Zbigniew Studziński: Sto lat, Gdynio!

10 lutego 1926 roku Gdynia uzyskała prawa miejskie.
Sto lat temu. Cały wiek. 

Uświadomiłem sobie, że jestem całkiem niewiele młodszy od Gdyni. Jeśli wziąć pod uwagę moje z nią związki, to śmiało mogę powiedzieć, że jesteśmy mocno skoligaceni. Całe moje żeglarskie życie było z tym miastem związane. W sposób naturalny. Był to w tamtych czasach największy i najprężniejszy port jachtowy nad Bałtykiem, położony możliwie najbliżej Warszawy, gdzie mieszkałem i mieszkam do dzisiaj. Kilka godzin w pociągu i już.

Po wyjściu z pociągu i zarzuceniu na grzbiet bagażu szło się szparko ulicą 10 lutego (!), prosto jak strzelił, w stronę Skweru Kościuszki i dalej do Basenu Zaruskiego. W sumie kawał drogi, gdy trzeba nieść i rzeczy osobiste i zapasy żywności, a czasem też jakieś części do wymiany, czy potrzebne do usunięcia awarii zasygnalizowanej przez poprzedników, od których przejmowało się jacht.

Idąc mijało się szyldy PLO i PŻM czyli Polskich Linii Oceanicznych i Polskiej Żeglugi Morskiej. I pomyśleć, że kiedyś mieliśmy takie, wielkie, znane na świecie, przedsiębiorstwa żeglugowe. Komu to przeszkadzało?! Na moich oczach w Polsce zlikwidowano gospodarkę morską.

A kiedy w oddali ukazywały się stalowe żagle obok pomnika Józefa Conrada Korzeniowskiego, a potem szary budynek Szkoły Morskiej, było się już w domu.

Basen Zaruskiego, żeglarski, w sezonie, latem, tętnił życiem. Nie było wówczas płotów odgradzających wodę od lądu. Całą szerokością nabrzeża spacerowały tłumy wczasowiczów. Wśród nich krzątali się żeglarze. Zdawali albo przejmowali jachty, wykonywali drobne naprawy, zaaferowani biegali do budynków klubowych, gdzie można było skorzystać z pomocy fachowców w tamtejszych warsztatach, albo skorzystać z toalety lub wykąpać się. Choć tym ostatnim to już różnie bywało.

W roku 1997 kończyłem w Gdyni rejs na jachcie Helius. Była słoneczna niedziela. Około południa wszystkie nabrzeża były pełne spacerujących wczasowiczów. Stateczne matrony, rozdokazywane dzieci w wielkiej liczbie, umordowani ojcowie rodzin. Zaglądali we wszystkie zakamarki, wchodzili na pomosty, zerkali ciekawie na pokłady jachtów – a było ich tam, że ho, ho! – i w głąb zejściówek, pod pokłady.

My na Heliusie czekaliśmy na następną załogę, która powinna zjawić się już niedługo. Pociąg z Warszawy miał dojechać lada chwila. Pokład pod niebo zawalony był stertami przygotowanego do przekazania sprzętu, suszących się materaców, koców i lin. Obok, spakowane już, nasze torby i plecaki. Pod pokładem trwały jeszcze ostatnie porządki, doczyszczanie kambuza, zamiatanie podłóg. Rutyna. I pośród tego chaosu, na oczach i uszach zaciekawionych spacerowiczów spod pokładu Heliusa wyszła na pokład drobna, siedmioletnia dziewczynka, moja córka. Rozejrzała się po rumowisko na pokładzie i gromko zawołała: „Czyj to browar tutaj stoi?!”.

Konsternacja wśród stojących na nabrzeżu rodzin godna zapamiętania. Do dziś nie wiem, ile z szacownych mam uznało wówczas, że żeglarstwo to Sodoma z Gomorą, a nie zajęcie dla dzieci.

Basen Zaruskiego w tamtym czasie wyglądał trochę inaczej. Mniej było pomostów, więcej dalb do cumowania. Ale przede wszystkim na samym końcu południowego falochronu znajdowała się betonowa budka Bosmana Portu. A Bosman to była persona! Pan i władca. Bez jego zgody nikt nie mógł wypłynąć z portu. On decydował czy, kto i kiedy uzyska takie pozwolenie. Szykując się do wyjścia należało zebrać wszystkie wymagane dokumenty – nikt dzisiaj nie uwierzy, ile tego było – i zgłosić się do Bosmana z prośbą o wyznaczenie terminu odprawy i kontroli. Zgłosić się, czyli przespacerować się na samą główkę, wokół całego basenu. Bosman zawiadamiał także o takich zamiarach WOP (Wojska Ochrony Pogranicza). Tylko jachty należące do Jacht Klubu Kotwica zwolnione były z tych obowiązków. Wiadomo – klub Marynarki Wojennej.

Bosman bosmanowi nierówny. Wszak to też ludzie. Wielu było rozsądnych – pilnowali przepisów bez dręczenia żeglarzy. Ale trafiali się zupacy, którym krzywa pieczątka albo brak przecinka dawały powód nawet do zatrzymania jachtu w porcie. Prawdą jest, że nikt nie lubił chodzić do Bosmana ze zgłoszeniem wyjścia.

W październiku roku 1984 płynąłem jako pierwszy oficer na jachcie Generał Zaruski. W tym też czasie w Gdyni odbywały się egzaminy z manewrowania jachtem żaglowym na stopień jachtowego kapitana żeglugi bałtyckiej. Mój Przyjaciel, dowodzący wówczas Zaruskim, poszedł mi na rękę i w dniu egzaminów zacumowaliśmy w Basenie Zaruskiego, gdzie mogłem przesiąść się na jacht egzaminatorów. Jednym z manewrów, które kazano mi wykonać, było podejście do główki Bosmana właśnie. Był tam krótki kawałek nabrzeża i dalej na wschód rząd dalb. Po egzaminie opowiadał mi Przyjaciel, że wielu na pokładzie Zaruskiego z uwagą obserwowało moje poczynienia i telepatycznie podpowiadało mi, co mam robić. Wierzę, że ich pomoc była przydatna.

Postoje w porcie to jednak nie tylko sprzątanie i reperowanie. Konieczna jest także odrobina rozrywki. Wszak były to przecież nasze urlopy. Najbliższym Basenu Zaruskiego ośrodkiem rozrywki był bar, którego prawdziwej nazwy nie pamiętam. Wśród żeglarzy znany był jako „Ankierbar”. Była to (chyba) drewniana budowla przy Skwerze Kościuszki, tuż w lewo po wyjściu z Basenu. Dzisiaj ten fragment ulicy nosi nazwę Aleja Jana Pawła II. Na trawniczku przed wejściem do baru stała na kawałku betonu kotwiczka admiralicji (stąd nazwa baru). W upalne dni zawsze można było szybko wpaść na… cokolwiek.

Za to dalej ku miastu, po drugiej stronie Skweru Kościuszki, tuż przed ulicą Świętojańską był bar „Kapitański”. Ten dla odmiany miał inną zaletę. Był otwarty bardzo długo. Może nawet całą noc? Co dla spragnionych i zgłodniałych (?) nie było bez znaczenia.
Któregoś razu weszliśmy do portu w środku nocy. Wydaje mi się, że było około drugiej. Po zacumowaniu trzeba było koniecznie przejść się, żeby sprawdzić, czy stały ląd w Gdyni się kołysze. Kiedy zobaczyliśmy, że „Kapitański” jest otwarty, weszliśmy. Rejs był raczej trudny i byliśmy mocno przemarznięci. Wtedy moja Ewa spytała, czy mają herbatę z jarzębiną. Mieli! Od tamtej pory był to jej ulubiony bar portowy.

Po tej samej stronie co bar „Kapitański”, ale bliżej, było kiedyś kino. Dzisiaj już go nie ma. Zdarzyło się, że z powodu złej pogody musiałem przeczekać w porcie jeden dzień. Żeby jakoś zagospodarować załogę, zaproponowałem wyprawę do kina. Im też pozostawiłem wybór filmu. To było niezapomniane doświadczenie. Wyszedłem z kina z głębokim przeświadczeniem, że był to najgłupszy film, jaki w życiu widziałem. Miałem wrażenie, że ktoś gwałci i obraża moją inteligencję. Z litości nie podam tytułu, ale film – w doborowej amerykańskiej obsadzie – zrobił potem olbrzymią światową karierę. Co ze mną nie tak?

Dla nas, żeglarzy, Gdynia właściwie sprowadzała się do bardzo ograniczonego obszaru. Począwszy od okolic Szkoły Morskiej po ulicę Świętojańską. Dalej zwykle nie mieliśmy wiele do roboty (może oprócz zakupów). Były jednak okoliczności, które sprawiały, że odchodziło się od osi Skweru Kościuszki.

Szykując się do wyjścia w morze kapitanowie starali się zdobyć możliwie jak najświeższe prognozy pogody. Budka Bosmana często była zamknięta. Na zewnątrz – czasem – wywieszone były wydrukowane prognozy, ale niekoniecznie aktualne. Podobnie było w klubach przy basenie. A poza tym, jak już szukać wiarygodnej wiedzy, to u źródeł. Przy ulicy Waszyngtona mieści się Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Na płocie była gablota ogłoszeniowa, a w niej wywieszano prognozy. Zawsze aktualne. Nie były to czasy internetu w każdym telefonie. Nie można było obejrzeć i poczytać, na co się w pogodzie zanosi. Oczywiście trzeba było przejść kawałek, żeby tam dotrzeć. Nie każdemu kapitanowi się chciało, dlatego często wysyłał oficera z karteczką i długopisem. Ale większość kapitanów wolała pójść osobiście, bowiem oprócz prognozy opisowej wywieszano tam także mapki synoptyczne. A nic tak nie daje wyobrażenia o tym co jest i co może być, jak narysowane wyże i niże i ich izobary.

Bardzo dużo zmieniło się w tak niedługim czasie. Jedno moje życie. Ciut dłużej w żywocie miasta Gdyni. Zmiany, jak to zmiany, są dobre i gorsze. Oby tych drugich jak najmniej.

Sto lat, Gdynio! A potem kolejnych i następnych.

Zbigniew Studziński
10 lutego 2026


 

Gdynia, 1976: Basen żeglarski im. Gen. Mariusza Zaruskiego, w tle: Wyższa Szkoła Morska i Morski Instytut Rybacki
fot. Krzysztof Jabłoński

źródło: pocztówka wydana przez KAW, rok 1976, nakład 40000 egz.

 

Gdynia, 2007: widok z „lotu ptaka”, na pierwszym planie port jachtowy w Basenie Żeglarskim im. Gen. Mariusza Zaruskiego
fot. Joymaster (2007-04-14)

źródło: Wikipedia

 

Gdynia, 1970: budynek Polskich Linii Oceanicznych, ul. 10 Lutego 24
Powstał w latach 1934-1936, wg projektu Romana Piotrowskiego; wzniesiony w konstrukcji szkieletowej, żelbetowej, którą wypełniono cegłą ceramiczną; elewacje powyżej parteru zostały wykończone kamiennymi płytami z wapienia lekkiego „Pińczów”; partie przyziemia frontu budynku obłożono płytami z polerowanego granitu, sprowadzonego prawdopodobnie ze Skandynawii, a cokoły elewacji szczytowych oraz części od podwórza pokryto płytkami ceramicznymi.
Polskie Linie Oceaniczne zostały gospodarzem budynku w roku 1952. W gmachu mieściły się też: Centralny Zarząd Polskiej Marynarki Handlowej i Chińsko-Polskie Przedsiębiorstwo Maklerów Okrętowych Chipolbrok. Budynek wpisano do wojewódzkiego rejestru zabytków w 1972 r. jako wybitne dzieło architektury modernistycznej w Polsce, prezentowane już wówczas w podręcznikach do historii architektury.
fot. Edmund Kupiecki

 

Pomnik Józefa Conrada Korzeniowskiego i instalacja „Maszty” na zakończeniu alei Jana Pawła II (przedłużenie skweru Kościuszki).
Projektantami pomnika byli Danuta Koseda (1934-2022) i Zdzisław Koseda (1928-2013). Rzeźba z granitu ma formę stylizowanego żagla: jego centralna część przedstawia relief z ukazaną do pasa sylwetką pisarza z głową skierowaną w lewą stronę. Pomnik odsłonięto 19 czerwca 1976 podczas obchodów Dnia Morza i 50-lecia Gdyni.
Stalowa kompozycja przestrzenna „Maszty”, o wysokości 25 m, powstała w roku 1980; jej autorem jest rzeźbiarz i grafik Wawrzyniec Samp (ur. 1939), znany ze spektakularnych realizacji pomnikowych.
fot. Trójmiasto.pl

Od września 2023 r. „Maszty” są podświetlane w nocy; pomysłodawcą i autorem projektu podświetlenia był Krzysztof Romański, pasjonat żaglowców, wybitny dziennikarz, publicysta, pisarz, fotograf i wydawca, specjalizujący się w tematyce inwestycji, urbanistyki, gospodarki morskiej oraz żeglarstwie, autor książek o tematyce marynistycznej
fot. Trójmiasto.pl

 

Gdynia, 2007: aleja Jana Pawła II i Basenie Żeglarskim im. Gen. Mariusza Zaruskiego (zdjęcie lotnicze)
fot. Jack11Poland (2007-07-05)

źródło: Wikipedia

 

s/y Helius (PZ-218, POL-218);
budowa: Stocznia Płock, 1986; typ: J-80; kadłub stalowy, dł. 13,58 m, szer. 3,58 m, zanurz. 1,95 m; pow. ożagl. 79 m²; liczba koi: 9; silnik: ZPC Ursus S-312C, 22,4 kW; port macierzysty: Szczecin; właściciel/armator: Klub Morski PTTK Bryza,  Warszawa; złomowany: 2012.
źródło: polskiezeglarstwopolarne.pl

 

Gdynia, 20 maja 1980: kpt. Henryk Jaskuła na jachcie Dar Przemyśla wchodzi do Basenu Żeglarskiego im. gen. Mariusza Zaruskiego po ukończeniu rejsu non stop dookoła świata.
Na tym zdjęciu (fotograf nieznany) dobrze widać budkę Bosmana, tym razem mocno obleganą, a w oddali drewniane dalby.
źródło: FotoPolska.eu

Gdynia, 20 maja 1980: ten sam moment, ale w innym ujęciu
źródło: Przemyśl.pl

 

Gdynia, 1971: fotografia lotnicza skrzyżowania ulic Świętojańskiej i 10 Lutego
Gdzieś tam, trochę w prawo po drugiej stronie ulicy, był bar „Kapitański”
arch. Lech Zielaskowski
źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe (3/53/0/7/386)

 

Gdynia, 1992: kamienica czynszowa, Skwer Kościuszki 10/12, budowana etapami w latach 1932-1937 wg projektu Tadeusza Jędrzejewskiego z 1932 r. Właścicielem kamienicy i istniejącego tu od 1937 r. kina „Polonia” był Stanisław Pręczkowski; kino w czasie okupacji nazywało sie „Apollo”, po wojnie „Goplana”, którą zamknięto 31 maja 1999 r.
fot. Ewa Grabowska-Sadłowska

 

Gmach Państwowego Instytutu Meteorologicznego, ul. Waszyngtona 42 (pierwotnie ul. Nadbrzeżna), zbudowany w latach 1927-1928 wg projektu Tadeusza Doberskiego z 1927 r.; nadbudowany (3 piętro) w 1929 r. wg projektu Wacława Tomaszewskiego; metalową wieżę wykonała Stocznia Gdańska S.A. w 1930 r.
fot. Andrzej Szypowski;
źródło: Szypowscy, Maria i Andrzej. Gdynia. Warszawa : Wydawnictwo Sport i Turystyka, 1975

 

Gdynia, 2006: widok z Kamiennej Góry na Marinę Gdynia; na dalszym planie Molo Południowe i Basen I Prezydenta, w głębi Mierzeja Helska
fot. Rafał Konkolewski (2006-05-27)

źródło: Wikipedia

Dobór zdjęć i podpisy: Periplus.pl / Kazimierz Robak


► Periplus – powrót na Stronę Główną