Kazimierz Babiński: „…gdyby na Wybrzeżu powołano wytwórnię filmową”

Czy Gdańsk w latach 60. ubiegłego wieku mógł stać się ze względu na swoją niezwykłość jako „miasta od nowa”, miasta portowego, stoczniowego i granicznego, rozumianego też jako „okno na świat”, ośrodkiem przemysłu filmowego?

Czy w tym czasie były sprzyjające okoliczności, aby idea, która pojawiła się w połowie dekady, mogła się zmaterializować? Warto przyjrzeć się temu przypadkowi.

 

Pomysłodawcą był Edgar Milewski,

prominentny gdański publicysta prasowy, ówczesny redaktor naczelny miesięcznika „Litery”[1].

Edgar Milewski (1927-1983)
źródło: Gedanopedia 

 

Litery – miesięcznik społeczno-kulturalny wybrzeża; 1968, nr 9 (81), wrzesień – winieta
źródło: Bałtycka Biblioteka Cyfrowa

 

Milewski w jednym ze stałych felietonów (cykl z małej litery) zamieszczanych na łamach redagowanego przezeń czasopisma zwrócił uwagę „na coraz częściej podejmowaną przez kinematografię polską problematykę ziemi gdańskiej, sprawy ludzi morza”[2].

Litery– winieta rubryki „z małej litery”
źródło: Bałtycka Biblioteka Cyfrowa

 

Pretekstem był V Ogólnopolski i II Międzynarodowy Festiwal Filmów Krótkometrażowych w Krakowie, 1965. W konkluzji Milewski stwierdził, że:

osiągnięcia i oddziaływanie polskiego filmu byłyby w tym, i z pewnością nie tylko w tym, zakresie znacznie większe, gdyby na Wybrzeżu powołano wytwórnię filmową[3].

Felieton nie wywołał dyskusji i polemik, więc do pomysłu powrócił rok później w felietonie zainspirowanym kolejnym festiwalem. Zawiedziony zakwalifikowaniem do konkursu zaledwie dwóch filmów o tematyce morskiej (animowanego Miejsce w reżyserii Edwarda Sturlisa i dokumentalnego ORP Błyskawica w reżyserii Bohdana Wieleckiego) określił stan rzeczy „bezmiarem morskiej pustki w naszej kinematografii”[4]. Następnie rozwinął tę myśl w retorycznych i oskarżycielskich pytaniach:

[…] jakie miejsce w tej nowej masowej polskiej produkcji wyznaczyliśmy morzu? Jaką filmową rangę nadaliśmy naszej polityce, nauce, gospodarce i kulturze morskiej? Jakie filmowe dokumenty stworzyliśmy w okresie obchodów Tysiąclecia Państwa Polskiego – Państwa od dziesięciu stuleci nierozerwalnie związanego z Bałtykiem. Jakie wreszcie dzieła filmowe powstały na miarę dokonanej w Polsce Ludowej rewolucji w budownictwie okrętowym – rewolucji zarówno przemysłowej jak i społecznej?[5]

Po czym podsumował dotychczasowy dorobek twórczy powołując się na opracowanie[6] Jerzego Wadowskiego i ubolewał, że to pozorny sukces, gdyż „wiele tych filmów miga się po powierzchni fal”[7] oraz zastanawiał się (antynomicznie), dlaczego na przekór dużemu zainteresowaniu widzów nie są rozpowszechniane i „pokrywa je kurz w archiwach i magazynach”[8].

Skąd przekonanie redaktora „o dużym zainteresowaniu”, jeśli nie były rozpowszechniane? Tu dygresja: rzeczywiście, filmy, nie tylko „morskie”, nie zawsze i nie wszędzie trafiały na ekrany, ale powodem nie był system dystrybucji, który jak na ówczesne warunki działał dosyć sprawnie, lecz niewystarczająca ilość taśmy filmowej, z której sporządzano kopie i jej niska jakość techniczna. Narzekano głównie na taśmę barwną ORWO, chociaż rzadko (na szczęście!) używano jej do produkcji filmów dokumentalnych: jej wyróżnikami były m.in. zanik koloru i podatność na uszkodzenia mechaniczne – nawet po kilkunastu projekcjach nie nadawała się do użytku i później nikt nie zawracał sobie głowy dorobieniem kolejnej kopii tego samego tytułu.

Winnych Milewski nie wskazał, co oczywiste, ale przyczynę owszem: ulokowanie wytwórni filmowych w głębi lądu. Zatem rozwiązaniem problemu byłaby jej budowa na Wybrzeżu. W tym widział szansę na zwiększenie produkcji filmów „morskich” i podniesienie ich poziomu merytorycznego i artystycznego.

Pomimo dalszego braku zainteresowania pomysłem i popierających listów oraz entuzjastycznych opinii i ocen, których – jak każdy naczelny – się spodziewał, nie dał za wygraną. Dwa lata później trafiła się kolejna okazja, by powrócić do tematu.

Dobrym pretekstem stało się spotkanie aktywu kulturalnego Gdańska z kierownictwem Wytwórni Filmów Oświatowych z okazji gdańskich premier trzech nowych krótkometrażowych filmów oświatowych poświęconych regionowi: Gdańsk – Stare Miasto, Port w Gdyni i Trójka gigantów (o stoczniach w Gdańsku, w Gdyni i w Szczecinie).

To rozbudziło po raz kolejny nadzieję Milewskiego na realizację jego idée fixe, zwłaszcza że twórcy dokumentów niechcący dorzucili mu solidny argument w postaci braku konsultacji naukowej komentarzy. W felietonie Zamki na piasku[9]powołał się na opinię Mariana Pelczara[10], dyrektora Biblioteki Gdańskiej Polskiej Akademii Nauk, wytykającego dokumentalistom błąd w tytule pierwszego, który zgodnie z nazewnictwem tej części miasta powinien brzmieć Gdańsk – Główne Miasto, następnie – niewłaściwy dobór herbów miejskich i królewskich oraz pominięcie świetnych tradycji budownictwa okrętowego na Brabanku [okolice ujścia Kanału Raduni do Motławy – K. B.], w Pucku i w Elblągu, i postulującego w konkluzji całą serię filmów o Gdańsku.

Milewski wykorzystał potknięcie filmowców. Nazwał je „historycznym opóźnieniem” i nieznajomością problematyki wynikającej z ich niedokształcenia. Wywód spuentował „koniecznością organizacyjnego powiązania zespołów realizatorskich z terenem” i realizacją tego przez „przeniesienie jednego z warszawskich czy łódzkich zespołów na Wybrzeże”.

Forsowanej przez Milewskiego tezie przeczył niewygodny dlań fakt nagrodzenia Złotym Lajkonikiem i Złotym Smokiem (rok 1964) na wspomnianym festiwalu dokumentu Powrót statku (1963) Mariana Marzyńskiego, o czym musiał wiedzieć. Jego pogląd na sprawę nieznacznie ewoluował, gdyż „powołanie wytwórni” zastąpił „przeniesieniem”, co w istocie rzeczy niewiele zmieniało. Do tego pomylił zespoły z producentami, o czym dalej.

Kadr z filmu Powrót statku
(1963; reż. Marian Marzyński;
Wytwórnia Filmów Dokumentalnych; 16 min.)
źródło: IMDB.com 

 

Na Wybrzeżu, czyli gdzie?

W Gdyni, w Słupsku, a może w Kościerzynie? Ta nieokreśloność miejsca była zastanawiająca. Niewykluczone, że wynikała z asekuracji autora nie chcącego narazić się władzom i środowiskom społeczno-kulturalnym większych miast województwa. Prawdopodobnie pod eufemizmem „Wybrzeże” myślał o Gdańsku jako miejscu przyszłej siedziby wytwórni uważanym, skądinąd słusznie, za centrum gospodarki morskiej kraju i kulturalnym regionu, i być może o sobie jako szefie lub kimś ze ścisłego kierownictwa.

Gdańsk, mający wówczas prawie 317 tysięcy mieszkańców, był miastem przemysłowo-robotniczym. Z danych statystycznych[11] na dzień 31 grudnia 1964 roku wynika, że spośród wszystkich zatrudnionych w gospodarce uspołecznionej (145.591 łącznie z dojeżdżającymi) najwięcej, bo aż 60.583 pracowało w przemyśle, 18.818 – w budownictwie, 18.775 – w transporcie i łączności, 14.550 – w tzw. „obrocie towarowym”, zaś wyższe wykształcenie ogółu miało zaledwie 10.957 pracowników (ok. 3,5%), w tym 954 humanistyczne, z czego tylko 861 pracowało w „oświacie, nauce i kulturze”. Dominowało szkolnictwo zawodowe, przede wszystkim związane z przemysłem okrętowym, które po roku 1990 powoli likwidowano, a niektóre włączano jako profilowane jednostki do zespołów szkół.

Milewski musiał sobie zdawać sprawę, że w Gdańsku nie ma twórców i specjalistów od przemysłu filmowego (reżyserów, scenarzystów, montażystów, scenografów, operatorów itd.), bazy i zaplecza intelektualnego o poziomie zbliżonym do środowisk twórczych Warszawy, Poznania, Łodzi, Krakowa lub Wrocławia – miast, jak by nie było, uniwersyteckich, będących siedzibami wytwórni filmowych, szkół filmowych, redakcji ważnych ogólnopolskich czasopism społeczno-kulturalnych i społeczno-politycznych.

Wszystko, co z ducha morskie i ważne było poza Gdańskiem – głównie w Gdyni. Tu była siedziba Wydawnictwa Morskiego (do końca lat 60.), Państwowa Szkoła Morska, Klub Morski, Morski Ośrodek Metodyczno-Informacyjny, a przy nim Amatorski Klub Filmowy „Maritime”, redakcja tygodnika „Bandera” (z dodatkiem „Żeglarz”), zaś w Warszawie – redakcja zasłużonego miesięcznika „Morze”. Gdańskim wyjątkami były: „Tygodnik Morski”, raczkujące Muzeum Morskie i specjalistyczne Instytuty: Morski i Bałtycki, prowadzące działalności naukowo-badawcze i wydawnicze.

W tym tkwiła pułapka, którą Milewski zręcznie ominął posługując się ogólnym, bezpiecznym pojęciem „Wybrzeże”. W ten sposób uniknął ryzyka narażenia się wybrzeżowemu środowisku twórczemu, głównie literackiemu, któremu udostępniał łamy pisma.

 

Przyjrzyjmy się kulturze filmowej Gdańska tamtych lat.

Miasto dekady lat 60. dwudziestego wieku – podobnie jak Wolne Miasto Gdańsk[12] mające podobną liczbę kin – było li tylko miejscem upowszechniania filmów i, jak poprzednik, przeciętnym, nie wyróżniającym się pod tym względem niczym szczególnym spośród innych zbliżonych doń wielkością miast w kraju.

W Gdańsku działało 18 kin stacjonarnych (podobnie jak np. w Poznaniu), obsługujących prawie wszystkie dzielnice i osiedla. Ostatnim kinem zbudowanym od podstaw (rok 1962) był „Kosmos” (na licencji radzieckiej) w Gdańsku – Oruni. Do pełni szczęścia brakowało kina panoramicznego.

Przy odrobinie dobrej woli za filmowe wyróżniki miasta można by uznać drugi, najstarszy i rozpoznawalny w kraju, znakomity Dyskusyjny Klub Filmowy „Żak” działający na bazie ogólnodostępnego kina (i odwrotnie) o tej samej nazwie.

DKF im. Z. Cybulskiego – program Spotkań Jesiennych 1969; str. 1-4
arch. Kazimierz Babiński

 

Był również unikatowy kompleks kinowy przy ul. Długiej: pod jednym adresem tworzyły go dwa kina: na parterze „Leningrad” (z balkonem) – ekskluzywne na tle innych w mieście i wówczas największe w Polsce, bo mające od 1100 do 1202 miejsc (z dostawkami), a na piętrze – „Kameralne” o 130 miejscach.

Kino „Leningrad w Gdański przy ul. Długiej 57
źródło: Gedanopedia

 

Repertuar kin – hybryda będąca wypadkową pryncypiów ustrojowych, sojuszy politycznych, cenzury, kapitalizmu państwowego, ekonomiki i innych czynników, był wbrew dzisiejszemu, powszechnemu przekonaniu o dominacji kina radzieckiego, dosyć zróżnicowany.

W kraju latach 1960-1969 na ekrany trafiło 408[13] filmów produkcji ZSRR, lecz przewyższała je ponad dwukrotnie liczba sprowadzonych z Zachodu, m.in. 240 pochodziło z USA, 239 – z Francji, 140 – z Wielkiej Brytanii, 129 – z Włoch, 38 – z RFN, 36 – z Japonii, 33 – ze Szwecji i niewielkie ilości z Hiszpanii, Danii, Holandii, Belgii i Finlandii, jednakże po doliczeniu filmów z tzw. bratnich krajów wielkości równoważyły się. Niewielka część zakupionych filmów trafiała do zamkniętego, limitowanego obiegu: kin studyjnych, dyskusyjnych klubów filmowych i na uczelnie, więc niektóre miasta były uprzywilejowane; Gdańsk do nich należał dzięki działalności „Żaka”, umożliwiającego wybrańcom spotkania z klasyką kina, nowościami i filmami-legendami. Jednakże normą było podporządkowanie filmowego życia kinu radzieckiemu.

Dziennik Bałtycki z 13 maja 1965 r.: repertuar kin Gdańska
arch. Kazimierz Babiński

Gościły w Gdańsku m.in. aktorki Lubow Orłowa i Nonna Mordiukowa (życiowa rola w Komisarzu, 1967, Aleksandra Askoldowa), ekipa twórców filmu Żywi i martwi (1964) Aleksandra Stołpera, aktor Aleksander Demianienko (znany m.in. z Kaukaskiej branki, 1967, Leonida Gajdaja), i inni. W miejskim kalendarzu imprez filmowych najważniejsze były coroczne dni filmu radzieckiego połączone ze spotkania z twórcami i cykl edukacyjny pod nazwą Rosyjski poprzez filmy, realizowany przez Wojewódzki Zarząd Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej w kinie „Przyjaźń” przy ul. Długiej, gdzie wyświetlano filmy w oryginalnej wersji językowej.

Tę monokulturę filmową przewietrzano od czasu do czasu podmuchem z Zachodu. Wydarzeniem były recital wybitnej śpiewającej aktorki Marleny Dietrich (1966) i spotkanie (zorganizowane przez Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki) z belgijską reżyserką Geneviève de Grand’ Ry połączone z prezentacją jej krótkometrażówek.

Spory margines swobody miał amatorski ruch filmowy. W Trójmieście działało 9 amatorskich klubów filmowych[14], z czego 6 w Gdańsku: 2 spółdzielcze (AKF „Przymorze” i AKF „X Muza”), 2 przy domach kultury (AKF „Gdańsk” i AKF „Studio 88”), studencki AKF „Żak” ze studium filmowym i zajęciami teoretyczno-warsztatowymi, podczas których uczestnicy tworzyli filmy, i AKF „Krabik” przy Wojewódzkim Komitecie Stronnictwa Demokratycznego. Pomimo problemów natury technicznej i ekonomicznej nieźle sobie radziły idorobiły wojewódzkich przeglądów twórczości.

DKF „Żak” – repertuar na styczeń, luty i marzec 1970 r.
arch. Kazimierz Babiński

 

Powstawały kolejne dyskusyjne kluby filmowe, m.in. przy studenckim klubie Medyk i przy Stoczni Gdańskiej. Zainteresowani pogłębianiem wiedzy o filmie byli zdani wyłącznie na ogólnopolską prasę branżową, gdyż „Litery” bardzo rzadko publikowały większe i analityczne teksty poświęcone X Muzie. Przyczyną był brak lokalnych recenzentów i krytyków, więc ograniczały się, podobnie jak prasa lokalna, do okazjonalnych wzmianek, notek, krótkich wywiadów z lokalnymi pisarzami i aktorami.

Od końca lat 50. do końca dekady lat 60. miasto „zagrało siebie” w czterech ważnych filmach ściśle związanych z jego historią najnowszą: w Wolnym Mieście (1958) i w Westerplatte (1967) – oba w reżyserii Stanisława Różewicza, w Do widzenia, do jutra (1960) Janusza Morgensterna i w Kocie i myszy (1967) Hansajürgena Pohlanda wg noweli Güntera Grassa. Było również anonimowym miejscem scen plenerowych, m.in. w Walecie Pikowym (1960) Tadeusza Chmielewskiego, Poradniku matrymonialnym (1967) Włodzimierza Haupego i w dwóch odcinkach (II i IV) serialu Stawka większa niż życie.

 

Powróćmy do wytwórni filmowej,

która jest sui generis fabryką, kombinatem, producentem tego, co zlecono. Przypisanie jej przez Milewskiego funkcji sprawczej i twórczej, to klasyczny przykład arystotelesowskiej entelechii, antropomorfizacji lub przenośni; to tak, jakby drukarnie same pisały książki i je wydawały.

W ówczesnej strukturze kinematografii wyraźnie oddzielono funkcję producencką od twórczej. Tą drugą zajmowano się w zespołach filmowych, o czym niżej, z jednym wyjątkiem: studiów filmów animowanych, w których filmy powstawały i były produkowane. Być może Milewski miał na myśli tego rodzaju hybrydę organizacyjną postrzegając tematykę morską jako specyficzną, odrębną, zasługującą na poświęcenie jej większej uwagi niż innym, a nawet dominującą nad nimi.

W tym czasie w kraju działało osiem wytwórni filmowych: WF Fabularnych Nr 1, WF Fabularnych Nr 2, Wytwórnia Filmów Dokumentalnych, Wytwórnia Filmów Oświatowych, Wytwórnia Filmowa Czołówka, Studio Małych Form Filmowych, Studio Filmów Rysunkowych, Studio Miniatur Filmowych. Ze statystyki wykorzystanej przez Wiesława Stempela w artykule[15] zamieszczonym na łamach miesięcznika „Kino” wynika, że w latach 1945-1970 wyprodukowano około 10 tysięcy filmów dokumentalnych, oświatowych, szkoleniowych, instruktażowych reklamowych, propagandowych, animowanych o najprzeróżniejszej tematyce, a więc średnio – około 400 rocznie. To oznacza, że każda wytwórnia po rozkręceniu i ustabilizowaniu produkcji po roku 1945 produkowała co roku średnio około 65 tytułów (z wyłączeniem filmów fabularnych). Najwięcej, co oczywiste, Wytwórnia Filmów Dokumentalnych, Wytwórnia Filmów Oświatowych i Wytwórnia Filmowa Czołówka.

Z Milewskim wypada się zgodzić w jednym: 100 filmów krótkometrażowych poświęconych regionowi gdańskiemu i związkom z morzem, powstałych w latach 1945-65 (średnio 5 rocznie), to niewiele na tle całościowej produkcji. Nie sposób natomiast potraktować poważnie jego twierdzenia, graniczącego niemal z pewnością, lecz nie popartego analizami i dowodami, że powstanie wyspecjalizowanej, monotematycznej wytwórni przyczyniłoby się do ich zwielokrotnienia. To z jednej strony myślenie dialektyczne, zakładające przemianę ilości w jakość, z drugiej – opary absurdu, demagogii, populizmu oraz zaklinania tamtej rzeczywistości.

Apele i prośby o „więcej i lepiej” należało kierować do środowisk twórczych, działaczy organizacji społeczno-kulturalnych, zrzeszeń, związków zawodowych, urzędników, polityków, przekonywać konkretnych twórców do zajęcia się tematyką, motywować i naciskać ich. Być może wówczas efekty takich bezinwestycyjnych działań mogłyby okazać się skuteczne i z pewnością usatysfakcjonować nie tylko pomysłodawcę, ale i partyjnych pryncypałów.

Władze nie były zainteresowane rozpraszaniem lokalizacji wytwórni przez tworzenie filii lub budowę nowych, z wyjątkiem ich fragmentarycznych modernizacji połączonych niekiedy z rozbudową i planowały budowę dużej wytwórni filmów fabularnych z siedzibą w Warszawie, co uzasadniały potrzebą nadania większej rangi temu rodzajowi filmu – z czego, jak zwykle, nic nie wyszło.

Liczba wytwórni, struktura, system produkcji oraz statystyki nie pozostawiały złudzeń co do iluzoryczności i bezcelowości pomysłu utworzenia kolejnej. Drugi etap centralizacji i umacniania tak rozumianego systemu produkcji filmów, ich rozpowszechniania, w tym budowy kin i ich eksploatacji, rozpoczął się w połowie następnej dekady po ogłoszeniu Prognozy rozwoju kultury polskiej do 1990 r.[16]de facto wygasł dopiero w połowie dekady lat 90. W wyniku tego procesu zostały zlikwidowane prawie wszystkie kina prowincjonalne na rzecz multipleksów w centrach dużych miast, zniechęcając część mieszkańców satelitarnych miejscowości i peryferyjnych osiedli do czasochłonnych i kosztownych wypraw.

Czy w idei Milewskiego mieścił się też pełnometrażowy film fabularny o tematyce morskiej i regionalnej? To zdumiewające, że Milewski go pominął. Prawdopodobnie pod skrótowym i ogólnym pojęciem „filmu morskiego” było miejsce i na fabułę i na region.

W latach 1960-69 takich filmów powstało raptem 11, w tym 4 wcześniej wymienione. Do listy należy dopisać nijakie i do zapomnienia: Kobiela na plaży (1963) Andrzeja Kondratiuka, Ostatni kurs (1963) Jana Batorego, Yokmok (1963) Stanisława Możdżeńskiego, Panienka z okienka (1964) Marii Kaniewskiej, Cała naprzód (1965) Stanisława Lenartowicza, Ostatni po Bogu (1968) Pawła Komorowskiego i Molo (1968) Wojciecha Solarza.

 

Filmy fabularne powstawały w zespołach filmowych,

które zrzeszały (na zasadzie dobrowolności) reżyserów, scenarzystów, scenografów, producentów, literatów konsultantów, krytyków i recenzentów, kompozytorów stwarzając im warunki do działalności i organizując przyszłą produkcję.

To tu twórcy nadawali ostateczny kształt koncepcjom, planom, projektom, zarysom, wizjom. Przedsiębiorstwo Realizacji Filmów „Zespoły Filmowe”, któremu podlegali, dostarczało zamówiony, niezbędny do realizacji sprzęt i narzędzia, zapewniało transport, obsługę, logistykę itp. Wystarczyło kręcić. Później film trafiał do wytwórni.

W tym czasie działało w kraju 8 zespołów filmowych: Droga (dawniej: Po Prostu), Iluzjon, Kadr, Kamera, Rytm, START, Studio, Syrena i TOR. W zespołach filmowych odżegnywano się od kina producenckiego na rzecz autorskiego, co było od czasu do czasu zarzewiem konfliktów z władzą polityczną, głównie w sferze ideologicznej, która jako dysponent środków produkcji mogła w każdej chwili spacyfikować zbyt samodzielnego i niepokornego twórcę, zatem pewna część filmów była kompromisem stron. Partia dążyła też do obsadzania swoimi ludźmi kierownictwa zespołów[17], co pozwalało podczas powstania filmu na bieżącą kontrolę treści z wersją zatwierdzoną przez cenzurę, a nie dopiero w trakcie kolaudacji, co nierzadko kończyło się położeniem dzieła na półkę, wymierną stratą finasową, podpadnięciem reżysera i zawodową śmiercią. Nie wiadomo więc, czy zespoły były dobrodziejstwem, czy przeciwnie.

 

Ten rodzaj filmu: „fabularnego o temacie morskim”,

mógł być dla gdańskiego środowiska twórczego szansą zaistnienia jako stricte marynistycznego, wykazania się, udowodnienia, że „ci z głębi lądu nie mają w tej materii nic do powiedzenia lub niewiele, bo nie znają naszych nadmorskich i morskich realiów, specyfiki regionu” itd., itp.

Warto pokusić się o próbę rozważenia, czy w Gdańsku była szansa na utworzenie sprofilowanego zespołu filmowego, który organizacyjnie mógłby stać się częścią wytwórni. Odpowiedzi należy poszukać w środowisku i twórczości lokalnych literatów i odpowiedzieć na pytanie, czy wśród nich byli tacy, którzy mieli pojęcie o marynistyce i uprawiali ją w ścisłym znaczeniu tego słowa, czyli taką, której głównym, przewodnim tematem jest morze i implikowane przezeń szeroko pojmowane skutki, tacy, którzy znali się na morskiej i branżowej terminologii, niezbędnej przy tworzeniu scenariuszy i byli w stanie sprawnie posługiwać się nią w warstwie słownej.

Z przywołanego na wstępie opracowania Wadowskiego wynika, że w przygniatającej większości są to bardzo specjalistyczne filmy, adresowane do wąskich grup zawodowych związanych z różnymi dziedzinami gospodarki morskiej. Przykładowe tytuły niektórych z nich: Mechanizacja transportu w portach, Alarm opuszczenia statku, Echosondy w rybołówstwie, Praca nurka, Budowa kutra rybackiego, Wodujemy nowe statki itp., uzmysławiają, z czym musieliby się zmierzyć.

Owszem, tacy byli, ale w Państwowej Szkole Morskiej, na Politechnice Gdańskiej, w stoczniach, w obu ww. instytutach, w Marynarce Wojennej i innych strukturach związanych z szeroką rozumianą „uprawą morza”. W tym przypadku problemu nie było, zwłaszcza że w roku powstawało tylko kilka takich filmów. Problem tkwił w tym, że eksperci nie byli literatami, a literaci – ekspertami: o ile pierwsi byli poza wszelką dyskusją, o tyle drudzy już nie, zatem proces powstania scenariusza wymagał pośredników w postaci konsultantów, na co wskazał Marian Pelczar.

W powojennym sporze o marynistykę zwyciężył – i przetrwał do dziś – pogląd, skądinąd racjonalny, o konieczności wyrażania w utworach literackich, „morskiej prawdy”[18] , zatem terminologia marynistyczna powinna być obowiązkowym składnikiem warstwy leksykalnej dzieła o takiej tematyce i obligować twórcę do jej stosowania. Miarodajny i powściągliwy w ocenach Bronisław Miazgowski wymienia[19] (z dającym się wyczuć dystansem) trzech literatów-marynistów: Stanisławę Fleszarową-Muskat (wyłącznie jako poetkę), Edwarda Fiszera (poetę) i Franciszka Fenikowskiego (prozaika i poetę) nazywając ich zespołem marynistycznym znanym pod symbolem „3xF” (“3 razy F”) oraz Lecha Bądkowskiego (prozaika, publicystę i eseistę).

Czy ich twórczość była stricte marynistyką? Z pewnością nie. To twórczość implikowana przede wszystkim miejscem zamieszkania, fascynacją jego przeszłością, teraźniejszością i „snach o morskiej potędze”. Niczym ponadto. Morze jest w niej tylko tłem, drugim lub trzecim planem. Miarą marynistyki i niedościgłym wzorem jest twórczość Melville’a, Conrada, Marryata, lub Borchardta, wyrosła z osobistych przeżyć autorów i ich doświadczeń, a więc z tego, czym nie mogli wykazać się gdańscy literaci i co powoduje opór w określaniu ich utworów jako marynistycznych. Pod względem poznawczym i artystycznym ich utwory są tyle warte, ile powieści Karola Maya o Dzikim Zachodzie.

Spośród nich niewielkie doświadczenie w pracy nad filmem mieli: Franciszek Fenikowski, który pisywał komentarze[20] i scenariusze do filmów krótkometrażowych, i Stanisława Fleszarowa-Muskat, autorka scenariusza do filmu Spotkania w mroku (1960) wg własnej powieści pod tym samym tytułem[21], ale to, obok braku w Gdańsku zawodowych filmowców, było za mało, by stworzyć zespół mający specjalizować się w tworzeniu dzieł o tematyce morskiej.

Przedsięwzięcie mogło się udać, jednakże pod warunkiem liberalizacji kryterium tematycznego. Przykładem był założony w roku 1972 w Katowicach Zespół Filmowy Silesia[22], kierowany przez kilka lat przez Kazimierza Kutza, z którym współpracowali wybitni literaci, m.in. Wiesław Myśliwski, Edmund Niziurski, Wilhelm Szewczyk, Małgorzata Szejnert i wielu znanych reżyserów, będących również scenarzystami. Wbrew nazwie sugerującej twórczość związaną z regionem powstawały tu filmy, które „grały im w duszach”, na przykład Sanatorium pod Klepsydrą (1973) Wojciecha J. Hasa.

W tym różnorodnym pod względem osobowości twórczych zespole, a byli tam poza Hasem – Grzegorz Królikiewicz, Andrzej Barański, Julian Dziedzina i Ryszard Ber, stworzono 60 dzieł, z których tylko kilkanaście opowiada o ziemi śląskiej, m.in. Grzeszny żywot Franciszka Buły (1980) Janusza Kidawy, Ptaki, ptakom … (1976) Pawła Komorowskiego, Do góry nogami (1982) Stanisława Jędryki, Gdy nad Anną gorzało niebo (1981) – dokument fabularyzowany Romualda Dobrzyńskiego, Okrągły tydzień (1977) Tadeusza Kijańskiego.

Dla gdańskiego zespołu byłby jeszcze jeden próg, ale czy do pokonania? Obligatoryjne przeniesienie się do Warszawy, która była siedzibą wszystkich zespołów, także Zespołu Filmowego Silesia.

Za niewykorzystaną szansę gdańskiego środowiska literackiego, puentę ambicji filmowych i ostateczną klęskę idei Milewskiego, trzeba uznać brak reakcji władz i lokalnego środowiska twórczego na zainteresowanie Zespołu Filmowego Iluzjon w roku 1973 twórczością pisarzy kaszubskich, m.in. Agustyna Necla (Kutry o czerwonych żaglach), Jana Piepki (Szumiące wrzosy – planowano serial o roboczym tytule Maszoperia Klemensów w reżyserii Ryszarda Bera), a także zamiar ekranizacji powieści Stanisława Goszczurnego Koniec najdłuższego rejsu, wszystko jako duży projekt pn. morskie seriale telewizyjne.

Stan rzeczy po latach trafnie podsumował Jerzy Giżycki w artykule Dlaczego polska sztuka filmowa unika tematyki morskiej?[23] Autor powtarza pytania zadane wcześniej przez Edgara Milewskiego: czy zaliczanie się do państw morskich znajduje odbicie w sztuce filmowej i czy to, co zostało zrobione, zaspokaja nasze ambicje i oczekiwania? Jego odpowiedzi temu przeczą. Pisze:

Nie sposób logicznie wytłumaczyć znikomość filmowej marynistyki. Najłatwiejsza diagnoza: nie znaleźli się twórcy filmowi, którzy by dostatecznie połączyli swe plany robocze z sentymentem do morza.

Dokonując bilansu artystycznego Milewski wskazuje na Orła (1959) Leonarda Buczkowskiego jako dzieło „wyróżniające się, właściwie par excellence marynistyczne”. Za porażki uważa m.in. Prom (1970) Jerzego Afanasjewa, Przystań (1970) Pawła Komorowskiego, Kaszëbe (1971) Ryszarda Bera („niespójny, lecz pełen dobrych chęci”).

 

Warto zwrócić uwagę na aspekty propagandowe pomysłu Milewskiego

i poświęcić im kilka słów.

Stocznia Gdańska w latach 1960.
Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

Idea znakomicie wpisywała się w ideologiczne pryncypia ustrojowe. Jednym z nich było opiewanie kultu pracy jako „największego bogactwa narodu” zastąpione niecałą dekadę później gierkowską „propagandą sukcesu”.

Propagandowy znaczek pocztowy emitowany w 1970 r. na XXV-lecie PRL:
„Wodowanie statków morskich – 10, miejsce w świecie”; projekt: Franciszek Winiarski
(1931–1999)
arch. Kazimierz Babiński

 

Celem tak pojmowanego „etosu pracy” była gruntowna przebudowa świadomości społeczeństwa na zgodną z linią partii. Kapitalizm państwowy i zapóźnienie cywilizacyjne gospodarki implikowało fatalne warunki pracy i wynikające zeń wszystkie najgorsze cechy tego systemu gospodarczego. Maskowano je m.in. mitologizowaniem, romantycznością (vide: „Socjalizm romantyczny”, to tytuł części Zarysu dziejów socjalizmu polskiego, 1966/1972, Lidii i Adama Ciołkoszów), patetycznością, stwarzaniem aury wyjątkowości niektórych zawodów, złudnego szczęścia i poczucia bezpieczeństwa, nagradzaniem przydziałami limitowanych dóbr, np. mieszkaniami, talonami na auta, wyjazdami zagranicznymi i awansami itp.

Drugim była mitologizacja Bałtyku i sztucznie wykreowanych tradycji morskich. Milewski przeceniał morze, które było (i pozostało) narzędziem politycznym, propagandowym, promującym osiągnięcia władzy, podobnie zresztą jak przed II wojną światową. W porównaniu z innymi akwenami Bałtyk de facto zawsze był peryferyjny[24] i takim nadal pozostaje[25], zaś Polska wówczas była i nadal pozostaje krajem rolniczym: ok. 50% jej powierzchni to użytki rolne (15,4 mln ha). 

Propagandowy znaczek pocztowy emitowany w 1966 r.:
„XX rocznica nacjonalizacji przemysłu 1946-1966”; projekt: Andrzej Heidrich
(1928–2019)
arch. Kazimierz Babiński

 

Marynistyczna luka została wypełniona

na przełomie dekady lat 60. i 70. przez regionalny ośrodek Telewizji Polskiej. Na antenie pojawiły się własne, cykliczne i profesjonalnie przygotowywane produkcje – cykle: „Latający Holender” (emitowany również przez kilka lat na antenie ogólnopolskiej), „Nawigator” i „Panorama morza”, które znakomicie popularyzowały wiedzę o morzu (nie tylko o Bałtyku) zastępując filmy, o które zabiegał felietonista.

Echo idei Milewskiego dało się usłyszeć jeszcze w roku 1972. Wówczas na plenum Wojewódzkiego Komitetu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Gdańsku zatwierdzono program rozwoju kultury ziemi gdańskiej do roku 1980. W nim znalazło się takie oto odniesienie do kultury filmowej:

Przewiduje się szersze niż dotychczas wykorzystanie filmu, jednej z najbardziej masowych form przekazu artystycznego, do propagandy dorobku kulturalnego kraju i regionu. Powstanie wiele dyskusyjnych klubów filmowych i film wkroczy do programu nauczania szkolnego. W tym celu do 1980 r. powołany zostanie Morski Zespół Filmów Fabularnych w Gdańsku, którego zadaniem będzie upowszechniania kultury morskiej[26].

Echo, jak wiadomo, to jedna z wad akustycznych, z którą często mamy do czynienia w pomieszczeniach, więc ten kolejny twór o bełkotliwej nazwie, nigdy nie wyszedł poza koncept, zaś wnioskodawców zmiotła kolejna, cykliczna (dekadowa) rewolucja społeczna.

W stoczniach i w porcie powoli zaczynała pojawiać się rdza, która doszczętnie zżarła bazę i nastała cisza morska. W taki oto sposób zakończył się sen o potędze morskiej. Nie tylko na ekranach kin.

Stocznia Gdańska w roku 2013
fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

Kazimierz Babiński
maj 2022

Tekst, w wersji skróconej, był opublikowany w roczniku:
Ręcznik. Magazyn Centrum Sztuki Współczesnej w Gdańsku, 2022 nr 5

 

.


[1] Miesięcznik społeczno-kulturalny wydawany w Gdańsku latach 1962-1974 i 1995-1996. Redaktorami naczelnymi byli: Waldemar Slawik (1962-1963), Edgar Milewski (1963-1973), Andrzej Cybulski (1973-1974), Sławomir Marcinkowski (1995-1996).

[2] Milewski, Edgar. „mocne uderzenie”; w: Litery, 1965, nr 8, s. 3.

[3] Tamże, s. 3.

[4] Milewski, Edgar. „morze bez filmu”; w: Litery, 1966, nr 7, s. 3.

[5] Tamże, s. 3.

[6] Zob.: Wadowski, Jerzy. Morze i Pomorze : książki, czasopisma, filmy. Warszawa : Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, 1964, ss. 356-382.
Autor wymienia 112 filmów dokumentalnych, oświatowych, szkolnych, instruktażowych i fabularnych z wątkami morskimi. Fabularne powstały w: Zespołach Realizatorów Filmowych: ZRF Studio, ZRF Rytm, ZRF Iluzjon, ZRF Kadr, a ich producentem była Wytwórnia Filmów Fabularnych w Łodzi. Filmy oświatowe, dokumentalne, instruktażowe i pozostałe wyprodukowały: Wytwórnia filmów Oświatowych w Łodzi, Ośrodek Usług Filmowych w Warszawie, Warszawska Spółdzielnia Filmowa, Wytwórnia Filmów Dokumentalnych w Warszawie, Instytut Filmowy w Łodzi, Telewizja Warszawa, Zespół Filmowy Millennium, Ośrodek Filmowy przy Instytucie Naukowym Kultury Fizycznej i Turystyki. Autor wymienia też kilka filmów produkcji radzieckiej, wschodnioniemieckiej, czechosłowackiej, francuskiej i chińskiej. Niektóre z nich były koprodukcjami, zaś do kilku z nich wytwórnie dodały polskie wersje językowe.

[7] Milewski, Edgar. „morze bez filmu”; w: Litery, 1966 nr 7 s. 3.

[8] Tamże, s. 3.

[9] Milewski, Edgar. „Zamki na piasku”; w: Litery, 1968, nr 9.

[10] Marian Pelczar (1905-1983), dr, organizator i dyrektor Biblioteki Gdańskiej PAN, autor ponad 80 rozpraw i studiów dotyczących dziejów Pomorza oraz Gdańska, w tym książki Polski Gdańsk [Pelczar, Marian. Polski Gdańsk. Gdańsk : Biblioteka Miejska, 1947].

[11] Rocznik Statystyczny Miasta Gdańska 1946-1965. Waluszewski, Karol [red.]. Gdańsk : nakładem Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, 1965.

[12] Zob.: Andrzejewski, Marek. Z dziejów kina w Gdańsku w latach 1896-1945. Gdańsk Sopot : Wyd. Uniwersytetu Gdańskiego, 2013.

[13] Zob.: Szymański, Dariusz. „Filmy radzieckie rozpowszechniane w polskich kinach w latach 1944-1989 (układ chronologiczny). wersja 3.1”. Na ekranach PRL. Rozpowszechnianie i recepcja filmów w Polsce w latach 1944-1989. 2020-09-05;  dostęp: 2022-05-07.

[14] Zob.: Jocher, Waldemar. „Pisać kamerą”, w: Litery, 1968 nr 1.

[15] Stempel, Wiesław. „Przemysł filmowy w Polsce Ludowej”; w: Kino, 1970 nr 7.

[16] Zob.: Prognoza rozwoju kultury polskiej do 1990 r. Gołębiowski, Bronisław [red.]. Warszawa : Ministerstwo Kultury i Sztuki. Komisja Prognozowania przy Ministrze Kultury i Sztuki, 1973.

[17] Zob.: Hendrykowski, Marek. „Historia zespołów filmowych z dzisiejszej perspektywy”. Images. The International Journal of European Film, Performing Arts and Audiovisual Communication. Tom 12 Nr 21 (2013), s. 341-351. Publ. 2013-01-13; dostęp: 2022-05-05.

[18] Zob.: Tuczyński, Jan. Marynistyka polska. Poznań : Wyd. Poznańskie, 1975.

[19] Zob.: Miazgowski, Bronisław. Morze w literaturze polskiej. Gdynia : Wyd. Morskie, 1964.

[20] Zob.: „Franciszek Fenikowski. Filmografia”. Internetowa Baza Filmu Polskiego filmpolski.pl ; dostęp: 2022-05-07.

[21] Tamże.

[22] Zob.: „Zespół Filmowy Silesia”. Internetowa Baza Filmu Polskiego filmpolski.pl ; dostęp: 2022-05-07.

[23] Zob. Giżycki, Jerzy. „Dlaczego polska sztuka filmowa unika tematyki morskiej?”; w: Litery, 1973 nr 2.

[24] Zob. Wapiński, Roman. „Polska jako pomost”; w: Przegląd Polityczny, 1998, nr 36.

[25] Zob.: Babiński, Kazimierz. „Czy Bałtyk jest nam dziś potrzebny”; w: Forum Pomorskie, 2007, wrzesień – październik.

[26] Preis, Mieczysław. „Raport o stanie gdańskiej kultury – refleksje po plenum Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku”; w: Rocznik Kulturalny Ziemi Gdańskiej 1973. Gdańsk : Wyd. Morskie, 1973; s. 14.


► Periplus – powrót na Stronę Główną