpis ołówkiem: Ed. Winkler; odbitka nie ma numeru, gdyż ta praktyka stała się powszechna w drugiej połowie lat 50. XX wieku, zaś liczba „42” odnosi się do roku wykonania.

Czego dowiedziałem się o autorze? Z powszechnie dostępnych źródeł wiadomo, że Eduard Winkler urodził się w Petersburgu w roku 1884 w rodzinie niemieckiego fabrykanta i zmarł w roku 1978 w Monachium. Był zawodowym artystą plastykiem, absolwentem Wyższej Szkoły Sztuki Użytkowej w Norymberdze. Kolejną uczelnią była Akademia Sztuk Pięknych w Monachium, w której pod okiem prof. Petera von Halma (1854-1923) kierującego wydziałem miedziorytnictwa, wybitnego miedziorytnika i jego mistrza, zgłębiał tajniki sztuki graficznej.

Winkler okazał się uczniem pojętnym i artystą wszechstronnym. Poza grafiką uprawiał z powodzeniem malarstwo naturalistyczne (krajobrazy, sceny rodzajowe i portrety), zbliżone stylem do szkoły monachijskiej[2]. Jednak jego domeną były małe formy użytkowe: ekslibrisy (stworzył około 250), ozdobne zaproszenia, wizytówki, ilustracje książkowe, ulotki itp.

Eduard Winkler (1884-1978)Autoportret
(Selbstbildnis; 1929; olej na tekturze; 35 x 27 cm; własność prywatna)

źródło: Internet

Hans Laut w Ekslibrisie sztuki z obszaru niemieckojęzycznego pisze, że:

wyobraźnia artysty musiała być tak bogata, szczególnie w latach wcześniejszych, że z trudem mieścił w kompozycjach nadmiar pomysłów. […] wiedział o tym niebezpieczeństwie i znalazł atrakcyjne rozwiązanie: ekslibris umiarkowanej wielkości, prosty w użytkowaniu, z pięknie ozdobioną granicą środka umożliwiającego […] właścicielowi nie tylko wklejenie go, ale i kolekcjonowanie dla samej przyjemności posiadania sztuki [3].

Badacze jego twórczości dopatrują się w ekslibrisach z lat 40. wyraźnych akcentów antynazistowskich, lecz nie można wykluczyć, że wpływ na takie postrzeganie mają zaprojektowane przez niego antynazistowskie ulotki dla tajnej grupy Niemiecki Ruch Wolnościowy w Monachium i anonimowo wysyłane do żon wysokich urzędników hitlerowskich; warto wspomnieć, że ponad dekadę temu ukazało się ciekawe opracowanie małych form sztuki uprawianych przez Winklera pióra Karstena Webera[4] uzupełnione niewielkimi fragmentami autobiografii.

Eduard Winkler (1884-1978)Exlibris
arch. Kazimierz Babiński

 

Winkler przeżył dwie wojny i zwiedził połowę Europy, również za ich sprawą. W pierwszej jako ochotnik, w drugiej – powołany w roku 1941 i zwolnionym rok później ze względu na sytuację rodzinną. W trakcie służby był tzw. rysownikiem wojskowym, artystą wojennym, przechodnim i przejezdnym. Na trasie marszruty znalazły się m.in. Królewiec, Gdańsk, Toruń i Poznań („sportretował” budynek ratusza), zatem epizod gdański przypadł właśnie na pierwszy rok służby. Z dużą dozą pewności należy przyjąć, że dzieło wykonał dopiero po zwolnieniu z armii, a więc w roku 1942 i że „gdańska” grafika jest jedyną w jego dorobku. Dzisiaj nie sposób ustalić, ile odbitek zostało wykonanych i czy matrycę zarchiwizowano.

Winkler pozostawił odręczną autobiografię Aus meinem Leben (Z mojego życia), z której – pomimo przychylności Instytutu Historii Współczesnej Monachium-Berlin – nie udało mi się skorzystać, nawet fragmentarycznie (czas pobytu autora w Gdańsku), gdyż jest własnością prywatną. Berlińskie archiwum Instytutu przechowuje bogaty zbiór dokumentów i artefaktów związanych z artystą, m. in. wycinki z gazet, odręczne notatki, zdjęcia, wiersze, karykatury, rysunki, jeden autoportret z dedykacją, itp. (klasyfikacja: zbiory/narodowy socjalizm, kolekcja Winkler, Eduard, numer inwentarzowy ED 465/1).

Eduard Winkler (1884-1978) Autoportret
(Selbstbildnis; 1948; miedzioryt)

źródło: Internet

 

To tylko częściowa historia znaleziska: artysta i dzieło. Do pełnego obrazu brakuje „środka” , w tym gdańskiego epizodu, a więc tego, co dla mnie najciekawsze.

 

Źródła:

Allgemaines Lexikon der bildenden künstler. Von der antike bis zur gegenwart (sechsunddreissigster band), Lepzig : Verlag von E. A. Seemann, 1947.

„Eduard Winkler (Künstler)”. Wikipedia, 2026-06-30.

Laut, Hans. Exlibris-Kunst aus dem deutschsprachigen Gebiet. Berlin : Waldemar Hoffmann Verlag, 1955; s. 149.

„Szkoła monachijska”. Wikipedia. 2026-05-06. 

Weber, Karsten. Charme der kleinen Form. Neujahrswünsche, exlibris, buchillustrationen von Eduard Winkler (1884-1978). Mosbach-Neckarelz, 2014.

„Winkler, Eduard”. Institut für Zeitgeschichte München−Berlin.

Kazimierz Babiński

Tekst, publikowany tu z nieznacznymi skrótami, ukazał się w kwartalniku
Pomorski Magazyn Artystyczny Słowo, nr 1/2026 (17), wydawanym w Gdańsku

 


[1] Kora Tea Kowalska, Patrz pod nogi. O zbieraniu rzeczy. Kraków : Karakter, 2024; ISBN 978-83-68059-39-7. Laureatka ósmej edycji konkursu Pomorska Nagroda Literacka „Wiatr od morza” w kategorii Literacka Książka Roku.

[2] Zob.: „Szkoła monachijska”. Wikipedia. 2026-05-06. 

[3] Por.: Laut, Hans. Exlibris-Kunst aus dem deutschsprachigen Gebiet. Berlin : Waldemar Hoffmann Verlag, 1955; s. 149.

[4] Zob. Weber, Karsten. Charme der kleinen Form. Neujahrswünsche, exlibris, buchillustrationen von Eduard Winkler (1884-1978). Mosbach-Neckarelz, 2014.


► Periplus – powrót na Stronę Główną