Martyna Szoja: Kartki z dziennika

Gdynia, 20 sierpnia 2015, czwartek.

Niedługo wyjadę do Warszawy. Mam już wszystko przygotowane, przynajmniej taką mam nadzieję… Już nie mogę się doczekać!!! Dwa miesiące na pełnym morzu z dala od domu. Przymierzałam już sztormiak ze trzy razy.

Teraz, kiedy jadę samochodem, czuję w głębi serca ukłucie smutku. Nie zobaczę moich rodziców przez bardzo długi czas. Byle się nie rozpłakać! Tylko szkoda, że Maja jest w mojej wachcie : (. Nie chcę jej oceniać, ale po eliminacjach nie wspominam jej zbyt dobrze. Może to tylko złe pierwsze wrażenie*). Mam trochę obaw, np. że sztormy są okropne, że Rosjanie będą niemili itd.

*) Całe szczęście to było tylko złudzenie! Maja stała się jedną z najbliższych mi osób z całego rejsu! Bardzo dobrze ją wspominam : ) Okazją, aby się poznać, były wspólne wachty. Od razu znalazłyśmy tematy do rozmów. Poza tym w Lerwicku gadałyśmy praktycznie przez cały czas : )

 

Amsterdam, 22 sierpnia 2015, sobota

Dziś jest właściwie drugi dzień mojego wyjazdu, ale pierwszy na Pogorii. W Holandii obudziłam się o 8:48 lub coś koło tego. Było ciepło. Po pobudce, ustawiliśmy się w łańcuszek i wspólnie ładowaliśmy zapasy i torby na pokład. Było ich mnóstwo.

Kiedy skończyliśmy, po dłuższym czasie rozległ się dzwonek – czas na apel. Na środek rufy wyszedł Kapitan. Mówił tylko po angielsku. Dostaliśmy worki marynarskie. Musieliśmy się ubrać w uprzęże. Następnie okazało się, że również w kapoki. Wystrojeni jak kolorowe pingwiny maszerowaliśmy przez pokład, budząc nową falę zainteresowania wśród przechodniów, którzy przyszli na Zlot Żaglowców. Nauczyliśmy się wielu rzecz: jak knagować i jak klarować liny. Następnie, podzieleni, trenowaliśmy węzły. A potem… wchodziliśmy na reje!!!! To było SUPER!!! Wiatr we włosach, piękne widoki…

Dziś dostaliśmy też podręczniki. Oglądaliśmy niesamowity pokaz fajerwerków… Muszę kończyć. Jest po 23:50, a ja od 24:00 (czyli za 10 minut) do 01:00 mam wachtę trapową. Jestem bardzo ciekawa jak ona będzie wyglądać : )

 

25 sierpnia 2015, wtorek

Napiszę tylko, że wypłynęliśmy. Ja weszłam na reje, klarowałam liny i postawiłam fok. Na początku było fajnie. Duże fale itp., ale potem wzięła mnie choroba morska. Okropność!!! Teraz leżę w koi, a nasze okienko co chwila jest zalewane. A to jeszcze nie ocean :’ (

Niedługo mamy wachtę nawigacyjną i będziemy na serio sterować statkiem. To brzmi wspaniale, niestety w tym momencie staram się tylko myśleć, że jadę na koniu, a nie, że jestem otoczona z czterech stron wodą.

 

26 sierpnia 2015, środa

Na razie wymiotowałam tylko raz. Dziękuję mamie za to, że wzięłam rękawiczki. Wczoraj bardzo mi pomogły, choć szybko stały się mokre. Jest drugi dzień na morzu. Nie nabawiłam się na szczęście choroby morskiej. Mam cichą nadzieję, że już minęła.

Odbyły się dziś pierwsze lekcje.

WSPÓŁCZUJĘ KAMBUZOWI. Cały dzień mocno buja, a oni muszą zmywać oraz układać naczynia. Zanim przyszłam na obiad (który okazał się pyszny), ze stołu zmiotło im prawie całą zastawę! Było pełno potłuczonego szkła.

Chcę po cichu wracać do domu, ale pan Kryspin podtrzymuje mnie na duchu. Ale to nie wszystko. Widziałam najprawdziwsze delfiny!!! Woda w Morzu Północnym jest bardzo przejrzysta, więc było widać ich kształty – białe z szarymi plamami.

Miałam wachtę do 04:00. Prowadziłam sama statek. Niebo jest piękne! Mnóstwo gwiazd oraz wielki srebrny księżyc, który potem stał się pomarańczowy. Nie ma zasięgu. Nie mogę nawet wysłać SMS’a : (

 

Lerwick, 29 sierpnia 2015, sobota

Dopłynęliśmy! Szetlandy sprawiają niesamowite wrażenie. Wszystko jest w jednym stylu – szare kamienie.

Dlatego, że jesteśmy w porcie, nie mamy lekcji.

Chodziliśmy w grupce: Julia, Maja, Olga, Bartek, Staś, Karol, Basia i ja. Było super. Zrobiliśmy pełno zdjęć. Znaleźliśmy ładny kościół, w którym są msze po polsku.

Pan Kryspin puścił nam pierwszy film. Niestety, przez to, że przez godzinę miałam pilnować śmiesznej drabiny zwanej trapem, ominął mnie początek.

 

01 września 2015, wtorek

Dzisiaj wszystkie dzieci w Polsce wracają po wakacjach do szkoły. Nie wyłączając mojego rodzeństwa. My zaczęliśmy szkołę wcześniej i dziś żyliśmy według planu dnia czwartego. Maja dziwi się, że piszę dziennik codziennie, ale ciągle coś się dzieje.

Na kambuzie było nudno. Odkąd naszym starszym wachty został Arsjenij, na wachcie nie ma porządku. Nikt nie wie, co trzeba robić.

Zaczęłam się denerwować, bo miałyśmy z Mają zdać liny. Tak się zestresowałam, że oblałam! : (  Jako jedyna w wachcie, co za wstyd!!! Trzeba zamykać oczy, bo powieki szczypią od łez. „Wytrzymaj”. To powtarzam sobie, co chwilę. Ale potem Maja pomogła mi się uczyć (chociaż nie powiedziałam ani słowa) i zdałam. Cieszę się, bo naprawdę zasłużyłam. Uczyłam się już w domu i teraz wiedziałam wszystko.

Zeszłam pod pokład na urodzinowe ciasto Karola – szarlotkę.

Zawył alarm. 6 ciągłych sekund. Stawiamy żagle. Zostałam wyznaczona do trzymania gafelgai. Miałam ją luzować. Dałam za duży luz i linka zeszła mi z kołka. Nagle gwizdek i zaczęliśmy. Ktoś z drugiej strony mocno ciągnął. Moja lina wystrzeliła jak torpeda do góry, a ja razem z nią.

Zawołałam do pani Lidy po rosyjsku: Lida, pamagi mnie!!! Bardzo się przestraszyłam.

Lina wywindowała mnie jakieś 2,5 metra do nieba, jakieś 3 razy. Nagle, jak przez mgłę, zauważyłam, że ktoś pomaga mi zaciągnąć linę z powrotem. Normalnie ją luzowałam. Pan Bosek zdenerwował się na mnie. Pociągnął za ramię i spytał, gdzie jest fał i kontrafał grotsztaksla. Zmierzyłam go wzrokiem i odpowiedziałam. Bezbłędnie. To dobrze. Mieliśmy jeszcze luzować gordingi foka.
Pani Lida opatrzyła mi palce, bo po przygodzie z gafelgają krwawiły mi palce i rana ciągle się otwierała.

Poza tymi wydarzeniami, widziałam delfiny. Chyba całe stado – ze 30 sztuk. Na dodatek wysoko wyskakiwały. Niesamowite!!!

Dziś CAŁKIEM SAMA sterowałam statkiem kursem 210 stopni. Poszło mi nieźle mimo trudnych warunków. Za 2 dni mamy uzupełnić zapasy. Koniec!

 

 

03 września 2015, czwartek; 19:13

Wczoraj przepłynęliśmy ponad 1000 mil. Może dzisiaj też utrzymamy taki dobry wynik? Nie było żadnego alarmu. Lekcje okazały się bardzo ciekawe. Szczególnie podobała mi się geografia z Kapitanem Baranowskim. Nawet udało mi się trochę z nim porozmawiać!

Jeszcze nie znamy dokładnych planów.

Po smacznym (jak zawsze) obiedzie poszłam z Olgą na pokład, żeby zrobić zdjęcia. Po drodze „zeszłyśmy z kursu” i podeszłyśmy na oko. Stała tam pani Lida i trzymała coś w ręce. Okazało się, że była to magnesowa zakładka do książki z widokiem na Sankt Petersburg. Jest przepiękna!!!!

Wieczorem wszyscy bez wachty zebrali się w mesie. Nie wiedzieliśmy, o co chodzi. Zostaliśmy podzieleni na 4 grupy. Mieliśmy zrobić plakaty na konkurs. Moja grupa na temat Hot Chicken Photo. Konkurs na najśmieszniejsze zdjęcie z kurczakiem, który bardzo zabawnie oznajmia początek i koniec lekcji.

Jesteśmy na Morzu Irlandzkim i bardzo często widać po obu stronach wyspy Szkocji i Irlandii.

 

08 września 2015, wtorek; 20:38

Jesteśmy w Vigo – małym hiszpańskim miasteczku. No dobrze: może nie taki małym, bo z okolicami ma prawie 400 tysięcy mieszkańców. Ale jest bardzo malownicze.

Przez ostatni tydzień nie zmieniło się zbyt dużo. Zrobiłam swoje pierwsze pranie, chłopcy wpadli na GENIALNY pomysł robienia tostów w mikrofalówce, a pan Bosek opracował nam nowe zadanie: robienie „wagi”. Innymi słowy – podnoszenie pudełka zszywek zębami w czasie trzymania się rękami za kostki.

Wrócę teraz do naszej dzisiejszej psiej wachty. Dużo się wydarzyło. Stałam znów na wszystkich stanowiskach i nikt mnie nie pilnował na sterze. Nie było potrzeby. Radzę sobie coraz lepiej i kurs zmieniam maksymalnie o 10 stopni.

Mieliśmy kurs 185, potem 180. Nagle, o 01:30, usłyszeliśmy alarm. 6-sekundowy dzwonek, więc „setting sails” – stawiamy albo, jak w tym przypadku, zwijamy żagle. Mieliśmy rozstawione wszystkie.

Wiatru praktycznie nie było, płynęliśmy po Atlantyku zaledwie 2 węzły, kiedy wcześniej mknęliśmy nawet po 12! Znowu luzowałam guff-guy (gafelgaję), tylko tym razem mocno patrzyłam na linę, aby nie opuściła swojego stanowiska na kołku. Długo pracowaliśmy, a wokół nas ciągle skakały delfiny.

Po zakończeniu manewrów wróciłam z powrotem na wachtę. Kosmos znów cudownie mienił się morzem gwiazd i wydawał się obsypany diamentowym pyłem Drogi Mlecznej. Potem zobaczyłam niepowtarzalny widok – krwawy Księżyc. Duży pomarańczowy sierp otoczony gwardią gwiazd od góry i czerwono-pomarańczowymi światłami ziemskich latarni. Jeszcze jedna Perseida – trzecia. Poszliśmy spać.

Po śniadaniu i po lekcjach fizyki zadzwonił alarm. Weszłam na bombram i klarowałam liny.

Lubię wchodzić na reje z oficerem Miłoszem. Jest bardzo fajny i ma już stopień kapitana. Przyjaźni się z naszym asystentem Łukaszem. Obaj są ekstra.

Cumowaliśmy w Vigo. Pomagałam przy trapie i banderze.

Kupiłam sobie pyszne lody. Chodziliśmy bardzo dużo. Nieopatrznie ubrałam japonki, które po krótkim czasie zaczęły mi się wżynać w palce. To bolało! Nie wiem, co będziemy robić jutro, ale bardzo podoba mi się pomysł pana Łukasza, żeby kupić bilet autobusowy i pojechać do Santiago de Compostela. Nigdy nie byłam w Hiszpanii. Ok, kończę. Wracam do kajuty.

 

Ocean Atlantycki, 13 września 2015, niedziela.

Dziś zaczyna się czwarty tydzień rejsu, czyli zbliża się półmetek. Druga niedziela na morzu, niestety bardzo pracowita. Razem z Mają przebierałyśmy marchewki, selery i ziemniaki, wyrzucałyśmy zgniłe, a z dobrych robiłyśmy surówkę. Sprzątałyśmy kible, podczas gdy Awelina (nasza starsza wachty) i cała reszta wachty smacznie spała. Nieźle się zdenerwowałyśmy. Ale o tym nie będę się rozpisywać.

Odbyło się strzyżenie Bartka Muszkata. Miał długie loki, a teraz?!

Jutro taki sam los czeka Piotrka. Śmiesznie wyglądali przed całą akcją. Obaj w kiteczkach, Piotrek nawet w dwóch… Wyglądali komicznie : ).

Nasi Bartkowie – twórcy latawca i makiety Pogorii zrobili sobie gorące czekolady w mikrofali. Pani Natalia sprawdzała przed chwilą, czy śpimy, bo jest po ciszy nocnej. Na szczęście nie zauważyła, że piszę. Jutro świtówka i kartkówka z historii Pogorii. Dobranoc na 5 godzin! : D

Martyna Szoja
19 grudnia 2016


Martyna Szoja mieszka w Gdyni. Po rocznych kwalifikacjach (2014/2015), będąc w trzeciej klasie gimnazjum, została uczennicą Szkoły Pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego – edycja 2015, polsko-rosyjska. Przepłynęła w 32-oso­bowej załodze szkolnej na Pogorii, dowodzonej przez Krzysztofa Baranowskiego, trasę z Amster­damu (przez Lerwick, Vigo, Leixões, Cascais, Porto Santo, Gibral­tar, Malagę, Baleary, Bonifacio, Porto Santo Stefano) do Civitavecchia.

Uprawia gim­nasty­kę artys­tyczną i pły­wanie.
W gdyń­skich zawo­dach Aquathlon zajmo­wała miejsca I (2016) i IV (2015); II  miejsce w Mię­dzy­na­ro­do­wym Festi­walu For­macji Gim­nas­tyczno-Tanecz­­nych o Grand Prix Prezy­denta Mias­ta Gdynia Gim Show 2014, I miejsce w wo­je­wódz­kim konkur­sie tanecz­nym Show Dance (2013); fina­listka (2013) Konku­rsu Twór­czego Uży­wania Umysłu „Wyspa Zagadek”; finalistka kuratoryjnego konkursu polonistycznego 2015.

Inne teksty Martyny możecie przeczytać na stronach portalu Żeglujmy Razem: Moje początki”, Moje życie na Pogorii”, Koniec czy początek?”.

 


Periplus powrót na Stronę Główną

© 2017 Frontier Theme