Miała zawsze rozmarzone oczy, duże i błyszczące, spowite aurą tajemniczości i pożądania. Jej źrenice były jak magnes – przyciągały wszystkie zaczarowane przez nią cienie rzeczywistości, którą sama stworzyła.
Pisałem już o uwagach wczasowiczów spacerujących po kei, które podchwytywała załoga s/y Roztocze i zapisywała w Dzienniku Prawdziwym. Ciekawe odzywki miały też miejsce na pokładzie Roztocza. Niektóre zostały uwiecznione przez załogę w Dzienniku Prawdziwym.
Witam, mam na imię Karina. Może się nie znamy, albo los sprawił, że spotkaliśmy się gdzieś w innym miejscu na świecie. Może to ja byłam tą nieznajomą, która przeszła przed Tobą w tłumie i która się do Ciebie uśmiechnęła; tak, tak, myślę, że to byłam ja, bo lubię się uśmiechać do ludzi.
Pierwsze poważniejsze kroki żeglarskie stawiałem w 1952 roku, kiedy zostałem zakwalifikowany na kurso-rejs na Jeziorach Mazurskich, gdzie uzyskałem stopień żeglarza jachtowego.
Na końcu jednego z czterech tomów „Dzienników Prawdziwych” znalazłem zapisane komentarze i pytania turystów spacerujących po nabrzeżach polskich portów, w których stawał lubelski jacht „Roztocze” w tzw. rejsach krajowych.