Wojciech Przybyszewski: Urodziny na pokładzie.
Zapiski z rejsu antarktycznego Pogorii, 1980-1981.

45 lat temu Pogoria, dowodzona przez Krzysztofa Baranowskiego, wracała z rejsu antarktycznego. 10 kwietnia 1981 r. wpływała w kanał La Manche i z niego na Morze Północne, biorąc kurs na Hamburg.

 

10 kwietnia 1981

Od kilku godzin poruszamy się płynąc w całkowitej ciszy… Niczym niewzruszona gładź wody wydaje się teraz obrazem niezgodnym z naszymi dotychczasowymi doświadczeniami i wyobrażeniami. Mijamy wyspę Wight, pamiętając ile trudu kosztowało nas jej przejście w drodze na Stację – ale wówczas mięliśmy całkowicie odmienną pogodę.

Do Lymington nie wchodzimy. W samym porcie jest za płytko dla Pogorii. Rzucamy więc kotwicę w cieśninie Solent i stąd, na odległy o trzy mile ląd, wyrusza nasza łódź z kapitanem, chiefem i przedstawicielem załogi. Mają oni załatwić sprawunki, i zabrać na pokład dwóch niemieckich dziennikarzy, którzy przylecieli do Anglii specjalnie, by nakręcić film o Pogorii. Głównym jednak celem naszego zapłynięcia do Lymington jest odebranie z naprawy gwarancyjnej Lorana, który wysłaliśmy do mającej tu swoją siedzibę firmy Brookes and Gatehouse jeszcze na początku rejsu.

10 kwietnia 1981, cieśnina Solent – Wojciech Przybyszewski, autor zapisków
fot. Kazimierz Robak

 

Koło południa wzmaga się wiatr. Tężeje teraz z każdą chwilą. Wyobrażamy sobie jak będzie wyglądał powrót naszej łodzi z gośćmi na pokładzie przy rosnącej fali… Pojawiają się w porze obiadowej. Są całkowicie zmoczeni. Mniejsza o ich ubrania. Woda dostała się wszędzie zalewając sprzęt fotograficzny i filmowy, liczne torby, skrzynki z zapasami materiałów światłoczułych. Trzeba było widzieć, jak, zdesperowani, wyjmowali oni z toreb kolejno: aparaty fotograficzne, obiektywy, wreszcie profesjonalny magnetofon szwajcarskiej firmy „Kudelski” (szacowany w Polsce, bagatela, na około 150 tys. zł!). Trzeba było widzieć, jak wylewali z tego morską wodę, a następnie płukali wodą słodką i godzinami suszyli, wycierali… Niby strata niewielka, bo cały sprzęt był ubezpieczony, ale jak teraz zrobić film, dla którego pojawili się na pokładzie statku?

 

11 kwietnia 1981

Wczoraj dopadły mnie jakieś dolegliwości mięśniowe. Rzecz niewielka, ale (szczególnie, jeśli trafia się to po raz pierwszy) bardzo denerwująca i dokuczliwa. Stało się to na topie fokmasztu, gdy po raz kolejny zdejmowałem wiatromierz do naprawy. Może rzeczywiście, jak to sugerowali życzliwi mi współtowarzysze podróży, było to wynikiem przeforsowania nierozgrzanych mięśni przy nagłym wysiłku. W każdym razie całe plecy oklejone mam „kapsiplastem” i na dwa-trzy dni wyłączony jestem z wszelkiego rodzaju prac przy żaglach.


Tak wyglądała „praca na wysokościach” podczas rejsu antarktycznego Pogorii w wydaniu Wojciecha Przybyszewskiego
fot. Wojciech Burkot i Stanisław Choiński

 

Wieczorem kolejna impreza statkowa. Okazji dziś znalazło się wiele. Jedną z nich były moje urodziny. Pierwsze urodziny spędzone przeze mnie na jachcie! (czy jedyne?). Pozostałe to:

• przekroczenie południka zerowego,
• pozostawienie za rufą 20.000 mil morskich,
•  zakończenie siedemnastego tygodnia naszej podróży
•  i rozpoczęcie osiemnastego miesiąca „wychodźstwa polarników z kraju”.

Jak należy się domyślać, bawiliśmy się doskonale, choć krótko, bo – co tu ukrywać – rejs kończy się i wpływamy ponownie w zimne strefy klimatyczne (zapasy alkoholu kończą się także), a bale w nieogrzewanej (z przyczyn oszczędnościowych) „kociarni” przy panujących obecnie temperaturach do przyjemności się nie zaliczają.

Oprawa dzisiejszego święta, jak zwykle, była bardzo udana. A i prezenty otrzymałem zacne. Jeszcze rano życzenia urodzinowe złożył mi Rysio Halba, wręczając wybór swoich slajdów ze Stacji.

Wieczorem otrzymałem od Krzysztofa oficerski krawat z emblematem Bractwa Żelaznej Szekli wraz z miłymi życzeniami.

Krawat z emblematem Bractwa Żelaznej Szekli
fot. Damian Fudała (2026-04-04)

Gienio Moczydłowski obdarował mnie kartkami i kopertami okolicznościowymi ostemplowanymi na Stacji Arctowskiego, Staszek Choiński wręczył wspaniały batog (kolejne jego dzieło w dziedzinie robót bosmańskich), zaś Kazio Robak uroczyście przekazał tradycyjnego pingwina z podpisami wszystkich członków załogi i wypisaną dedykacją autorstwa Sławka Szczepaniaka.


Urodzinowa dedykacja i podpisy załogi na odwrocie zdjęcia z pingwinem
fot. Wojciech Przybyszewski i Ryszard Halba

Jeszcze „kwiatek” od Hrabiego (butelka „Napoleona”) i… gotowi byliśmy do pozowania Niemcom przy kręceniu ujęcia zatytułowanego „Zabawa na pokładzie Pogorii”.

Nasz hymn musieliśmy odśpiewać aż trzy razy, co nie znaczy, że fałszowaliśmy, lecz – jak to u filmowców bywa – coś tam ciągle nie grało.

Kiedy umilkły już śpiewy i na statku zapanował spokój, dołączyłem do „moich” na deku. Tak się złożyło, że w czasie dzisiejszej imprezy nasza wachta miała służbę nawigacyjną. To miłe, że przez cały ten czas obyli się bez mojej pomocy, zaś w momencie, gdy było to konieczne, na oku stanął Geograf. Drobne gesty na morzu; wartość ich duża.

„Oko” na Pogorii
fot. Wojciech Przybyszewski

 

12 kwietnia 1981

Płyniemy od wczoraj w gęstej mgle.

Wojciech Przybyszewski
10-12 kwietnia 1981

 


Przybyszewski, Wojciech. „Pogorią” na Antarktydę. Wojciecha Przybyszewskiego zapiski z podróży. Tom I i II.
Warszawa : nakład własny autora, 1981. Format A-5, okładka płócienna.

Dziennik prowadzony podczas antarktycznego rejsu Pogorii (1980-12-07 – 1981-04-17) z Gdyni do Wyspy Króla Jerzego w archipelagu Szetlandy Południowe, do Stacji Antarktycznej Polskiej Akademii Nauk im. Henryka Arctowskiego.

 


Wojciech Przybyszewski (11 kwietnia 1950, Giżycko – 1 września 2023, Warszawa) – absolwent Wydziału Geologii Uniwersytetu Warszawskiego. Geolog, alpinista, speleolog, nurek, żeglarz. Historyk i kolekcjoner sztuki. Pisarz i publicysta.

 

Życiorys i dokonania Wojciecha Przybyszewskiego znajdziecie tu:

Wojciech Przybyszewski. Rys biograficzny.

Wojciech Jordan Przybyszewski – „Przybyszenko”.


STS Pogoria, rejs antarktyczny,
7 grudnia 1980 – 17 kwietnia 1981. 

Baranowski, Fudała, Geograf, Kawęczyński, pingwin, rejs antarktyczny, pogoria, Przybyszewski, Robak, SzczepaniakKapitan: Krzysztof Baranowski

zastępca kapitana: Andrzej Marczak

załoga etatowa: bosman – Wojciech Fok, kuk – Stanisław Bojaruniec, I mechanik – Romuald Mineyko, II mechanik – Marek Kleban

załoga niezawodowa: Henryk Bartoszuk, Dariusz Bogucki, Wojciech Burkot, Stanisław Choiński, Tomasz Gasiński, Janusz „GeografKawęczyński, Zbigniew Kleban, Jan Kłossowski, Włodzimierz Ławacz (do 1981-02-04), Andrzej Makacewicz, Stefan Misiaszek (do 1981-02-04), Ryszard Mokrzycki, Wojciech Przybyszewski, Kazimierz Robak, Wojciech Sławiński, Zbigniew Studziński, Zdzisław Szczepaniak

grupa zaokrętowana na Stacji im. Arctowskiego (1981-02-07): Wojciech Chudzyński, Ryszard Gutkowski, Ryszard Halba, Jerzy Kaszubowski, Jerzy Komorowski, Eugeniusz Moczydłowski, Jan Styczyński, Jerzy Szyłak-Szydłowski

trasa: Gdynia (7 grudnia 1980) – Kanał Kiloński (12/13 grudnia 1980) – reda Falmouth (23-24 grudnia 1980) – Las Palmas (2 stycznia 1981) – przecięcie równika na 028°55” W (12 stycznia 1981) – Cieśnina Le Maire’a (1 lutego 1981) – Cieśnina Bransfielda (3 lutego 1981) – Zatoka Admiralicji, Wyspa Króla Jerzego; Stacja im. Arctowskiego (4-7 lutego 1981) – Stanley, Falklandy (12-13 lutego 1981) – Rio de Janeiro (25-27 lutego 1981) – reda Falmouth (8-9 kwietnia 1981) – reda Lymington w cieśninie Solent (10 kwietnia 1981) – Cuxhaven (13-14 kwietnia 1981) – Kanał Kiloński (14/15 kwietnia 1981) – Gdańsk (17 kwietnia 1981)

długość trasy: 20 820 Mm.

czas trwania: 132 dni

Baranowski, Fudała, Geograf, Kawęczyński, pingwin, rejs antarktyczny, pogoria, Przybyszewski, Robak, Szczepaniak Baranowski, Fudała, Geograf, Kawęczyński, pingwin, rejs antarktyczny, pogoria, Przybyszewski, Robak, Szczepaniak

 


► Periplus – powrót na Stronę Główną