Magda Isanos – ulotne piękno poezji i życia

Wiersze Magdy Isanos pełne są smutku i powagi. Jest w nich mowa o przemijaniu i ulotności życia, a gdy się zna historię tej rumuńskiej poetki, łatwo powiedzieć, że unosi się nad nimi cień śmierci. Tymczasem jedna z jej biografii już na wstępie akcentuje zasadniczy kontrast: życie Magdy przepełniało piękno i miłość, wokół niej byli kochający – i kochani – ludzie, a ją samą otaczała aura humoru, śmiechu i radości. Jak więc mogły współistnieć ze sobą te dwie dziewczyny, jedna – ze światła i jasności, druga – z cienia i mroku, jedna niosąca śmiech, druga – płacz?

Magda Isanos urodziła się 17 kwietnia 1916 roku w Jassach, w północno-wschodniej Rumunii, w historycznej Mołdawii. Wielka Wojna wkraczała właśnie w apogeum, jednak życie w tym zakątku świata toczyło się spokojnie: rodzice Magdy byli lekarzami i do olbrzymiego kompleksu szpitalno-parkowego, gdzie pracowali i na obrzeżach którego mieszkali, docierały tylko dalekie echa światowego konfliktu. Niestety, we wczesnym dzieciństwie Magda zaraziła się wirusem polio – wówczas nieuleczalnym, choć możliwym do opanowania. Uratowała ją matka, o czym poetka napisała później: moja mama urodziła mnie po raz drugi.
Następstwa choroby zostały zredukowane do minimum, ale od tej pory zdrowie Magdy stało się kruche, bo choroba miała nawroty, pozostały jej też widoczne trudności w chodzeniu.

Od dziecka jej pasją była literatura, później filozofia. Dużo pisała. W druku debiutowała wierszem „Chciałabym bajkę”, który ukazał się w czasopiśmie licealnym Świetliki (rum. Licurici), gdy Magda miała 16 lat.
Jesienią 1934 roku zaczęła studia: początkowo na wydziale literatury i filozofii i równolegle na wydziale prawa, później zdecydowała się na prawo. Po studiach będzie pracować jako prawniczka, choć ostatecznemu przyjęciu do rady adwokackiej przeszkodzi choroba.
We wrześniu 1935 wychodzi za mąż, ale małżeństwo zostało rozwiązane za obopólną zgodą po niecałych pięciu miesiącach.
Wiersze Magdy pojawiają się na łamach czasopism literackich coraz częściej, krytycy odnotowują te publikacje jako pojawienie się nowego wschodzącego talentu.
W marcu 1938 r. wyszła ponownie za mąż; jej wybrankiem został Eusebiu Camilar, poeta. Matce, która chciała się dowiedzieć czegoś więcej o przyszłym zięciu, potrafiła tylko powiedzieć, że ona kocha jego, a on ją. A kilka miesięcy po ślubie, w liście do rodziny napisała:

Jestem bardzo szczęśliwa, nie sądzę, aby przesadą było stwierdzenie, że kochamy się coraz bardziej każdego dnia. Obrączki, które nosimy, są doskonale dopasowane:  ani za szerokie, ani za ciasne… Zebi przynosi mi kwiaty z miasta, czyści buty i nie pozwala mi nic robić, jak gdybym była księżniczką na wygnaniu. Czasami się boję. Tyle szczęścia może zdenerwować Boga.

W roku 1941 przyszła na świat ich jedyna córka, Elżbieta, a jednocześnie Magda zapada na zdrowiu: odzywają się schorzenia reumatyczne, płuc i serca. Wciąż jednak publikuje, a w roku 1943 ukazuje się jej pierwszy tom poezji.
To wszystko dzieje się w warunkach wojennych – Rumunia, ze względu na złoża ropy naftowej i przemysł wydobywczy, w drugiej wojnie światowej jest krajem o ogromnym znaczeniu strategicznym dla państw Osi. Bombardują ją Alianci, od wschodu zbliża się Armia Czerwona.

Wiosną 1944 roku, na wieść o zbliżających się wojskach sowieckich, rodzina Camilar ucieka z Jass do Bukaresztu, gdzie mieszkają rodzice Magdy.
W Jassach, w nocy z 5. na 6. czerwca 1944 podczas bombardowania alianckiego, przepadają wszystkie manuskrypty poetki; cudem ocalał jeden tomik, zawierający nieopublikowane jeszcze poezje, odnaleziony w ogrodzie i zachowany przez jej przyjaciółkę.

W Bukareszcie Magda dokonuje ostatnich korekt kolejnego tomu wierszy i składa go w wydawnictwie. Trwają bombardowania rumuńskiej stolicy – jednego z nich słabe serce poetki nie wytrzymuje: Magda umiera w domu swych rodziców 17 listopada 1944 r, w 28. roku życia. Kilka tygodni wcześniej, do kwestii Rafaeli, jednej z bohaterek dramatu Pożary (rum. Focurile), nad którym pracuje z mężem, wpisuje zdanie:

Gdybym wiedziała, że ​​przez moją śmierć zniknie choćby kropla niesprawiedliwości świata, jestem gotowa umrzeć…

 

 

Na wiersze Magdy Isanos trafiłem przypadkiem. Gdy zacząłem drążyć, znalazłem ich tłumaczenia hiszpańskie i sporo angielskich, ale prawie wcale polskich. Miałem jednak to szczęście, że nawiązałem kontakt z polską tłumaczką poezji Magdy: przeczytałem wiele tych tłumaczeń, ale zezwolono mi na publikację tylko dwóch; prace nad ostatecznym szlifem pozostałych trwają.
Wersje rumuńskie dołączam z szacunku dla poetki, a także dla tych, którzy będą umieli znaleźć piękno w oryginale.

Kazimierz Robak
lipiec 2020

 

Magda Isanos
Chciałabym bajkę

Chciałabym bajkę, lecz kto mi ją opowie
Gdy ogień wygasł, noc bezksiężycowa?
I wiatr nie gada w swojej wietrznej mowie
A muzie mojej zgasły w ustach słowa.

Była dziewczyna i dziad był też stary
I były baśnie, krwiste maki w trawie;
W zapachu siana konik grał swe czary
Ale to dawno było – nie spamiętać prawie.

Starzec już martwy, śmierci oddał ducha
Śpi cicho w piersi dobrej matki ziemi
Lecz gdyby nawet żył kto by się wsłuchał
W rady mądre ustami szeptane dobremi?

Mebel zaskrzypiał długo nutę rzewną tkając
A wiatr pod oknem płacząc cicho zasnął
I jak przez palce chwile przeciekają.
……………………………………………..
Nie ma nikogo by mnie uśpić baśnią.

1932

Przekład: Maria Wójcikowska

 

 

Magda Isanos
Suknia

Z szuflady perfumą pachnącej i mdłą naftaliną
Wyjęła babcia suknię z czasów swej młodości
Z lekką i cieniuteńką zwiewną perkaliną
Jakby utkaną z dymu lub z pajęczyn nicości.

Lecz jakże smutno trzeszczą krynoliny jedwabne,
Falbanki całe rozdarte i w palcach już tleją,
A zamiast odbić światła, sylwetki cieni powabne
Z innych czasów wciąż tańczą pokojów aleją.

I wspomina staruszka bal najpierwszy ów cudny,
I pamięta swą suknię lekusieńką dziewczęcą
Lecz drżą dłonie jej zimne na atłasach ułudnych
Ze wzruszeń i tkliwości ręce stare się trzęsą.

A gdy głowę opuszcza coraz niżej w swym tańcu
Tak się wydaje zgarbiona w szalu babuleńka…
W jakże piękną tancerkę nagle się zmieniła
Gdy bal znów zatańczyła przy bezgłośnych dźwiękach…

Ale nóżki jej lekkie i stópki malutkie,
I ogniki uśmiechu co w oczach jej skrzyły,
Czy w zgarbionej babuni doczesnego ciała
Istotnie na wiek wieków śmiercią się okryły?

I odpowiedziały mi martwe zaschnięte jedwabie,
A może i babuleńka sama w starym szalu;
Nie, nie umarły przecież bo tańczą wciąż dalej
Lecz ciągle w innych sukniach, najpierwszy z jej balów.

1936

Przekład: Maria Wójcikowska

 


 

Magda Isanos
Aș vrea un basm

Aș vrea un basm, dar cine să mi-l spună
când a tăcut de-o vreme chiar si vântul?
E focul stins și noaptea-i fără lună,
si muzei mele i-a-nghețat cuvântul.

Era o fată și-un bunic bătrân;
erau povesti și maci aprinși în lunci;
parfum și greieri ce cântau în fân –
și-i mult de tot de-atunci.

Bătrânu-i mort acum, si buzele-i sunt mute.
El doarme-n sânul bunului pământ,
și de-ar trăi, azi, cine să-i asculte
povața înțeleptului cuvânt?

A scârțâit o mobilă prelung,
și vântul parcă plânge la ferești –
neostenite clipele se scurg.
……………………………………………..
Nu-i nimeni să m-adoarmă cu povești.

1932

 

Magda Isanos
Rochia

Din lada mirosind a molii și-a parfum
a scos o rochie din tinerețea ei bunica.
Subțire-i și ușoară ca un fum,
de parcă-ar fi țesută din nimica.

Că trist foșnește crinolina de mătase,
volanele i se distramă și se taie,
și-n loc de raze, siluete grațioase,
din alte vremi, dansează prin odaie.

Revede balul cel dintâi bătrâna,
își recunoaște rochia de față
și-i tremura pe-atlasu rece mina
de-nduioșare multa-nfiorată.

Și cum își pleacă fruntea tot mai tare
i-așa de gârbovă bunica-n vechiul sal…
Ce s-a făcut frumoasă dansatoare
care-a plutit în rochia de bal?

Picioarele ușoare și micuțe,
și ochii, și surâsul strălucit,
în trupul gârbovitei bunicuțe
cum, oare, pe vecie de-au murit?

Și mi-au răspuns mătăsurile moarte,
sau poate chiar bătrâna-n vechiul sal;
nu, n-au murit, dansează mai departe
mereu în alte rochii, primul bal.

1936

 


► Periplus – powrót na Stronę Główną