Bywało, że rozwiązania dotyczące pełnienia wachty kambuzowej wymyślone przez drugiego oficera – i zaakceptowane przez kapitana – powodowały pewne perturbacje, które znajdowały potem swój wyraz we wpisach do Dziennika Prawdziwego.
Stare dziennikarskie porzekadło głosi, że nic tak nie ożywia gazety jak świeży trup na pierwszej stronie. Porzekadło powstało jednak w czasach pruderyjnych – dziś trupa z wielkim (większym?) powodzeniem zastępuje seks. By urozmaicić tok narracji, będzie więc teraz o seksie.
Film „Wolność według Marcela Bardiaux” nakręcił Andrzej Radomiński[1], gdy w roku 1988 spotkał francuskiego żeglarza w Ushuaia na Ziemi Ognistej. Opowieść o sobie i swoim żeglarskim życiu bohater zaczyna słowami:
W roku 1960 Marcel Bardiaux rozpoczął (w Cherbourgu), a w 1966 zakończył (na południu Portugalii), budowę 15-metrowego kecza o 22 tonach wyporności – pierwszego jachtu turystycznego ze stali nierdzewnej.
Wyruszyliśmy z Nyköping 23 sierpnia 1988 r., natychmiast po zakończeniu zlotu, mając na dotarcie do Gdyni 4 dni. Do przepłynięcia mieliśmy ok. 220 Mm, a więc nawet przy słabym wietrze dla „Roztocza” było to około dwóch dni.